*2 lata wcześniej*
Obraz zamazywał mi się przed oczami. Nie widziałam dokąd biegnę. Musiałam po prostu stamtąd uciec. Nie liczyło się dla mnie nic innego poza wydostaniem się z tego miejsca. Nie miało znaczenia to, iż zostawiam za sobą cały swój dotychczasowy świat i jedyną rzecz, która sprawiała, że byłam w pełni szczęśliwa.
Po raz kolejny przetarłam ręką twarz, chcąc pozbyć się napływających do oczu łez. Byłam pewna, że będzie mnie szukać, będzie chciał to wytłumaczyć... po raz kolejny pozwoli mi uwierzyć, że bez niego jestem nikim, że nie mogę bez niego żyć. Ponownie przyczyni się do tego, że poczuję się jakbym nie była warta niczyjej uwagi i zachodu, jakby litował się nade mną tym, że wciąż przy mnie jest. A ja, po raz kolejny przyznam mu rację i ulegnę.
Po ostatnim razie obiecałam sobie, że jeśli nic się nie zmieni, to w końcu zdobędę się na odwagę, odejdę od niego i odzyskam swoje dawne, spokojne i beztroskie życie. Wydostanie się z klatki, którą dla mnie stworzył, było już ogromnym krokiem w przód i moim małym, osobistym sukcesem. Pomimo tego potrzebowałam jeszcze kilkunastu minut, aby w pełni się od niego uwolnić. Musiałam o siebie zawalczyć.
Dlatego z ulgą przyjęłam fakt, że znalazłam się w padoku, pośród tłumów i fali ludzkich twarzy, ponieważ ciężej będzie mu mnie rozpoznać. Mijani ludzie dyskretnie spoglądali w moją stronę, ale nie odzywali się ani słowem, zostawiając mnie sam na sam z moją osobistą tragedią. I dobrze, potrzebowałam teraz spokoju. Nie chciałam z nikim rozmawiać, nikogo widzieć i nikomu tłumaczyć się z tego, co się stało. Nikt zresztą nawet by się tym nie zainteresował. Za godzinę rozpoczyna się wyścig, więc kierowcy i ich zespoły przygotowują się do startu, dziennikarze i reporterzy nagrywają te przygotowania, biegając tam i z powrotem za ekipą, a ludzie, którzy wykupili wstęp do padoku, spełniają teraz zapewne swoje życiowe marzenie.
– Sadie! – w tłumie usłyszałam swoje imię. Głos był na tyle niewyraźny, iż wiedziałam, że jego właściciel nie znajduje się bezpośrednio za mną, jednak sprawił również, że zimny dreszcz przeszedł po moich plecach. Musiałam zmienić taktykę. Spodziewa się, że będę chciała stąd uciec, więc skieruje się w stronę bramek. Odnajdzie może inną, szybszą drogę, zna przecież ten teren na wylot. Jeśli mnie dogoni, z powrotem zamknie mnie w stworzonej specjalnie dla mnie, psychicznie wykańczającej klatce i mimo iż serce mówiło mi, abym się zatrzymała, zaczekała i mu wybaczyła, rozum wiedział, że to, co robi ten mężczyzna, jest złe.
W ułamku sekundy podjęłam decyzję o zmianie kierunku. Wbiegłam do którejś z części mieszkalnych, nie zwracając uwagi na to, który zespół ma w nim swoją siedzibę na ten weekend. Uciekłam w głąb pomieszczenia, w końcu nie chciałam zostać przez niego zauważona. Łzy ponownie zalały moje oczy. Przetarłam je niedbale rękawem kurtki i zamarłam. Czerwone ściany, czarne wstawki i ogromne, żółte logo z czarnym koniem na środku spowodowały, że w momencie pożałowałam tego, że tu wbiegłam. Jeśli on mnie znajdzie, to się od niego nie uwolnię, ale jeśli znajdzie mnie tutaj...
Mam przesrane.
Gdy tylko dotarłam do ustronnego miejsca, z którego nie mógł mnie zobaczyć, drżącymi rękoma wydobyłam z kieszeni jeansów telefon i wybrałam numer kontaktowy mojej najlepszej – i jedynej – przyjaciółki. Trzy sygnały trwały w nieskończoność i gdy w końcu usłyszałam dźwięk, sygnalizujący odebranie przez nią telefonu, zalała mnie fala spokoju.
– Sadie? – jej głos wyrażał zdziwienie. Nie spodziewała się, że zadzwonię. Nie teraz, gdy za godzinę miał się rozpocząć niedzielny wyścig o Grand Prix Wielkiej Brytanii.
YOU ARE READING
Dare | Charles Leclerc
Fanfiction"- Nie zamierzam być twoim słabym punktem Charles. Teraz patrzy na mnie. - Na to już za późno."
