Niebo przykryte granatowymi burzowymi chmurami, pioruny co chwilę uderzające w ziemię i grzmoty roznoszące się na odległość ponad 50 kilometrów. Osoby na zewnątrz szybko biegły w stronę jakiegokolwiek schronienia. To wszystko z okna wyposażonego w kraty widział zielonooki szesnastolatek. Siedział on przy biurku co chwilę zerkając na pergamin leżący na blacie. Był to list od jego ojca chrzestnego. Dostawał od niego wiadomości kilka razy w miesiącu, lecz to zależało od zgody dyrektora, które ze względu na istotną pozycję społeczną okularnika zakazał komukolwiek się z nim kontaktować. Ostatnia wiadomość przyszła kilka dni przed jego urodzinami. Dzisiaj, 31 lipca, nie otrzymał niczego. Wstał z nadzieją, że Hedwiga przyniosła coś w nocy, jako sowa pocztowa dobrze wiedziała gdzie, do kogo i po co latać, aby przynieść przesyłkę, lecz się rozczarował, gdyż nic nie było. Żadnego listu, który byłby śladem, że o nim pamiętają. Nie potrzebował prezentu nie chciał go, chciał znak.
Szybko wziął prysznic i założył czarne jeansy i tego samego koloru bluzę. Dzięki temu, że był wyższy od kuzyna ciotka zaczęła mu kupować jakieś ubrania. Było to dla niego bardzo dużo. Gdy wszedł do kuchni jego wujostwo już jadło śniadanie. Zdziwiony stanął przy blacie u wpatrywał się w ich talerze. Zawsze to on się tym zajmował, nie to, że to lubił, lecz wyłącznie on przygotowywał poranny posiłek. Czasem pomagał przy obiadach, lecz śniadania nigdy nie opuszczały jego porannej rutyny. Gdy usłyszał ciche chrząknięcie podniósł wzrok.
– Przyszedł. – powiedział Dudley.
– Coś się stało? – zapytał mimo wahania.
– Musimy ci o czymś powiedzieć. – westchnęła ciotka. – Usiądź. – ta wypowiedź go zdziwiła. Nigdy nie pozwalano mu jeść razem z nimi. Zawsze jadał sam.
Błyskawice coraz częściej uderzały o ziemię. Wszystko stało się bardzo szybko, pierwszy – w stary opuszczony dom powodując rozprzestrzenienie się w powietrzu dziwnej żółtej aury. Drugi – w stare drzewo, które zaczęło płonąć niebieskim płomieniem. Trzeci w nieczynny młyn stojący przy pobliskiej rzece. I ostatni – czwarty. Uderzył on w nagrobek powodując złamanie marmuru i odsłonięcie trumny, klapa się podniosła, z pomieszczenia wyszedł orzechowooki okularnik. Brał głębokie wdechy, zaciskał palce na różdżce, nie zrobił żadnego kroku, gdyż zemdlał.
– Harry. Harry, słyszysz, co mówię? – brunet słysząc głos ciotki otrząsnął się i spojrzał na nią przytakując. – To jest bardzo ważne, więc lepiej abyś słuchał. Bierzemy rozwód. – odparła. – Już wzięliśmy, teraz decydujesz z kim zostaniesz. – powiedziała cicho.
– Mogę wybrać? – zdziwił się.
– Tak. – odpowiedział mu wuj.
Przez głowę przeleciały mu wspomnienia związane z wujostwem. To co robił Vernon... Harry natychmiast zamknął oczy i zaczął brać głębokie oddechy. Gdy pomyślał o ciotce zastał parę przykrości, lecz nie były ona takie, jakich by nie przetrwał. Odpowiedź stała się jasna.
– Wybieram ciebie, ciociu. – powiedział. Mimo, iż nie chciał zostawać z żadnym z nich, wiedział, że Petunia jest lepszym wyborem.
– W takim razie przeprowadzisz się ze mną do mojego rodzinnego domu. Dudley zostaje z ojcem. – odwróciła wzrok.
Nie minęło kilka godzin gdy wraz z ciotką stanął naprzeciw posiadłości Evansów. Tak posiadłości. Nie była ona większa niż Dwór Malfoya, lecz wcale nie była mała. Gdy weszli do holu spojrzał niepewnie na ciotkę. Ta odesłała go do pokoju. Zaprowadziła go do pomieszczenia na piętrze i sama poszła do salonu. Jej rodzice nie żyli, więc mieszkali tu sami. Gdy tylko Harry wszedł do pokoju oniemiał. Było w nim łóżko z baldachimem, ogromne biurko, szafa, komoda. Hebanowa podłoga przykryta ciemno fioletowym dywanem. Szmaragdowe akcesoria, oraz ku jego zdziwieniu wszystkie jego książki z poprzednich lat nauki. Myślał, że przepadły, gdyż nie mógł ich znaleźć.
Za godzinę kończy siedemnaście lat. Westchnął otwierając klatkę Hedwidze. Wyleciała ona z pokoju na łowy. Mimo wahania wyszedł i skierował się do salonu, chodź bardziej szedł na ślepo, bo jeszcze nie wiedział co gdzie jest. Gdy dotarł do pomieszczenia z kominkiem, sofą, fotelami i stolikiem do kawy na kanapie dostrzegł ciotkę.
YOU ARE READING
Dlaczego nie wierzysz? - Drarry
FanfictionPierwsza część trylogii "WHY" W siedemnaste urodziny Harry'ego dzieje się coś co jest bardzo rzadkim wydarzeniem w czarodziejskim świecie. Zasada dziesiątej rocznicy jest jedną z największych tajemnic. Jedna noc sprawi, że wszystko się zmieni. Jak t...
