przeczucie

22 4 8
                                        

Są takie dni gdy przeczucie wisi nad tobą jak chmura. Ciężka, ciemna, gradowa chmura. Wysokie ciśnienie wzmacnia szum krwi w głowie, a gula w gardle rośnie samoistnie.

Przeczucie przeważnie dopada wcześniej. W nocy siada ci na klatce piersiowej i swoim ciężarem utrudnia wzięcie pełnego oddechu. Sen jest płytki, przychodzi z trudem. Każdy najmniejszy szmer porusza przeczucie, które wiercąc się na twojej klatce piersiowej, budzi ciebie. Poranki po wspólnej nocy są ciężkie. Każdy mięsień zesztywniał od nacisku, w ustach czuć suchość. Z trudem wtedy podnosisz swe ciało z miękkiego posłania. Masz wrażenie, że przeczucie wypiło całą wodę z twojego ciała, bo nie goni cię poranna potrzeba mikcji. Ospałym ruchem unosisz się. Idziesz w stronę łazienki obmyć twarz lodowatą wodą w celu przywrócenia trzeźwości. Efekt jest marny. Ruszasz się jak mucha w smole, wszystko wymaga niesamowitego wysiłku. Sprawdzasz wyciszony telefon, upewniając się, że przeczucie nie było informacją o nagłej śmierci członka rodziny. Nikt nie próbował podjąć z tobą kontaktu dzisiejszej nocy. Część ciężaru jakby spada z ciebie i czujesz nagły przypływ chęci. Nie bardzo wiesz co ze sobą zrobić danego dnia. Wymyślasz wycieczkę w rodzinne strony. Czasem chcesz wracać do domu. Nie bierzesz nic prócz dokumentów i przeczucia wychodząc na pociąg.
Podróż mija spokojnie, a każdy przejechany kilometr jest jak kilogram zrzucony z ciężaru, który wisi nad głową.
Dzień jest słoneczny, choć wietrzny. Krajobraz za oknem odzwierciedla stan w twojej głowie. Z pozoru spokojny, ale wiatr jest dosłownym powiewem grozy, który tylko nawiewa kolejne warstwy dopiero zrzuconego przeczucia. Wysiadłwszy w rodzinnych stronach, znowu czujesz gulę w gardle. Idziesz powolnym krokiem w stronę domu. To nie jest przyjemny spacer, po prostu twoje nogi nie mają zamiaru ruszać się szybciej niosąc cały ten ciężar.
Robisz niespodziankę rodzicom. Miło było upewnić się, że są w dobrym zdrowiu. Jecie obiad w kojącej ciszy, a gdy po nim decydują na zajęcie się swoimi sprawami, idziesz na spacer po znajomej okolicy.
Nie jesteś gościem w swoim domu, masz tu własny pokój, swój własny świat ze wszystkim starymi chwilami jakie zdarzyło ci się tu przeżyć. Mimo to, te miejsce nie jest już twoim bezpiecznym. Coś tu umarło – jakaś nadzieja, poczucie spokoju lub inny element równowagi zapewniający harmonię duszy. Wzdychasz ciężko patrząc na przykurzone półki, na których ustawiono książki i zdjęcia. Siadasz na chwilę na łóżku z zamkniętymi oczami. Uczucie, jakby twój duch unosił się nad ciałem przychodzi nagle i równie szybko znika. Czujesz nasilający się niepokój. Decydujesz się w końcu wyjść z domu. Zbarawszy wszystkie rzeczy z jakimi przyjechałeś, żegnasz się z rodzicami. Ty i przeczucie decydujecie się na pokierowanie kroków w stronę dokładnie przeciwną niż stacja kolejowa – w stronę lasu. Przechadzacie się powoli, zaglądając w okna starych sąsiadów. Patrzysz na tablicę informacyjną, na której wiszą nekronomy. Omiatasz ją wzrokiem, gdy jeden szczególny przyciąga twoją uwagę. Należy do chłopaka z twojego gimnazjum. Czytasz go ze szczególną starannością, jednocześnie czując jak przeczucie ponownie wchodzi ci na plecy, osiada na karku i mości się wygodnie, wbijając cię swoim ciężarem w ziemię.  Kropla zimnego potu spływa po twojej skroni, gdy dochodzisz do wiadomości, że właściwie to symboliczny pogrzeb odbył się kilka dni temu, gdy po trzech miesiącach poszukiwań nie odnaleziono ciała zaginionego chłopaka. Patrzysz jeszcze chwilę otępiały na klepsydrę. Gula w gardle urosła do rozmiarów utrudniających oddychanie.
