1

205 7 5
                                        

Kuchnia w Norze jak zwykle była pełna ludzi. Pani Weasley krzątała się przy garnkach,
jej mąż czytał Proroka Codziennego, a dzieci wraz z gośćmi jadły obiad. Profesor McGonagall
dyskutowała z Nimfadorą Tonks na temat nowych zaklęć, które miałyby usprawnić
transmutowanie ludzi w zwierzęta, Remus Lupin przysłuchiwał się im, natomiast Harry nie mógł
się powstrzymywać od ciągłego spoglądania na stronę tytułową gazety, która była w dłoniach
pana Weasleya. Było tam wielkie zdjęcie grubej kobiety, podobnej do ropuchy, która uśmiechała
się paskudnie. Jeszcze gorszy, jeśli to w ogóle było możliwe, był nagłówek: DOLORES
UMBRIDGE NOWYM MINISTREM MAGII. Harry miał wrażenie, że grzanki, które zjadł na
śniadanie, zamieniają się w kamienie. Umbridge Ministrem?! Widocznie nie tylko on wyczuwał
w tym coś niewłaściwego, bo na wieczór zapowiedziane zostało spotkanie Zakonu Feniksa.
Były letnie wakacje i kilka dni wcześniej Harry Potter ukończył siedemnaście lat, co
oznaczało, że stał się pełnoletni, według czarodziejskiego prawa. Musiał opuścić dom wuja i
ciotki, jednak nie tęsknił za nimi ani tym bardziej oni za nim. Tym bardziej był zszokowany, gdy
w dzień urodzin znalazł w nogach swojego łóżka prezent od nich – małą ramkę z ich zdjęciem.
Co dziwniejsze, w środku był list. List od Dudleya. W pierwszym szoku jedyną rzeczą, o której
pomyślał Harry było to, że nie miał pojęcia, że Dudley umie pisać. Dopiero przy drugim czytaniu
dotarł do niego sens listu. Dudley pisał, że chociaż nie dogadywali się dobrze, co było
eufemizmem na skalę światową, będzie za nim tęsknił i ma nadzieję, że ten prezent nie pozwoli
mu zapomnieć o rodzinie. Wbrew sobie postawił ramkę obok łóżka, chociaż sam nie wiedział
dlaczego. Z równie wesołym skutkiem mógł tam ustawić portret Snape’a.
Mistrz Eliksirów był ostatnim człowiekiem, na którego chciałby patrzeć. Kiedy w czerwcu
Śmierciożercy dostali się do Hogwartu, uciekł razem z nimi po drodze nokautując Dumbledora.
Dyrektor później im wytłumaczył, że robił to zgodnie z rozkazem, ale Harry nie mógł zapomnieć
wyrazu nienawiści, jaki pojawił się na twarzy Snape’a, gdy rzucał zaklęcie. Tak, zdecydowanie
lepiej było patrzeć na Dursleyów. Poza całkowicie nieoczekiwanym prezentem od rodziny dostał
również kilka innych rzeczy, ale tutaj nie było zbyt wielkich niespodzianek. Państwo
Weasleyowie podarowali mu zegarek, zgodnie z tradycją rodzinną, i ciągle przepraszali, że nie
jest nowy, chociaż Harry’ego tak uradował ich podarunek, że przez kilka minut musiał walczyć
ze sobą, by się nie rozpłakać. Fred i George przesłali mu chyba połowę asortymentu z „Magicznych Dowcipów Weasleyów”, a Bill razem z Fleur dodali do tego skrzynię, która była
cała pomarańczowo-czerwona z wielką, złotawą błyskawicą na wieku. Hermiona, jak należało się
spodziewać, dała mu książkę, ale po raz pierwszy miał ochotę ją za to uściskać. „Poradnik do
walki z Czarną Magią dla początkujących Aurorów” był czymś, czego pragnął, a wstydził się
wejść do księgarni i kupić. Musiała zauważyć jego tęskne spojrzenia. Ginny i Charlie wręczyli
