Rozdział 1

84 8 2
                                        


Coza głupi pomysł. - Jęczę w duchu, ciągnąć za sobą sporychrozmiarów walizkę. Moi rodzice wybierając wycieczkę na świątecznyprezent mogli chociaż postarać się o jakieś ciepłe kraje, a niekrainę gdzie zimno przeniknie mnie do kości. Na samą myśl czujędreszcze na całym ciele. A tu jeszcze muszę czekać na cholernypociąg, który zabierze mnie na miejsce. No przecież to jakaśkpina, żeby nie można było dolecieć na miejsce samolotem. Kolejkąi to elektryczną. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jak wysiądzieprąd. Jasny gwint. Utknę tu, zamarznę i tyle z te to będzie. Chcęmi się płakać. Mogłam odmówić, wymienić tencholerny bilet na coś innego. Ale nie! Pojadę, zobaczę, zwiedzę.Odmrożę kończyny, a nie zwiedzę. Nie wystawię nosa z hoteluprzez najbliższe trzy tygodnie. Nie rozumiem co kierowało mojąrodziną, do wykupienia mi pobytu na tak długi czas. Zwykłe dwadni, by wystarczyły. Uparli się jednak, że po obronionym magistrzei dorywczej pracy, przyda mi się trochę wolnego zanim zacznę pracęna pełen etat w rodzinnej firmie. Jestem tak sceptycznie nastawionado tej wycieczki, że nie mam pojęcia jak ja ją przeżyję.Dzwoniący telefon wyrywa mnie z zamyślenia. Spoglądam naprostokącik trzymany w dłoni, po czym ściągam rękawiczkę inaciskam zieloną słuchawkę. Chwilę męczę się, żeby wsunąćtelefon pod czapkę, po czym się odzywam:

-Cześć mamo – bąkam na powitanie.
- Cześć, córcia. I jakjest? - Jej entuzjazm jest co najmniej tak wielki, jak mój powinienbyć. W końcu to ja wybrałam się na wycieczkę, nie ona.
-Świetnie. Jak tak dalej pójdzie wrócę do domu jako bryła lodu –sarkam w odpowiedzi.

-No nie przesadzaj, na pewno aż tak źle nie jest.

-Jest gorzej. – Mamroczę pod nosem. Brzmię jak niewdzięczna, więcszybko się poprawiam. - Ale jeszcze nie dojechałam na miejsce.Czekam na pociąg z Zurychu do Zermatt. Na miejscu będę, gdzieś zacztery godziny.

-To koniecznie daj znać jak dotrzesz, żebym się nie martwiła.

-Na pewno dam znać.

-Pociąg osobowy z Zurychu do Zermatt odjeżdża z peronu drugiego,tor szósty. - Odzywa się głos w głośnikach.

-Mamo, muszę kończyć. Za chwilę odjeżdża mój pociąg. -Rozglądam się. - A ja jestem nie na tym peronie.

-To do usłyszenia. - Rozłącza się nim odsunę telefon. Chowam goszybko do kieszeni kurtki i kieruję się w poszukiwaniu mojegoperonu. Mam nadzieję, że bez przygód się obejdzie i na przykładtu nie utknę, bo pomylę pociągi. Gdy już udaje mi się gozlokalizować, przed wejściem upewniam się u ochroniarza, że to napewno ten pociąg. Zajmuję więc przydzielony przedział. Ściągamokrycie wierzchnie, bo w środku transportu jest przyjemnie ciepło ipróbuję podnieść walizkę, by włożyć ją na górną półkęnad siedzeniami. Z trudem mi się to udaje, ale gdy przychodzi dowyciągnięcia jej nad głowę, zaczynam się trząść od jejciężaru i zataczam się do tyłu. Zderzam się z czymś miękkim, anastępnie nie mam już w rękach walizki. Odwracam się prędko.Moim oczom ukazuje się przystojny młody mężczyzna. Kilkudniowyzarost, ciemne włosy i zielone oczy. A pełne usta wyginają się wcwaniackim uśmieszku.

-Pomogę – oferuje.

-Dziękuję – udaje mi się wydusić i na miękkich nogach odsuwamsię, by mógł włożyć ją na półkę.

-Co ty tam napchałaś, kobieto? - mamrocze.

-Same potrzebne rzeczy. – Wzruszam ramionami.

-Jasne. Kobietom to zawsze wszystko jest takie niezbędne, a potemnawet z walizką sobie poradzić nie umieją. – Prycha, po czymściąga swój płaszcz i zajmuje miejsce po przeciwnej stronieprzedziału.

-Wypraszam sobie. Dałabym radę, a że pan się napatoczył, topomógł. Podziękowałam przecież.

-No pewnie, albo zginęłabyś przygnieciona tą walizą.

ZasypaniStories to obsess over. Discover now