Wahasz się, czy nie uciec przypadkiem od razu w kierunku stacji, ale przeczucie sparaliżowało cię i szepcze złowieszczo do ucha, abyś nie porzucał zamierzeń wycieczki. Idziesz więc na sztywnych nogach w kierunku lasu. Pogoda stopniowo się zmienia, słońce świeci mocniej, jednak również wiatr się nasilił. Z każdym krokiem szum drzew się wzmaga. Wzrok masz utkwiony w szczyt góry, która dominuje nad zielonym lasem. Szczyt, od którego miejscowość, z której wyszedłeś, wzięła nazwę jest pierwszym w potężnym paśmie górskim. Przez myśl przemykają ci wspomnienia wycieczek górskich ze znajomymi. Mimowolnie twoje kroki kierują się w jego stronę. Zieleń lasu działa kojąco na zszargane własnymi myślami nerwy, ale nie przynosi całkowitego spokoju. Kątem oka dostrzegasz przemykające w oddali sarny, słyszysz śpiew ptaków z oddali. Nie czujesz się samotny, w końcu idzie z tobą przeczucie. Nie wiesz, ile czasu minęło od kiedy rozpocząłeś wędrówkę. Pogoda zmienia się coraz bardziej i dochodząc do leśnej polany, widzisz, że niebo w całości przykryły szare chmury. Pozwalasz sobie na chwilę odpoczynku na wilgotnym mchu pokrywającym polane. Obserwujesz szybki ruch obłoków do momentu, w którym lodowaty podmuch wichru nie przeszły cię do tego stopnia, że zacząłeś się trząść. Wstajesz, otrzepawszy się, ruszasz dalej. Sądząc po odgłosach lasu, zanosi się na deszcz. Ptaki niemal całkowicie ucichły. W melodię szumu drzew wkrada się obcy dźwięk. To krople deszczu dołączają do koncertu granego przez naturę. Ignorujesz mżawkę i pniesz się wyżej, wprost ku górskiemu szczytowi. Zaczynasz zauważać, że drzewa w miejscu, gdzie się znajdujesz robią się dużo niższe. Obracasz się, by spojrzeć za siebie. Krajobraz nie jest tak malowniczy, na jaki liczyłeś. Szare chmury zasłaniają horyzont. Wzdychasz ciężko, bo kondycja już nie ta, co kiedyś i długa wędrówka zaczęła być męcząca. Deszcz jeszcze bardziej nasila się, więc decydujesz się zawrócić w stronę miasta. Twoje plany krzyżuje grom, który przeciął niebo, rozświetlając szarość chmur. W twojej głowie rodzi się pomysł, aby poszukać jednej z jaskiń, popularnych w tym rejonie gór. Kierujesz się teraz w poprzek wzniesienia i po niedługim czasie napotykasz wyrwę w ścianie skały. Wejście do groty jest delikatnie przesłonięte przez krzak dzikiej róży, który musisz przesunąć, aby dostać się do środka. Mimo że starałeś się to zrobić ostrożnie, ciernie przecinają skórę na dłoni. Syk bólu umyka z twoich ust i odbija się echem od ścian jaskini. Zaglądasz wgłąb, zastanawiając się, jak głęboki jest korytarz skalny. Na dworzu rozpętał się istny armagedon. Leje jak z cebra, a niebo raz po raz, przecinają białe błyskawice. Huk jednego z gromów wystraszył cię na tyle, że cofasz się wgłąb