mu kilka egzemplarzy smoczych łusek, które bardzo dobrze działały na bóle głowy. Hagrid
przysłał tort własnej produkcji, który na szczęście został wręczony ghulowi ze strychu i zatkał go
na kilka dni, oraz włosy z ogona jednorożca, które trzymały silniej niż niejeden łańcuch. Remus i
Tonks, którzy zamierzali się pobrać, dali mu wspaniałą pelerynę, która, jak mówiła Tonks, sama
się składała i prasowała. Mile zdziwiła go dodatkowa przesyłka z Hogwartu – kadra profesorska
życzyła mu pomyślnych wiatrów i na dowód sympatii otrzymał dosyć spory gobelin
przedstawiający godło Gryffindoru – lwa. Podobny prezent otrzymał kilka miesięcy wcześniej
Ron i z tego co się orientował, to każdy uczeń w dzień swoich siedemnastych urodzin dostawał
list od nauczycieli wraz z gobelinem odpowiedniego domu. Jedynym zmartwieniem Harry’ego
było to, że nie miał go gdzie zawiesić. Grimmauld Place 12 nie było już tajną kwaterą Zakonu,
bo w chwili, gdy aportowali się tam razem z Dumbledorem w lipcu, dopadli ich Śmierciożercy.
W związku z tym obecnie przebywali w Norze.
Pan Weasley odłożył gazetę i ciężko westchnął, po czym zwrócił się do profesor McGonagall.
– Minerwo, czy wiedzieliście coś na ten temat? Wczoraj, kiedy wychodziłem z biura, Scrimgeour
wciąż był Ministrem.
– Niestety, dla nas też było to szokiem. – Profesor posmarowała sobie grzankę masłem i dodała
dżemu. – Przy śniadaniu dostaliśmy pocztą gazetę i chyba pierwszy raz w swoim życiu
widziałam Albusa tak wściekłego. Pomona omal nie zeszła na zawał i Poppy musiała jej podać
waleriany na uspokojenie. Najgorsze jest to, że nikt nie wie, co się stało z Scrimgeourem.
Kingsley miał się odezwać, ale wciąż milczy.
– Co zamierza Dumbledore?
– Nie wiem. Od razu zajął się powiadamianiem członków Zakonu o spotkaniu, poprosił
Kingsleya, żeby poszedł do Ministerstwa i czegoś się dowiedział. Potem odbył krótką rozmowę z
Severusem, po której ten zniknął. Miał się dowiedzieć, czy to sprawka Sami-Wiecie-Kogo, ale
też milczy. Robi się bardzo nieciekawie.
Przy ostatnim słowie skrzywiła się i dodała nieco cukru – dżem był za kwaśny. Harry omal nie podskoczył. Po raz pierwszy mówiono o sprawach Zakonu w ich towarzystwie. Zauważył, że
bliźniacy, Ron, Ginny i Hermiona też chciwie łapią każde słowo. I tak mieli się niedługo
wszystkiego dowiedzieć.
Dosłownie trzy dni wcześniej na kolacji pojawił się Dumbledore i spokojnie jedząc kaczkę
powiedział:
– Molly, chciałbym, by Harry, Hermiona i twoje najmłodsze dzieci przystąpiły do Zakonu, jeśli
taka jest ich wola.
Nie był to najsubtelniejszy sposób przekazania tej szokującej informacji, ponieważ pani Weasley
opuściła różdżkę powodując, że noże zaczęły wirować po kuchni, Harry omal się udławił sokiem
z dyni, Hermiona pisnęła i złapała ją czkawka, Ginny zakrztusiła się ziemniakiem, bliźniacy
stuknęli się głowami sięgając po sól, a Ron wylał sobie zupę na kolana. Dumbledore z chichotem
odczekał, aż wszyscy się uspokoją. No, prawie wszyscy. Pani Weasley wyglądała, jakby ktoś ją
mocno ukłuł.
– Albusie! To są jeszcze dzieci!
– Nieprawda! – Oburzyli się unisono Fred i George.
– Milczcie!
