Główny oddział biblioteki publicznej w Nowym Jorku był wyjątkowy. Ash nie wiedział czy tutejsze książki pachniały inaczej, czy chodziło tu o światło jakie wpadało przez wysoko wbudowane okna. Oczywiście różniło się od tego na innych oddziałach, ale nie było wyjątkowe. Kiedyś podejrzewał, że po prostu lubił tutejsze bibliotekarki, ale zrozumiał swoją pomyłkę gdy oddał książkę po terminie, a spóźnił się jedynie dwa tygodnie. Zresztą nikt nie czekał w kolejce na lekturę o procesach adsorpcji reaktywnej, nie było powodu na obdarzenie go aż tak niemiłym spojrzeniem . Był za to pewien, że o powód wyższości tej placówki nad innymi nie posądziłby długich i szerokich stołów na środku sali, przy których przywykł czytać. Były chłodne i toporne, nawet ciepłe światło świetlówek, jakie włączano gdy dzień stawał się krótszy, nie było w stanie odpędzić tego wrażenia. Teraz też było mu zimno, drżał pół-leżąc na lodowatym blacie. Mógłby rozpalić tu z tych stołów ognisko, gdyby miał do tego siłę zrobiłby to. Jednak jej nie miał. Nawet ciepła krew wsiąkająca w sweter, brudząca jego bok nie była wstanie go rozgrzać.
Nigdy nie był w stanie odkryć co jest tak wyjątkowego w tej bibliotece, dlaczego tak go uspokajała? Może to jednak to światło, które ogrzewało właśnie jego policzek? A może iluzja prywatności, jakiej zawsze pragnął? Wiedział, że nikt by się tu za nim nie zapuścił, i nikogo nie interesował.
Coraz trudniej było mu powstrzymać się przed zamknięciem oczu, leżąc tu w otępieniu wydawało mu się, że wszystko jest okej. Może to tak miało być, Eiji był już bezpieczny, on dokonał swojej zemsty, mógł teraz odejść.
Jednak coś powstrzymywało go przed poddaniem się, wiedział co. Miał to z tyłu głowy, ale światło było za jasne, a pisk w uszach za głośny. To powinien być jego koniec, a on wciąż walczył o kolejny bolesny wdech w uszkodzone płuca, drżał.
Znowu gubił się w myślach, może to dlatego, że nie chciał myśleć, nie chciał przypominać sobie niczego ważnego gdy czekał na śmierć. Ta jednak nie nadchodziła. Na początku zbliżała się nieubłagalnie, czuł jak cała siła uciekała mu spod nóg gdy wlókł się do stolika, wiedział, że to już koniec. Czuł to gdy ściskał w ręce list od Eijiego starając się osłonić go przed krwią, jednocześnie starając się o nim nie myśleć, wiedział przecież, że już go nie zobaczy. Jednak wciąż nie umierał, chociaż był odrętwiały z bólu dalej oddychał, a wystarczyłoby tylko usnąć.Ash był niemal zły, to byłby idealny koniec historii.
Stracił poczucie czasu, czuł się zupełnie odcięty od rzeczywistości będąc sam na sam ze swoim płytkim urywanym oddechem i ciepłymi promieniami na policzku. Gdyby nie był tak blisko utraty przytomności wcześniej zauważyłby harmider jaki zapanował w bibliotece, po tym jak jeden z wychodzących zauważył martwego Chińczyka z zakrwawionym nożem w ręku. Nie zauważył też jak zaniepokojeni ludzie opuszczali bibliotekę, a jeden z pracowników zadzwonił już na policję. Inny uspokajał, jak powiedziano potem w wiadomościach, nastoletniego chłopca, który znalazł zwłoki. umknęły mu również służbowe syreny . Ash będący blisko utraty przytomności oczywiście tego zamieszania nie zauważył, a może nie chciał go zauważyć. Naprawdę ci idioci mogli zostawić go już w spokoju, chciał umrzeć a nie patrzeć na kolejne miejsce zbrodni.
Nie zauważył również bibliotekarki, która po pojawieniu się policji chciała wyprosić go z sali, i gdy potrząsnęła jego ramieniem, odsłoniła zakrwawiony tors. Na policji roztrzęsiona pracownica zezna potem, że nie zwróciła na niego uwagi wcześniej bo myślała, że spał. Nie można było jej winić, bo nastolatek zidentyfikowany później jako Aslan Jade Callenreese często przysypiał w głównym oddziale biblioteki publicznej. W pewnym sensie i tym razem miała co do tego rację, bo gdy odsłoniła jego zakrwawiony tors już spał, zasnął spokojny, policjant spisujący protokół miał nadzieję, że myślał o czymś miłym...
Gdy Ash w końcu się obudził, nie pamiętał już o czym myślał. Jednak zarówno on jak i my możemy się domyśleć, że jego głowę zajmował Eiji i bilet do Japonii.
