Road to Hell

36 3 0
                                        

  Dom Nadziei.
Dom przepełniony zbłąkanymi duszami, które zaciągnęły niewyobrażalny dług u prawie Arcydiabła z kompleksem wyższości. A sam ten Diabeł dał ci pozwolenie na odwiedzenie jego prywatnej zabawki, kiedy tylko chciałaś.
I właśnie akurat ten moment, kiedy na chwilę wszędzie panował względny spokój, wykorzystałaś.
Pojawiłaś się w mrocznym Domu Nadziei od razu kierując się za Magiczną Kurtynę, gdzie zapach siarki i wina unosił się w powietrzu, które elektryzowało cię namiętnością i ekscytacją oraz niewiedzą co czeka cię w najbliższych godzinach spędzonym w miękkim łożu razem z prywatnym inkubem Raphaela.
Tym razem zauważyłaś go siedzącego na niewielkim murku we wodzie. Stopnień zanurzony był w całości, a on...
- Ah! - krzyknął radośnie, obracając ku tobie głowę. Jego wzrok padł niżej.
Uśmiechnął się, ukazując rząd białych kłów.

- Witaj ponownie, mała myszko.
Haarlep wstał, a łańcuchy jego odzienia zakołysały się pod gwałtownym ruchem.

Nie mając już na sobie ubrania, które zniknęło jak tylko przekroczyłaś próg, podeszłaś bliżej, dając się objąć za nogę smukłemu ogonowi Diabła.

- Raphael ma tyle spraw na głowie, że nie mogłem się doczekać, aż znowu mnie odwiedzisz, zagubiona duszyczko. - wyszeptał wprost do twojego ucha, przygryzając jego płatek.

Zadrżałaś na ten prawie znikomy, aczkolwiek czuły gest z jego strony. Po plecach znowu przeszły cię ciarki, a umysł od razu otworzył się na nowe możliwości, poddając się całkowicie kontroli inkuba.

- Ja też nie mogłam się doczekać. Sprawiasz mi zawsze tyle przyjemności, że każda noc bez ciebie jest jak udręka. - wyszeptałaś, wzdychając, gdy jego usta padły na twoją szyję.
Twoje drobne dłonie opadły na jego pierś, dokładnie badając smukłymi palcami każdy mięsień, każdy centymetr pięknego ciała, jakoby rzeźbił go najznamienitszy rzemieślnik.

Niekontrolowany jęk opuścił twoje usta. Haarlep zaśmiał się i odstąpił o krok, łapiąc twoją dłoń.
- Zanurzmy się w pełnej rozkoszy udręce jaką nam dziś zaserwuję, moja najdroższa. - wyszeptał ciszej.
Pociągnął cię do ciepłej wody, na której tafli unosiły się płatki egzotycznych kwiatów, o których jeszcze wcześniej nie miałaś pojęcia. To podczas zasypiania w ramionach Diabła nasłuchałaś się tylu opowieści. Zawsze wtedy obejmował cię ciasno i kołysał do snu. Słuchając niskiego tembru jego spokojnego głosu, zasypiałaś po chwili.

Lecz teraz twoje zmysły były pobudzone, a ciało gorące jak morze piekielne. Pozwoliłaś się zaprowadzić do niewielkiego basenu.
- Dzisiaj też go nie będzie. - powiedział Haarlep, oglądając się na ciebie.
Stał już na środku basenu, a jego skąpe ubranie zniknęło. Tak samo jak twój strach przed tym co dziś miał w planach. Przyjrzałaś mu się dokładnie.
Jak sobie Raphael zaplanował. Idealne odwzorowanie. Ale nie przeszkadzało ci to. Odmienna osobowość, różnorakość w sposobie postrzegania świata i ten charyzmatyczny potencjał. To właśnie różniło go od pierwowzoru.

Dlatego oddałaś mu się całkowicie.

