1. Pięć lat temu

8 2 0
                                        


-Natalie, ktoś dzwoni do drzwi. - Mama otworzyła drzwi mojego pokoju i poklepała mnie po plecach, bym wstała z łóżka i otworzyła drzwi.
Była ósma rano. Kto mnie budzi tak wcześnie, w dodatku w sobotę?
No nic. Wstałam z łóżka, ubierając przy tym kapcie z kotami. Niedługo moje piętnaste urodziny, te pantofle były trochę dziecinne.
Ale lubiłam je. Dlatego gdy wstawałam wciąż znajdowały się przy moim łóżku.
Zarzuciłam na piżamie biały szlafrok.
Był taki miękki.
Usłyszałam że ktoś kolejny raz zadzwonił do drzwi. Pewnie mu się nudziło.
Podbiegłam do drzwi, a następnie przekręciłem w nich zamek.
Nacisnęłam klamkę, zobaczyłam w nich człowieka który miał czelność mnie obudzić.

-Marcus?! - Zdziwiona jego widokiem podbiegłam do niego a moje dłonie dosłownie w sekundzie oplatały jego szyję w słodkim uścisku. Marcus odwzajemnił go, przy tym mocno mnie ściskając.

-Jeszcze w piżamie? - Marcus zaczął się ze mnie nabijać. Co nawet mi się podobało.

-A co mam ja zdjąć? - Zapytałam. Po czy obaj wybuchliśmy głośnym śmiechem.

-Wracaj do pokoju i się ubierz. Mam dla ciebie niespodziankę. - Popatrzył na mnie a kiedy usłyszałam słowo "niespodzianka" uśmiechnęłam się szeroko i pobiegłam wprost do swojego pokoju.
Wyjęłam z szafy jeansy i sweter, w które chwilę potem błyskawicznie wskoczyłam.
Na nogi ubrałam białe adidasy.

Gdy tylko się ubrałam wyszłam przed dom i podbiegłam do Marcusa.
Trzymałam go pod rękę, chwilę potem znajdowaliśmy się w lesie.

Marcus zaprowadził mnie nad staw.
To miejsce było dla mnie, jak i dla niego szczególnie ważne. Właśnie tutaj spotkaliśmy pierwszy raz. To właśnie tu dał mi swoją bluzę kiedy zmarzłam. W tym miejscu również patrzyliśmy razem na gwiazdy.
Gdy pierwsza z nich spadła. Pomyśleliśmy wspólne życzenie, że zawsze będziemy blisko siebie i że nic nas nie rozłączy.

Kolejny raz, w tym samym miejscu, twarzą w twarz. Patrzyłam mu w oczy, a on w moje.
Przez chwilę była cisza, którą później przerwał, rozglądając się po okolicy.

-Przychodzę tu gdy mi jest smutno. Przypominają mi się wszystkie wspomnienia.
Kiedy się poznaliśmy. To miejsce przypomina mi naszą historię. Kamyki, które wrzucaliśmy do stawu, drzewa o które opieraliśmy się patrząc w niebo pełne gwiazd. Trawa na której rozkładaliśmy razem koc i rozmawialiśmy na nim godzinami.

-Dlaczego wtedy nie przychodzisz do mnie? -
Zapytałam, zaraz potem jego spojrzenie padło na mnie.

-Nie chce przekazać ci smutku, wiadomo że przecież wpadniesz w ten wibe co ja.
Chyba nie będziesz tańczyć, albo się z tego śmiać?

-No nie. Ale jesteśmy przyjaciółmi. Razem blisko siebie. - Powiedziałam zagarniając przy tym spadający na moje czoło kosmyk włosów.

-Chce żebyś była szczęśliwa. - Powiedział i zbliżył się do stawu.

Patrzyłam przez chwilę na niego, a potem znajdowałam się już koło niego.

-Ja też. Ja też chcę żebyś był szczęśliwy. -
Powiedziałam kiedy nagle nasze spojrzenia się odnalazły. Uśmiechnął się do mnie.

Wtedy usiedliśmy na trawie patrząc na staw, i drzewa znajdujące się wokoło, chwilę dyskutowaliśmy na temat przyszłości, dopóki nie zrobiło się ciemno.

-Jest już ciemno, musimy wracać. - Powiedział Marcus podnosząc mnie z trawy.

Kiedy wstaliśmy na nogi,bw mgnieniu oka Minęliśmy ciemny las, muszę przyznać że naprawdę było strasznie. Kiedy dotarliśmy pod mój dom zatrzymaliśmy się na chwilę przed sobą.

-Dziękuję. Ten dzień był naprawdę piękny.

-Nie musisz dziękować. Widzimy się w poniedziałek. - Cały czas pięknie się uśmiechał.

-W takim razie do poniedziałku. -  Powiedziałam, zbliżając się do niego i tuląc na pożegnanie.

Potem odwróciłam się i podeszłam do drzwi wejściowych. Patrzyłam jeszcze gdy się oddala, potem weszłam do domu gdzie przywitała mnie mama z pyszną kolacja.





Pamiętnik Where stories live. Discover now