1

114 16 3
                                        

Przyzwyczajona do wiecznego zimna, bez ani krzty światła w celi, nie zdziwiłam się gdy zaczęłam odchodzić od zmysłów. Jak każda uwięziona tutaj istota nie mogłam być wolna, nie mogłam zobaczyć światła dziennego, więc gdy otworzyły się drzwi do mojej celi, które przy tym zaskrzypiały (zapewne nie otwierane od wielu lat) uznałam, że mrok i chłód mnie pokonały.
Od zawsze nienawidziłam zamknięcia.

Światło pochodni wpadło do celi. Moje oczy przeszył nagły ból.
Przestałam żywić nadzieję, że kiedyś zobaczę jeszcze światło.
Skuliłam się w rogu celi na małej kupce siana mając nadzieję, że nie zostanę zauważona. Lecz nikogo poza mną nie było. Tylko ja zostałam wśród żywych.

- Czy to ona? - Zapytał nieznany mi głos.

- Tak. - Odpowiedźiał inny głos.

Zacisnełam powieki. Usłyszałam człowieka i przebudził się mój instynkt.
Pragnęłam krwi. Od tak dawna jej nie piłam. Z moich palców wysuneły się szpony, moje źrenice się zwężyły i instynkt zawładnął moim ciałem.
Dopadłam do mojej ofiary przewracając ją na ziemię. Moje usta przysuneły się do tętnicy a moje kły już wbijały się w szyje. Nie zdążyłam nic zjeść gdyż moja ofiara przestała być ofiarą. Teraz to człowiek trzymał moje wijące się ciało w żelaznym uścisku.
Pochodnia jego towarzysza oświetliła ludzkie zwłoki w mojej celi albo w ich grobie. Nie przestawałam się wić i syczeć. Miałam nadzieję przestraszyć tę ludzką istotę aby choć na chwilę rozluźniła swój mocny uścisk.
Trzyma mnie mocno.
Moje szpony były tak daleko od jego
ciała, moje kły również. Pragnełam krwi.
Potrzebowałam jej aby przeżyć.
Człowiek szedł korytażem. Obok niego szedł drugi. Niosą mnie korytażem już jakiś czas. Z innych celi dobiega błaganie o pomoc, krzyki, jęki lub ostatnie tchnienia konających. Dochodzimy do drzwi oznaczonych symbolami na framudze.
Człowiek z pochodnią otwiera drzwi a ten który mnie trzyma wrzuca mnie do środka i je zatrzaskuje. Słyszę dźwięk przekręcanego klucza w zamku.
Kipię ze złości. Jak można mnie tak traktować? Rozglądam się po celi.
W pomieszczeniu jest człowiek przykuty do ściany kajdanami, które niczym bransolety obkegają jego nadgarstki. Chłopak jest przystojny. Przez chwilę mam wrażenie, że go już kiedyś widziałam, ale to nieważne. On zginie.
Uśmiecham się pod nosem.
Dziś jest mój szczęśliwy dzień.

CrudelisStories to obsess over. Discover now