To stało się szybciej niż ktokolwiek mógł pomyśleć. Ba! Nikomu wtedy na myśl to nie przeszło! Kim ja wtedy byłem?
Miałem niecałe trzynaście lat, twarz z wysypanymi pryszczami, duże okulary, aparat na zęby i chińskie obywatelstwo. Nie pasowałem do ludzi którzy tam byli. Bogaci, pięknie ubrani z idealnym makijażem i czarującym uśmiechem. Nic wtedy nie znaczyłem. Większość z obecnych na sali dzieciaków bało się nawet do mnie podejść, a co dopiero zaprzyjaźnić. Jednak ona nie była taka jak inni. Mimo że miała tylko dziewięć lat wykazała się większością empatią niż zgromadzeni tu czterdziestolatkowie. Gdy zobaczyła, że siedzę sam, smutny, zaproponowała mi wspólne zajadanie się słodyczami od których uginały się stoły. Spędziliśmy całą noc wpychając w siebie choresterol i tańcząc na parkiecie. Gdy za wielkimi oknami i słońce zaczęło się wznosić przyszli do nas nasi rodzice. Dokładnie zapamiętałem jej opiekunów. Poważnie wyglądająca twarz jej ojca przygodziana w parę zmarszek i piękna kobieta u jego boku z idealnym uśmiechem. Wyglądali jak para królewska. A przynajmnirj przy moich rodzicach, którzy mieli swoje wieczorowe ubrania, które zakładali zdecydowanie częściej niż raz. Jak przez mgłę widzę ich rozmawiających. Uścisneli sobie dłonie, a ojciec dziewczyny uśmiechnął się ciepło.
- Bardzo wierzę w pański biznes Panie Wang - przyznał, biorąc na ręce swoją córkę - Gdyby Pan czegokolwiek potrzebował służę pomocą.
Odwrócił się wtedy do mnie i klęknął tak bym mógł patrzeć mu prosto w oczy. Jednak mimo tego wolałem patrzyć na przysypiającą dziewczynkę na jego ramionach.
- A ty młody gentelmenie - zwrócił się do mnie - Dziękuję za opiekę nad moją słodką córeczką. Bardzo chciałbym mieć takiego zięcia jak ty - złapał mnie za polik by lekko nim potargać - Coś czuję, że niedługo się spotkamy. Powodzenia.
To była noc w ciągu której szaleńczo zakochałem się w Choi Gu-ang.
Później wiele się zmieniło. Pomysł na biznes mojego ojca wypalił, przestaliśmy być pośmiewiskiem, a szanowaną rodziną na całą Koreę, jak i nie na świat. A ja z nieśmiałego, zapryszczowionego chłopca stałem się poważnym mężczyzną, który wie czego chce. A chciałem jej.
Nazywam się Jackson Wang, multimilioner, spadkobierca rodzinnej fortuny i przyszły właściciel '"lumière'' imperium biżuternyjnym, które opanowało całą wschodnią Azję.
Mimo to co działo się przez te ostatnie lata wiele rzeczy nie uległo zmianie. Między innymi moja wielka miłość do Gu-ang. Tak jak obiecywał jej ojciec - pomógł mojemu rozwijać swoją firmę. Posunąłbym się nawet o stwierdzenie, że gdyby nie on, lumière nie byłoby w tym samym miejscu co jest teraz.
Jako nastolatek i młody dorosły często bywałem w domu państwa Choi. Co by tu się dziwić? Nasi rodzice byli serdecznymi przyjaciółmi i bez przerwy zapraszali siebie nawzajem. Kolacje raz w tygodniu były już dla mnie rutyną, ale były przyjemne tylko wtedy gdy Gu-ang, moja jedyna miłość, wpadała do domu zmęczona, ale szczęśliwa. Nigdy nie zasiadała z nami do posiłku. Nawet idąc przez jadalnie nie mówiła zbyt dużo. Kłaniała się nisko, witając się i życząc smacznego by zaraz pobiec na górę. Pan Choi zawsze tłumaczył to ogromnym zmęczeniem swojej córki, a pani Choi dopowiadała, że ich córka jest na ścisłej diecie. Nie rozumiałem tego. Dla mnie była idealna. Dlaczego więc dla siebie samej nie mogła być?
Za każdym razem gdy wiedziałem, że jest blisko bardzo chciałem podejść, ale demony przeszłości dawały o sobie znać. Ciągle w głowie miałem te dzieci, które się ze mnie śmiać. Byłem bezradny, a tak bardzo się starałem. Ciągle złudnie się oszukiwałem, że popatrzyła na mnie sekundę dłużej niż zazwyczaj, uśmiechneła się w inny sposób niż do innych.
YOU ARE READING
Light
Fanfiction"Za każdym razem gdy wiedziałem, że jest blisko bardzo chciałem podejść, ale demony przeszłości dawały o sobie znać. Ciągle w głowie miałem te dzieci, które się ze mnie śmiały. Byłem bezradny, a tak bardzo się starałem. Ciągle złudnie się oszukiwałe...
