Czas to nie droga szybkiego ruchu pomiędzy
kołyską i grobem; czas to miejsce
na zaparkowanie pod słońcem. - Phil Bosmans
Przez całą noc zastanawiałem się, co zrobiłem źle. Nadal czuję jej usta na swoich. Jej piękne,różowe usta. Nie rozumiem, czemu wciąż naciska na to, że nie chce mnie zranić. Rani mnie teraz, kiedy wyłącznie mnie odtrąca.
- Cześć. - podniosłem głowę i spojrzałem w stronę drzwi. Wychyliła niepewnie swoją głowę zza framugi i uśmiechnęła się blado.
-Cześć. - powiedziałem próbując zachować powagę i nie okazać, jak bardzo byłem szczęśliwy na jej widok, a jednocześnie zrozpaczony tym, że mnie odtrąca.
-Przepraszam za wczoraj. Mogłabym wejść ?
-Po co się pytasz ?
Zabrzmiało to prawdopodobnie zbyt niegrzecznie, więc szybko dopowiadam.
-Nie musisz nawet pytać. Siadaj.
Powolnym krokiem idzie w stronę fotela i siada. Łączy swoje dłonie i kładzie je na udach wzdychając głęboko.
-Ale obok mnie Hope. - powiedziałem patrząc na nią
-Nie. Zdecydowałam, że nie mogę wciąż cię odtrącać. Mimo, że i tak to co się dzieje to minie pewnie, kiedy tylko wyjedziesz. - krzywi się lekko - Znasz może i jakąś część mnie, ale nie znasz całej prawdy.
Wstaję z łóżka i kucam przed nią. Zakładam kosmyk jej włosów za ucho i biorę w dłoń jej aksamitny policzek. Próbuję spojrzeć w jej oczy, lecz zaciska je mocno na mój dotyk.
- Usiądź, Harry. Wystarczająco trudno będzie mi to powiedzieć.
Siadam na kancie łóżka, aby jednak być jak najbliżej niej, a ta otwiera swoje załzawione oczy i otwiera lekko usta.
-Jestem chora. - marszczę brwi niezbyt rozumiejąc.
-Z każdej choroby można wyjść. To pewnie przez to nasze pływanie, tak ?
-Nie. Harry, to nie jest przeziębienie. - śmieje się bez humoru
-Choruje na guza mózgu. Harry, mam raka.
Jej oczy zdawały się ciemniejsze niż zwykle. Stopiły się z barwą źrenicy.
Płakałem.
Cholera jasna, ja płakałem.
Wszystko, jakby w mojej głowie się zawaliło.
Chciałbym, aby to był tylko kiepski żart.
Jednak to byłoby zbyt piękne.
Wtuliłem się w nią i płakałem w jej ramionach. Nie słyszałem jej szlochu, nie czułem jej łez, nie widziałem jej uśmiechu.
-Czy często zdradzasz, takie informacje ? - spytałem patrząc na jej twarz
-Nie, ale jestem przyzwyczajona zwykle do innych reakcji. - wzruszyła ramionami
Ostatnia godzina była niebezpiecznie cicha. Dłoń w dłoń, czoło w czoło. Obserwowaliśmy siebie nawzajem. Jej oczy były niczym zwierciadło. Rozkoszowałem się jej towarzystwem bez jakichkolwiek słów lub gestów. Rzeczywistość była jednak zbyt realna. Czas przyszedł na pytania.
-Czemu nie powiedziałaś mi wcześniej ?
-Ludzie mi zbyt często współczują, zbyt często starają się przy mnie udawać smutnych. Tak jakbym nie widziała szczęścia w życiu. Widzę je, a oni myślą, że jestem nastawiona na śmierć jak na wiadomość o obiedzie. - zaśmiała się - Cudownie jest korzystać z życia, jakim się je dostało, jednak nie mam często tej możliwości. Nie chciałam, abyś poznał mnie, jako tą dziewuchę, co ma raka. Jeśli mnie miałbyś polubić to tylko przez to jaka jestem, a nie ze względu na chorobę. - uśmiechnęła się pięknie w moją stronę. Każdy jej uśmiech warty jest miliardy.
-Znałaś, tak naprawdę One Direction, tak ? - zmrużyłem lekko oczy
-Oczywiście. Kto, by was nie znał. - prychnęła - Mimo to wielce, jakoś was nie darzyłam sympatią, jak reszta moich rówieśniczek. Po prostu lubię niektóre piosenki. A tak w ogóle.....przecież, tak sławny Harry Styles - król list przebojów, bożyszcze nastolatek...hmm...czy przypadkiem nie powinieneś teraz pieprzyć się z jakąś dziewczyną po kątach ? Gdybym wierzyła w plotki i to co inne dziewczyny to tak myślałabym o tobie.
-A co myślisz o mnie ? - spytałem nachylając się lekko nad nią
-Myślę, że bardzo cię lubię. - powiedziała poważnie
-Ja też bardzo cię lubię.
-Nie mów " ja też ". To tak, jakbyś tylko mi przytakiwał i twoje słowa, były zależne od moich.
-To powiem inaczej Hope. - jej usta były zaledwie centymetr od moich - Zakochuję się w tobie.
- Czy to, co ci powiedziałam naprawdę nie zmienia twojego stosunku do mojej osoby ?
-Nie. Zakochuję się w Hope.
-Kiedy to się skończy ? -spytała przygryzając swoją wargę
-Kiedy skończę się zakochiwać ? Kiedy zacznę Cię kochać. - powiedziałem z powagą
-A jeśli nie będę chciała tego ?
-Wtedy będzie to jedynie miłość jednostronna.
-Co jeśli umrę ?
-To moja miłość umrze wraz z Tobą. - jej oczy były pełne łez - Ja umrę wraz z Tobą.
Taki był jedenasty dzień, który został w mojej pamięci.
Nikt nie komentuje i nie wiem, co myśleć. A jak już czy moglibyście napisać mi więcej niż dwa słowa ? Proszę. Naprawdę.
Czekam na komy
Buziaki,
Selinka :*
YOU ARE READING
ONLY HOPE // h.s.
RandomUczucia zagubiły się w moich płucach. One płoną, a ja wolałabym tego nie odczuwać. I nie ma kogo za to obwiniać. Tak się boję, że chyba ucieknę. Lecę zbyt blisko słońca i spłonę w płomieniach. Czy ktoś mnie uratuje ? #799 in Losowo - 25.07.2015 #...