– Nie, Molly, oni mają rację. Są już pełnoletni, tak samo Harry, Ronald i Hermiona. Ginewra za
mniej niż rok osiągnie pełnoletniość. Wiesz dobrze, jaka jest sytuacja. Nie tylko ich
potrzebujemy, ale ich własne bezpieczeństwo zależy od informacji. Informacji, które muszą
poznać.
– Nie zgadzam się! Mam już połowę rodziny w Zakonie, nie zmuszaj do tego tych dzieci!
– Nikogo nie zmuszam – powiedział poważnie, patrząc na każde z nich zza okularów-połówek. –
Jeśli któreś z nich się nie zgodzi, wtedy może czuć się zwolnione z obowiązku. Nie będzie
żadnych komentarzy, żadnego wyśmiewania. Stawką jest wasze życie, więc dobrze to
przemyślcie.
Zapadła cisza, w czasie której słychać było jedynie histeryczne, ciężkie oddechy pani Weasley.
Harry postanowił odezwać się pierwszy.
– Już w zeszłym roku dużo na ten temat myślałem, panie profesorze. – Głos tylko lekko mu się
trząsł. – Nawet gdybym nie chciał, to jestem częścią tego wszystkiego. Chcę dołączyć do
Zakonu.
– Harry! – zapłakała pani Weasley.
– Ja także. – Ron poważnie patrzył na swoje zaciśnięte pięści. – Ktoś musi się tym zająć,
prawda?
– My też – powiedzieli bliźniacy.
– Dołączymy, bo…
– Tak trzeba.
Pani Weasley opadła na krzesło i zaniosła się głośnym szlochem, jednak to słowa Ginny ją
dobiły.
– Jeśli mam zginąć, zginę w walce.
– Oszaleliście?! – Podskoczyła i ze łzami w oczach potrząsała najpierw Fredem, potem Ronem,
w końcu przycisnęła do siebie Ginny. – Nie róbcie mi tego! Nie musicie tego robić! Zostawcie to
wszystko nam! – Wszyscy Weasleyowie patrzyli w stół, żadne z nich nie uczyniło nawet ruchu.
Harry czuł się tak, jakby to on wbijał sztylety w serce pani Weasley. To wszystko jego wina… –
Hermiono! Chociaż ty wykaż się rozsądkiem! Co na to twoi rodzice?!
– Moi rodzice zrozumieją. – Głos Hermiony drgnął. – Dyrektorze, czy mogłabym w jakiś sposób
zapewnić im bezpieczeństwo? Oni nie mają jak się bronić.
– Oczywiście.
– W takim razie ja również chcę przystąpić do Zakonu.
Dla mamy Rona było to za wiele – zemdlała. Bliźniacy, z minami winowajców, ułożyli ją na
sofie i docucili.
– Wybacz, Molly…
Dumbledore był naprawdę smutny.
– Albusie, chociaż obiecaj mi, że przynajmniej na razie nie dostaną żadnej misji!
– Mamo! – padło z czterech gardeł.
– Obiecuję. W takim razie, drogie panie i drodzy panowie. – Wstał i ukłonił się. – Zobaczymy się
na najbliższym spotkaniu. Dobranoc.
Teraz, siedząc w ciepłej kuchni, Harry mógł zrozumieć postawę pani Weasley. On był sam,
Hermiona także, ale cała rodzina Rona była w tej chwili w Zakonie. Nawet Fleur, która w tej
chwili kręciła się po Norze i ozdabiała sypialnię swoją i Billa, postanowiła dołączyć.
– Ni mogę zostawici Bill w takij chwili. Ja też będę waliczyć.
