Siedziałam na chodniku trzymając parasol w dłoni. Było zimno, bardzo zimno.
- Jay, chodźmy już, zaraz cię ktoś przyłapie - rzekłam.
- Poczekaj, jeszcze trochę i wrócimy.
Brunet aby coś wciągnąć musiał chodzić w ciemne uliczki, policja zna go bardzo dobrze. Wrócił do swojego schronu, w którym mieszka ze znajomymi, natomiast ja pobiegłam do apartamentu.
- Y/n, gdzie byłaś tyle czasu? Mattia cię szukał.
- Przepraszam ciociu, ale długo siedziałam z Jay'em. Już do niego idę - zdjęłam buty i poszłam do pokoju wujka.
- Y/n potrzebuję twojej pomocy, nie możesz odmówić.
- Słucham - czekałam, aż wujek zacznie opowiadać o czymś, czego prawdopodobnie nie wiem.
- Za tydzień kończysz 19 lat. Myślę, że powinnaś być na wyścigu, przy okazji będziesz świętować z naszym zespołem. Co ty na to?
- Ja? Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Zobaczysz, będzie świetnie. Zapoznam cię z kierowcami i wieczorem będzie impreza.
- No dobrze, ale nadal nie wiem co z tego wyjdzie.
Siedziałam w pokoju i rozmawiałam z mamą, która jest w USA razem z tatą. Zostawili mnie pod opieką cioci i wujka, choć jestem już dorosła. Chciałam, aby przylecieli na urodziny, ale nie było to możliwe. Będą oglądać mnie w telewizji.
Rano zadzwonił telefon, był to kolega Jay'a. Jego wieści mnie zamurowały. Mój przyjaciel jest w szpitalu, przedawkował. Zerwałam się z łóżka, szybko ubrałam i pojechałam do szpitala. Jego stan był krytyczny. Siedziałam zapłakana na korytarzu, nie mogłam nic zrobić. Wiedziałam, że kiedyś się tak skończy, ale jego uzależnienie jest zbyt silne. W końcu wyszedł lekarz i dwie pielęgniarki.
- Panie doktorze, co z nim?
- Stan jest bardzo słaby, jeżeli przeżyje do następnego dnia to będzie cud. Może pani do niego wejść.
Wbiegłam do sali i go przytuliłam. Leżał taki niewinny, bardzo blady. Nie mogłam mu w żaden sposób pomóc. Miałam jechać na wyścig, ale chciałam w jednej chwili odwołać wszystko, aby siedzieć przy nim. Patrzyłam na niego dwie godziny. Stan był taki sam. Postanowiłam wpaść do niego jutro.
- Nie mogę jechać na wyścig, zostaję z Jay'em - powiedziałam zapłakanym głosem.
- Y/n co się stało? - przytulił mnie wujek.
- Jay przedawkował. Może nie dożyć do jutra, ja nie mogę go zostawić.
- Będzie wszystko dobrze, zobaczysz. Niedługo się obudzi i pójdzie na odwyk.
- Ciężko mi w to uwierzyć.
Przez trzy dni jego stan się nie zmienił. Urodziny spędzę w szpitalu, założę się. Zadzwonił telefon ze szpitala, natychmiast pojechałam.
- Co się stało? Stan się pogarsza? - stałam sparaliżowana.
- Proszę wejść do pokoju - lekarz odszedł.
Otworzyłam drzwi i zastałam tam Jay'a. Siedział z kroplówką, patrzył za okno.
- Jay! Jak się czujesz? - podbiegłam do niego.
- Nigdy więcej narkotyków. Przeze mnie płaczesz.
- No w końcu to zrozumiałeś. Tylko wyjdziesz ze szpitala to załatwię ci odwyk. Gwarantuję ci to.
- Dzięki - zaśmiał się - dziękuję, że mnie nie opuściłaś.
- Jesteś debilem, jak mogłabym to zrobić. Znamy się od podstawówki! Nie dałabym rady cię zostawić w takiej chwili.
- Jak tylko wyzdrowieję, to znajdę pracę. Muszę się przeprowadzić, bo będą namawiać mnie na narkotyki.
- Jay, na urodziny jadę do Monzy na wyścig. Mattia chciał, żebym pojechała i spędziła tam urodziny. Chciałabym zostać z tobą.
- Spokojnie, jak wrócisz to zrobimy imprezę. Musisz próbować czegoś nowego w życiu.
YOU ARE READING
Call Me By Your Name • Charles Leclerc
FanfictionKłamanie, żyjesz w ciemności, nie możesz tego ukryć. Wiem, że nie jesteś grzeczny chłopcze. 🔞FF