korytarza. Zauważasz uchyłek, w którym panuje grobowa ciemność. Przeczucie mówi, że należałoby włączyć latarkę, więc wyciągasz telefon. Stawiasz pierwszy krok w stronę ciemności, gdy do twoich nozdrzy dobiega nieprzyjemny swąd. Zapach jest duszący i kwaśny. Zatykasz dłonią nos, gdy stawiasz kolejny krok w ciemność. Po kilku metrach, twoim oczom ukazuje się spora komora. Czujesz, że zaczyna się tu ciężko oddychać. Nie wiesz, czy to sprawka mniejszej gęstości powietrza na wysokości, mrocznej jaskini ze słaba wentylacją, czy to przeczucie próbuje cię udusić. Omiatasz światłem latarki grotę, która wypada ci z ręki, z powodu przerażenia, jakie wywołało napotkanie ludzkiej sylwetki. Przekleństwo wyrywa się z twoich ust, a ręką mimowolnie odsłania nos. Momentalnie żałujesz tego, bo smród jest zabójczy. Szybko przykładasz ją z powrotem. Podnosisz telefon, który uszkodził się przy upadku i ponownie kierujesz słup światła na postać. Nogi trzęsą ci się, że ledwo dajesz radę podejść bliżej. Przeczucie chucha ci na kark. Sina postać oparta jest o ścianę. Włosy zasłaniają jej sine czoło. Po ubraniach dochodzisz do wniosku, że patrzysz na chłopaka w podobnym wieku do siebie. Zmuszasz się do podejścia bliżej, ale smród jest tak duszący, że musisz wstrzymać oddech. Mrużysz oczy, bo czujesz jak wzrok ci się rozmazuje. Zaciskasz mocno powiek, spod których wyrywają się łzy. W końcu skupiasz wzrok na trupiej twarzy. Jest sina i wyschnięta na wiór, jednak nie widać płatów odrywającego się mięsa. Chłopak ma spokojny, wyraz twarzy. Zapadnięte policzki nadają karykaturalny wygląd tej znajomej twarzy. Musiałeś nachylić się bardzo blisko, aby rozpoznać Johnnego, twojego kolegę z gimnazjum. Odsuwasz się bardzo szybko, gdy zdasz sobie sprawę, kim jest postać, którą obserwujesz. Czujesz jak przeczucie schodzi z twoich pleców i pełznie po podłodze, aby usiąść koło trupa. Ono też mu się przygląda. Można powiedzieć, że patrzycie sobie w oczy, ale tak naprawdę w chłodnej jaskini jest tylko wasza dwójka – ty i Johnny. Przeczucie jakby się przed tobą zmaterializowało. Na początku siedziało obok chłopaka, ale teraz zaczęli zlewać się w jedno, jak gdyby przeczucie zamierzało go pochłonąć. Patrzysz na ten nierzeczywisty proces stojąc jak słup w miejscu. Gdy Johnny i przeczucie zlali się w jedno, masz wrażenie, że chłopak na ciebie spojrzał. Ale to przecież niemożliwe, bo John nie żyje, nie może się ruszać – próbujesz się uspokoić. Mimo wszystko, patrzysz w oczy śmierci. Po jakimś czasie paraliż twojego ciała mija i znowu zaczynasz czuć swąd gnijącego ciała. Odzyskawszy władzę w nogach, wycofujesz się do korytarza. Niby przeczucie zostało z Johnnym, ale boisz się, że gdy tylko się odwrócisz, rzuci ci się na plecy i udusi cię.