Jej narzeczony próbował ją przekonać, żeby tego nie robiła, ale okazało się, że trafił na
wyjątkowo upartą osobę. W końcu poddał się, ale widać było, że nie jest z tego powodu zachwycony. Remus rzucał mu zaniepokojone spojrzenia. Podczas czerwcowej pełni księżyca
Bill leżał wciąż w malignie, więc nie było wiadomo, jak zareaguje na tą, która się zbliżała. Lupin
już pił swój eliksir, by być obecnym na spotkaniu Zakonu i nikogo nie zaatakować, ale tak
naprawdę to Bill stanowił zagrożenie. Harry wzdrygnął się na wspomnienie Greybacka, jego
żółtych oczu, długich pazurów… Odepchnął od siebie talerz, czując, że nic więcej nie przełknie i
obserwował podwórze, po którym beztrosko spacerowały sobie kurczaki. Za kilka godzin Nora
będzie wypełniona po brzegi ludźmi, którzy w każdej chwili mogą zginąć. Przyjrzał się
roześmianej Ginny, pożerającemu udko Ronowi, Hermionie patrzącej na chłopaka z lekkim
obrzydzeniem, bliźniakom stukającym się pucharkami, Tonks tulącej się do Remusa i całej
reszcie. Ludzie, których kochał, lubił i podziwiał w następnej sekundzie mogli być martwi. I to
wszystko z powodu jednej głupiej przepowiedni i jednego chorego na umyśle czarnoksiężnika.
Paranoja.
Miał właśnie zatopić się w czarnych myślach, gdy usłyszał dwa pyknięcia i na podwórzu
pojawiła się Luna z Nevillem. Dziewczyna potrafiła od każdego odegnać ponure myśli – miała na
sobie tiarę wielkości głowy, która wyglądała jak skrzyżowanie dyni z cukinią. Roześmiał się i
wyszedł ich przywitać.
– Miło was widzieć! Luna, co ty masz na głowie?
– To nowa moda, nie wiesz? Podobno czarownice z Kualalumpy i stowarzyszenia Burakowego
Cukraka uznają to za dobry afrodyzjak, który w dodatku leczy Hokumulusa.
Spojrzał zdziwiony na Nevilla, który jedynie wzruszył ramionami i podał mu dłoń. Nie urósł
wiele od czasu, gdy ostatnio się widzieli, ale zdecydowanie wyszczuplał.
– Babcia mnie męczy kapustą. Mam jej tak dosyć, że prawie nic nie jem.
– Pani Weasley pewnie się postara, żebyś to nadrobił.
– Pewnie tak.
– Co właściwie tu robicie? – spytał, kiedy ruszyli do wejścia. W środku Luna wzbudziła
powszechne zainteresowanie i właśnie doprowadziła profesor McGonagall do łez ze śmiechu.
– Dumbledore przyszedł do mnie w zeszłym tygodniu i spytał, czy chcę dołączyć do Zakonu –
powiedział chłopak ponuro. – Babcia była wniebowzięta. Gdyby była choć trochę młodsza,
pewnie sama by przystąpiła. U Luny był wczoraj rano.
– Nie chciałeś dołączyć?
Neville spojrzał mu prosto w oczy i lekko się uśmiechnął.
– Nie na wiele się wam przydam, ale jak mógłbym was zostawić? Może nie wskakuję w to z
wielkim „Hurra!”, ale chcę.
Po jakimś czasie okazało się, że nie tylko oni dostali taką propozycję od Dumbledora. Ernie
McMillan, Hanna Abbot, Cho Chang, Lavender Brown, siostry Patil i kilku znajomych z
Hogwartu, głównie tegorocznych siódmoklasistów. Szalonooki Moody, który pojawił się jako
jeden z pierwszych, powiększył kuchnię Weasleyów do rozmiarów niemalże Wielkiej Sali.
Każdy mógł wygodnie usiąść, kilka gnomów zostało transmutowanych w filiżanki, gdy tych
zabrakło, ale każdy miał co wypić. Koło dwudziestej pojawił się także Dumbledore. Kiedy
wszedł, od razu ucichły wszelkie śmiechy. Zaczęło być poważnie.
__________
Wrzucam właśnie pierwszy rozdział tej cudownej książki, piszcie wasze komentarze dodadzą z pewnością mi motywacji! Do następnego!
Wasza Lilx 💗

Szach mat! czyli HGSS bez cukru Stories to obsess over. Discover now