02.04.2010
Biegłam ile sił w nogach, a w moich płucach czułam ogień. To wyglądało jak koszmar. Zostałam sama. Oni nadchodzą, chcą zjeść mnie żywcem, powoli, kawałek po kawałku. Muszę walczyć o swoją skórę, to nie jest śmierć, którą wybrałam. Przez miesiące samotności prawie zapomniałam o rodzinie. Zatrzymałam się. Zdjęłam buta i odwinęłam bandaż. Skręcona kostka cholernie bolała, a skóra wokół była fioletowa. Po policzkach zaczęły ściekać mi łzy. Tak bardzo się boje, ale muszę uciekać. Założyłam buta z powrotem i utykając na lewą nogę, ruszyłam do przodu. Nagle się przewróciłam. Przed oczami pojawiła się ciemność.
22.06.2009
Na sinym niebie, rozbłysły się jasne iskry, niczym pęknięcia w szkle, po czym zniknęły. Poczułam jak zaczyna kropić deszcz. Moje serce zaczęło bić szybciej. Nie lubię burzy, szczególnie kiedy mój młodszy brat, zgubił się w polu kukurydzy.
- Carl! - krzyknęłam rozglądając się.
- Carl! Wyłaź stamtąd!
- Tu jestem - z dwumetrowych krzaków wyskoczył brat, ze stosem kolb kukurydzy w rękach i szerokim uśmiechem.
- Nie zdążymy wrócić do domu. Musimy się schować w stodole Pani Colin - pociągnęłam brata na ranczo, gdzie była bezpieczna stodoła, aby przeczekać burze. Mokrzy usiedliśmy na sianie obok koni i zaczęliśmy zajadać się kukurydzą.
- Mary, myślisz, że mama się o nas martwi? - spytał z pełna buzią.
- Nie wiem. Czasami mam wrażenie, że o nas zapomina - odparłam.
02.04.2010
Poczułam, że jestem cała mokra, a przed oczami zaczęły pojawiać się błyski światła. Podniosłam się z ziemi. Jestem tak zmęczona, że musiałam zasnąć. Już tego nawet nie kontroluje. Spojrzałam w niebo. Słońce zakryły ciemne burzowe chmury. Zrobiło naprawdę ciemno. Nie lubię tego, w tedy nie widać sztywnych. W dodatku mam cholernie zmęczone oczy.
- Kurwa! - krzyknęłam, ze ściekającymi po policzkach łzami. Usiadłam na ziemi. Nie mam już sił. Od tygodnia łażę po tym lesie i nie mogę znaleść, żadnej drogi. Co jakiś czas, ciemny las, oświetlało przeszywające światło piorunów. Nagle, po między szumem deszczu, a hukiem piorunów, usłyszałam kroki, lecz nie był to żywy człowiek. A tych obawiam się najbardziej, nie raz mnie okradli i prawie zabili. Podnosiłam się do góry i napięłam wszystkie mięśnie jak struny. Za drzew wyszedł sztywny, a za nim dwa następne. Długo na początku bałam się tych obrzydliwych stworzeń, ale kiedy zrozumiałam, że do póki cię nie ugryzą i nie jest ich wiele, są niegroźne. Zamachnęłam się z całej siły i uderzyłam trupa w pysk. Ręka przeleciała mi na wylot jego spleśniałej głowy, a on upadł.
- Okropieństwo - strzepnęłam resztki mózgu sztywnego z dłoni. Jego kolegów potraktowałam tak samo i ruszyłam przed siebie z nadzieją, że znajdę drogę prowadzącą do miasta.
26.07.2009
„...wirus opanował daleki wschód i dotarł do Europy. Rząd amerykański poinformował nas, że prezydent postanowił wstrzymać wszystkie loty i zamknąć granice, aby żadna zakażona osoba nie dostała się do Stanów Zjednoczonych Ameryki..."
- Mamo powiedz Mary, żeby oddała mi pilota! O tej godzinie leci mój serial - Carl zaczął mnie szarpać. Podniosłam pilot do góry, aby młody nie mógł go dosięgnąć.
- Tato! - krzyknął zakłócając mi oglądanie wiadomości.
- Zamknij się! Mówią ważne rzeczy! - warknęłam na niego groźnie. Młodszy brat odsunął się ode mnie.
Pierwszy raz w swoim życiu poczułam, że coś mi grozi. Że moje życie, może już nigdy nie wyglądać tak jak wszczętej.
„...politycy uspakajają, że pandemia skończy się za pare miesięcy, a nad lekami i szczepionką pracują wszyscy naukowcy na świecie. Z kolei wierzący ostrzegają, że zbliża się koniec świata i przestrzegają, aby zbierać żywność i wodę w swoich domach..."
- Daj spokój, 9 lat temu, z 1999 na rok 2000 też miał być koniec świata i nic się nie stało - Carl wyrwał mi pilota i przełączył kanał.
02.04.2010
Z czasem zaszło słońce, zapadł zmrok i zaczęło padać jeszcze mocniej. Byłam tak głodna, że mój brzuch chyba zaczął się sam trawić. Momentami wracałam wspomnieniami do obiadów, które gotowała mama. Nie były najlepsze, ale teraz zjadłabym je wszystkie. Idąc tak przez las natrafiłam na płot, a kiedy podnosiłam wzrok ujrzałam drewnianą chatę. Było ciemno i wyglądało jakby nikogo nie było w środku. Przeskoczyłam przez płot i weszłam na ganek. Zajrzałam pod doniczkę i pod wycieraczkę ale nigdzie nie było klucza. Wole nie wybijać szyby, aby nie zostawiać po sobie śladu. Po chwili w oczy rzucił mi się termometr na drewnianym słupie. Zajrzałam pod niego i znalazłam klucz.
- Bingo - uśmiechnęłam się szeroko, wziąłem klucz i otworzyłam drzwi do domu. Niepewnie weszłam do środka. Uderzył mnie taki smród, że musiałam zakryć nos szalem. Rozejrzałam się. Wszędzie panował okropny bałagan. Stos nieumytych naczyń w zlewie, walające się butelki po piwie i brudne ubrania na krzesłach i kanapie. Nie sądzę, że ktoś może tu mieszkać. Otworzyłam lodówkę w której były kolejne butelki piwa i mięso.
- Czy ludzie w tym domu żywili się tylko piwem? -
W szafce znalałam dużo fasoli, którą ugotowałam. Mięso usmażyłam i zjadłam z fasolą. Dawno nie najadłam się tak jak dziś. Przez chwile byłam nawet szczęśliwa. W pewnym momencie usłyszałam dwa męskie głosy. Ze strachu zastygłam w miejscu.
CDN
Dziękuje za gwiazdki ⭐️
Przepraszam za błędy
YOU ARE READING
Born to die - TWD.
Fanfiction- Myślisz, że oddam ci ostatniego papierosa? - spytałam zadziornie pewna, że go nie zajdzie. - Jesteś mi winna jednego - dodał zachrypniętym głosem, podchodząc coraz bliżej do mnie. Zaczęłam się cofać. Nagle poczułam, że trafiłam na drzewo i nie c...