Haarlep wyciągnął ku tobie dłoń, ujmując ją i przyciągając do siebie. Na drobnych ustach złożył namiętny i głęboki pocałunek, po chwili decydując się na nieco ostrzejszy ruch. Między wargi wsunął swój język, odnajdując twój.
Eksplozja smaków i zmysłów zaalarmowała i rozpaliła w tobie rządzę. Niepohamowane uczucie braku czegokolwiek tam na dole dosłownie wydało się tak wielkie, że aż nogi ugięły się pod tobą. Na szczęście mocny chwyt ramion Diabła podtrzymał cię przed upadkiem w nicość.
Haarlep złapał cię pod uda i skierowawszy się na najbardziej zanurzony we wodzie schodek, usiadł, sadzając cię na sobie.
- Dzisiaj bądź nieco spokojniejszy. - poprosiłaś łagodnym tonem, przesuwając dłońmi po jego torsie i szyi.
Twój wzrok po chwili padł na jego czarne, błyszczące niczym ametyst oczy. Pragnęłaś się w nich zanurzyć, bo za każdym razem to one doglądały twojej duszy i docierały dalej, dalej, aż po sam jej kraniec, wyciągając to co najlepsze.
Zadrżałaś, czując jak szponiaste dłonie Diabła badają zakamarki twojego wnętrza, przygotowując cię na to co miało nadejść. A on zawsze oferował to co najlepsze. I największe.

- Haarlep. - westchnęłaś cicho, zamykając oczy. Palce zanurzyłaś w gęstych, czarnych lokach, przeczesując je.

- Tak? - wymruczał Diabeł, dokładnie obserwując jak twoja twarz zmienia się pod wpływem jego każdego, nawet najdrobniejszego ruchu. - Czego pragniesz, najdroższa?
- Ciebie. - wysapałaś, kiedy dołożył drugi palec. - Proszę.
- O co mnie prosisz? - zaśmiał się nisko.
On sam był już twardy i ledwo co się powstrzymywał od brutalnego zerżnięcia cię, jak co jakiś czas. Pozwalałaś mu na to, samej czerpiąc niewyobrażalną radość z takiego gwałtownego aktu.

- Zrób to. - wyjęczałaś, zaczynając poruszać biodrami. Dało to jakąś ulgę, ale nie taką o jakiej marzyłaś.

- Co mam zrobić? - dopytał.

W końcu otworzyłaś oczy i spojrzałaś na niego. Jego własne doszukiwały się prawdy i oczekiwały na twoje działanie.

- Kochaj się ze mną.
Złączyłaś wasze usta razem, kiedy ten wsunął się w ciebie do samego końca, powodując tym samym dziwne wyładowanie między wami. Złapałaś spazmatycznie powietrze, a twoja pierś uniosła się do góry.

Diabeł wykorzystując sytuację, złapał w zęby twój sutek, przygryzając go. To sprawiło ci jeszcze więcej nieokiełznanej radości. Chwila uniesienia, moment zwrotny i zaczęłaś się na nim poruszać, stopniowo przyśpieszając.

Woda wokół zmierzwiona gwałtownymi ruchami dwóch ciał, zmąciła się. Zatraciła swoje nieskazitelne, gładkie piękno. Pąki i płatki kwiatów odpłynęły daleko, dając prywatność wielkiej, wzburzonej i gwałtownej miłości.
Gwałtowność jego poczynań sprawiła, że twoje ciało wiło się na nim jak pnącza sunące ku górze, żeby ujrzeć światło. Odrobina promieni. Wymarzony cel i upragniona wolność.

Tak samo jak ty. Twoją wolnością był on. Ciało świątynią, a każde czułe słowa i gesty sposobem na wyzwolenie.
I ta noc trwała długo. Za każdym razem inaczej, ale tak samo. Podobnie, ale nie identycznie.

O północy opadłaś w jego ramiona, gdy zmęczoną położył cię na wielkim łożu wypełnionym miękkimi poduszkami. Zatraciłaś się w aksamitnej pościeli i zapachu Diabła, który roztaczał się wokół.

I to była jedna z wielu podobnych nocy, gdzie dopiero nad ranem witał cię zapach kawy, którą przynosił ci sam Prawdziwy Diabeł.
Raphael.

Road To HellWhere stories live. Discover now