Wkraczasz do części jaskini omywanej światłem z zewnątrz. Tu czujesz, że w końcu możesz normalnie oddychać, bo smród został w zaułku. Na dworzu deszcz leniwie siąpi. Odgarniasz bez zastanowienia krzak róży stojący ci na drodze. Próbujesz biec przed siebie, ile sił w nogach, ale ślizgasz się na mokrej skale. Upadasz, uderzając twardo ciałem o podłoże. Czujesz, że znowu zaczyna ci braknąć tchu. Podnosisz się pospiesznie, bo boisz się, że w każdej chwili z jaskini może wyjść Johnny. Irracjonalny lęk spłyca oddech. W obawie przed kolejnym upadkiem, idziesz jedynie bardzo szybko, nie oglądając się za siebie. Mijasz kolejne przebyte wcześniej miejsca i dochodząc do polany, czujesz, że kolana uginają się na dobre. Ciężko opadasz na mokry mech, gdy walczysz z oddechem. Serce kołacze ci w piersi. Boisz się zamknąć oczy, bo wiesz, że przeczucie o trupiej twarzy może się w każdej chwili przed tobą zmaterializować. Dysząc ciężko, zaczyna do ciebie dochodzić, co się stało. W twojej głowie cięgle od nowa odtwarza się obraz chłopaka opartego o skalną ścianę, który zlewa się w jedno z przeczuciem. Zacząłeś zadawać sobie pytania. Jak on się tam znalazł? Dlaczego się tam znalazł? Straszliwe dreszcze przechodzą twoje ciało na myśl o zwłokach zachowanych w przyzwoitym stanie, jak na tak długi czas od zaginięcia. Dochodzisz do wniosku, że mikroklimat jaskini przedłużył młodość Johnnego o parę chwil, jedynie trochę ją zniekształcając. Nie, jesteś pewny, że wmawiasz sobie, że dobrze wyglądał, uznajesz to za niemożliwe.
Czujesz jak władza w nogach powoli wraca, więc unosisz się i szybkim krokiem idziesz w kierunku stacji. Wchodząc do miasta masz wrażenie, że wszyscy na ciebie patrzą. Dochodzi do ciebie, że jesteś pocharatany cierniami i cały mokry. Starsza się ignorować przechodniów. Powoli zapada zmrok, gdy dochodzisz do stacji. Bezmyślnie wsiadasz do pociągu i zajmujesz pierwsze napotkane wolne miejsce, o co nie jest trudno, bo pociąg jest niemal pusty. Na dworze jest już całkiem ciemno. Gdy pociąg zatrzymuje się na następnej stacji, decydujesz się w końcu wyjrzeć za okno. Natychmiastowo żałujesz tej decyzji, gdyż między drzewami dostrzegasz Johnnego. Nie tego młodego, uśmiechniętego kolegę, tylko posiniałe, zgarbione zwłoki. Od razu odwracasz wzrok. Z oczu zaczynają kąpać ci łzy, a ty ponownie trzęsiesz się przez nieistniejące zimno.
Gdy w końcu docierasz do swojego miasta, zmierzasz prosto do domu. Tu ludzi też się na ciebie gapią. Unikasz ich wzroku z obawy o zobaczenie w nich znajomej twarzy. Udaje ci się dojść do swojego pokoju. Od razu wchodzisz pod prysznic. Gorąca woda drażni rany, z których zaczęła znowu sączyć się krew. Stoisz tak bezmyślnie, pod strumieniem niemal wrzątku, bojąc się zamknąć oczy. Po chwili otrzeźwia cię, myjesz się dokładnie i decydujesz o nie gaszeniu dziś na noc światła. Nie potrafisz się niczym zająć. Kładąc się do łóżka, czujesz jak zaczyna cię boleć każdy centymetr ciała. Mija wiele godzin, w czasie których usiłujesz zasnąć. Widzisz jak za oknem wstaje nowy dzień. Sen nie przyszedł nawet na moment. Decydujesz się napisać list do rodziców Johnnego. Zasługują na to, by wiedzieć, co stało się z ich synem.
Mijają dni, a ty nie masz siły zanieść listu na pocztę. Zaadresowana koperta staje się częścią półki, tak jak Johnny stał się częścią jaskini.

las | johnil |Stories to obsess over. Discover now