Nazywam się Kim Taehyung. Dla znajomych Tae. Mieszkam Seulu, ale szczerze mówiąc nie wiem skąd pochodzę. Nie mam pojęcia kim jestem. Moja pamięć istnie wyparowała. Czuję się jak człowiek bez przeszłości. Brzmi jak żart, ale niestety nim nie jest. Nie pamiętam nawet rodziców. Jedyne co mi zostało to imię i nazwisko oraz to, że mam 25 lat. Szukałem swojej rodziny, ale w końcu odpuściłem. W Korei jest dużo osób o tym samym nazwisku, więc nie łatwo znaleźć. Po wyjściu ze szpitala nie miałem się gdzie podziać. Szukając schronienia, podczas wieczornej przechadzki spotkałem dosyć niską szatynkę. Zaproponowała mi, żebym został u niej dopóki nie znajdę nic. Na początku zająłem się pracą w małej firmie, a następnie, gdy byłem w stanie sam się utrzymać, otworzyłem własną działalność. Za dnia zajmowałem się naprawą samochodów, a nocą ścigałem się, zarabiając na tym grubą kasę. Przestała obchodzić mnie przeszłość. Żyłem od wyścigu do wyścigu. To było moje życie. Nie chciałem już wracać do tego co było. Zamieszkałem sam. Raz na jakiś czas kontaktowałem się z moją wybawicielką, ale nie trzymaliśmy stałego kontaktu. Żyłem dość skromnie, bo większość pieniędzy ładowałem w swoje bryki, a resztę zostawiałem na rachunki, utrzymanie oraz po trochu odkładałem. Pewnej dosyć chłodnej nocy, postanowiłem wybrać się na wyścigi, by przetestować nowy samochód. O dość później godzinie wyjechałem z garażu i pokierowałem się w stronę ustalonego spotkania. Było to wszystko nielegalne, ale można grubą forsę zgarnąć. Zaparkowałem na swoim ulubionym miejscu i wysiadłem. Oparłem się o maskę. Zauważywszy swojego kumpla, uśmiechnąłem się. Nie robiłem tego często. Nie miałem do tego powodu. Przywitałem się z kumplem i zaczęliśmy rozmawiać. Co jakiś czas spoglądałem na wysokiego szatyna, który nieustannie przyglądał mi się.
- Wiecie kto to jest...? - Mruknąłem cicho, dyskretnie pokazując chłopakom o kogo mi chodzi.
- Mąż dość znanego, zmarłego muzyka i w sumie naszego znajomego. Sam chyba też jest związany z tym, ale ja to tak się w to nie mieszam. - Machnął ręką jeden z kumpli.
- Jon Jongook czy jak mu tam było. Chuj wie. - Prychnął
- Dziwnie się patrzy na mnie. - Popatrzyłem na niego z przerażeniem.
- Nie dziwię się. Wyglądasz jak ten jego Tejung. - Zaśmiał się.
- Strasznie śmieszne. Dużo osób jest podobnych do mnie. - Prychnąłem.
- Ale Ty masz coś takiego w sobie co inni nie mają. Wyróżniasz się. - Popatrzył uważnie na mnie. Przewróciłem oczami i wsiadłem do samochodu. Podjechałem białą Toyotą Supra MK4 do linii startu, a obok mnie zatrzymał się ten sam facet, który przed chwilą obserwował mnie. Czy on mnie śledzi? Zaczęło się to robić aż przerażające. Ścigaliśmy się w pojedynkę. Rozpoczęło się odliczanie. Przygotowałem się, a gdy śliczna czarnowłosa Koreanka opuściła flagę, ruszyłem z piskiem opon. Może i zapomniałem wszystko o sobie, ale nie zapomniałem swoich umiejętności. Dzięki temu tu jestem. W pewnym momencie ciemnooki jechał ze mną równo. Spojrzałem na niego, a on pokazał ruchem ręki, żebym pojechał za nim. Nie byłem pewny tej decyzji, bo mógł to być jakiś psychol, a tym bardziej, że stracił ukochaną osobę, ale zdecydowałem się na to. Bez ryzyka nie ma zabawy. Ruszyłem szybciej, doganiając go. Zatrzymaliśmy się na jakimś opuszczonym parkingu. Wziąłem ze schowka broń na wszelki wypadek. Wysiadłem z samochodu, zachowując ostrożność. Trzymałem w ręce zabezpieczony pistolet. Zamknąłem drzwi i powoli ruszyłem w stronę podejrzanego typa.
_________________________________________
I na tym zakończymy ;)
YOU ARE READING
Amnesia
Romance"Jego cudowne ciemne oczy lśniły tak samo jak kilka lat temu. Nie mogłem uwierzyć, że znów jest przy mnie."
