Choć życie Poli ciągle oświetlały reflektory sławy jej brata, to w rzeczywistości było ono nudne i pozbawione kolorów. Wszystko zmieniło się po wyjeździe na mundial do Kataru, gdzie poznała całkiem nową kadrę. A zmiana klubu jej brata uwięziła ją w...
Powoli otworzyłam zaspane oczy i niepewnie ręką odnalazłam telefon, który zawsze leży na szafce nocnej obok łóżka. Jasne światło odblokowanego telefonu od razu skutecznie mnie rozbudziło. 5:45. Z podekscytowania obudziłam się długo przed ustawionym budzikiem. Wyjazd na mundial z kardą narodową to spełnienie marzeń każdego fizjoterapeuty sportowego. Dużą część tego sukcesu mogłam zawdzięczać Robertowi – odkąd skończyłam 19 lat wszędzie mnie ze są zabierał. Nie było łatwo studiować i pracować w klubie, jednak większość profesorów ze względu na sławę mojego brata i praktykę przymykała oko na moje nieobecności lub gorsze wyniki. Nie przykładałam się zbytnio do nauki gdy zrozumiałam, że większość przydatnych mi rzeczy mogę nauczyć się podczas pracy od światowej sławy fizjoterapeutów z Bayernu Monachium. Robert jednak skutecznie pilnował bym zaliczała wszystkie egzaminy i zdobyła dyplom. Ze względu na różnicę wieku oraz śmierć taty czasami zachowywał się bardziej jak brakujący rodzić niż brat. Z kadrą zaczęłam swoja współpracę już w 2012 roku podczas Euro w Polsce. Podczas ówczesnych praktyk zaraziłam się pasją do tego zawodu i podporządkowałam temu prawie całe swoje życie. Uzupełnialiśmy się z Robertem – on był świetnym piłkarzem i strzelał bramki, a ja dbałam o jego sprawność i chroniłam przed kontuzjami. Od zawsze powtarzał, że to on zawdzięcza więcej mi, niż ja jemu. Nie uważałam tak, gdyby nie jego sława nigdy nie zostałabym zauważona i nie byłabym w tym miejscu w którym jestem teraz.
Usiałam na łóżku i zaczęłam rozciągać sztywne po nocy mięśnie. Po skończonym rytuale zeskoczyłam z materaca i zapaliłam światło. W ostatniej chwili zrezygnowałam z włączenia muzyki, do której rytmu normalnie przygotowałabym się do dnia. Idealnie pasowałaby do mojej dzisiejszej ekscytacji. Reszta domowników zapewne jeszcze smacznie spała i nie byłaby zadowolona z dudniącej muzyki o tej godzinie. Już dawno poczułam się tutaj jak u siebie, jednak nie chciałam nadwyrężać cierpliwości brata i jego żony. Kochał mnie i pomysł ze wspólnym mieszkaniem był jego ... i pewnie trochę mamy. Chcieli mieć na mnie oko, choć tak naprawdę nigdy nie sprawiałam większych problemów. Nie chciałam psuć ich wizji idealnej rodziny, która prawie od zawsze jest na pierwszych stronach wszystkich gazet.
Prawie na palcach zbiegłam na dół do kuchni i przygotowałam sobie owsiankę z owocami. Nigdy nie zapominałam o śniadaniu, mój żołądek działał prawie jak przypomnienie w tym temacie. Zawsze zaraz po wstaniu dawał o sobie znać głośno burcząc. Jedząc zaczęłam przeglądać social media. Z relacji niektórych kadrowiczów mogłam wywnioskować, że byli już na miejscu i świetnie się bawili. My z Robertem dojedziemy prawie na ostatnią chwilę w związku z jego zobowiązaniami na miejscu. Szybko zrobiłam zdjęcie i dodałam do relacji.
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
- Dzień dobry. – od ekranu oderwał mnie zachrypnięty głos Roberta. Zerknęłam na niego, a później znów na telefon. Byłam zdziwiona, że wstał tak wcześnie jednak social media pochłonęły mnie tak bardzo, że do 8 czas upłynął mi w mgnieniu oka.
- Cześć. Przygotować Ci śniadanie? – zapytałam, choć i tak wiedziałam, że nie skorzysta z mojej oferty. Według niego moje śniadania bardziej przypominały posiłki dla dzieci niż dorosłego człowieka, a co dopiero sportowca. Pokręcił tylko głową ze śmiechem i rozpoczął swoje przygotowania „męskiego" dania.