Jestem Hijo ,na moment obecny mam 19 lat ,a urodziłam się 08.11.2002 r. w Seulu ale wychowywałam się na wsi. Wychowywałam się bez taty czego w sumie nie żałuje. Obecna w moim życiu na tamten okres czasu była tylko moja mama ,ponieważ nie mam rodzeństwa.
Wieś w której mieszkałam była bardzo malownicza, pełna łąk, pastwisk, lasów - uwielbiałam tam się wybierać. Trawa na każdej łące była tak miękka że aż grzechem by było chodzić po niej w butach ,dlatego chodziłam na boso, a jej kolor był bardzo zielony ,czyli tak jak na trawe przystało ,świeża wiosenna zieleń. Było można znaleść tam wszystkie rodzaje kwiatów od maków i stokrotek po fiołki i niezapominajki. Nie zapominajmy też o roślinach leczniczych po które często wysyłała mnie mama. Było tam też jedno drzewo. Jedno jedyne ,które stało na tylko jednej łące. Był to stary klon. Gdy tam się wybierałam najpierw zbierałam kwiatki na wianek i rośliny lecznicze dla mamy a potem plotłam z nich wianki. Wyglądały zawsze obłędnie i nie powiem sama nauczyłam się je robić. Jako że był tam cień, oczywiście tylko pod drzewem zawsze też brałam z sobą jedną książkę i siedziałam tak do puki nie skończyłam jej czytać.
Pewnego razu wybrałam się do lasu po jagody i truskawki. Wchodząc do niego czułam się pewnie ale z każdym krokiem coraz bardziej zjadał mnie strach. Las był gęsty i chłodny, pomimo tego że było około 20 stopni. Idąc tak i słuchając rad mamy szłam cały czas prosto... ale coś nie wyszło. Miałam dojść na leśną polane ale zabłądziłam. Jako że miałam dość dobrą orjentacje w terenie stwierdziłam że pójdę na północ. To zmyliło mnie jeszcze bardziej ,ponieważ... zrobiłam kółko. Pomyślałam że się pomyliłam ale nie tym razem. Jeszcze raz zrobiłam kółko i znowu znalazłam się w tym samym miejscu. Podeszła do mnie pewna postać
- Co ty tutaj robisz tak całkiem sama?- zapytał się mnie chłopięcy głos od tyłu.
- Zgubiłam się- odpowiedziałam szczerze przestraszonym tonem odwracając się do człowieka stojącego za mną.
- A czego szukasz w lesie o tak późnej porze? Zachwile zapadnie zmrok!- Powiedział do mnie wyższy od mnie o około głowę i trochę zakapturzony chłopak. Miał na sobię pelerynę z kapturem sięgającą do bioder w kolorze spranej czerni z jaskrawo zieloną broszkę która zapinała pelerynę pod szyją. W prawej dłoni trzymał łuk a przy lewym biodrze miał pojemnik z strzałami. Nie był typowo ubrany. Wyglądał jakby był arystokratą. Chociaż mijały mi się z prawdą do stwierdzenia tego że nim jest to że miał pelerynę a nie kapelusz z koralikami. Najprościej mówiąc miał na sobie Hanbok.
-Szukałam jagód... wyszłam z domu przed południem- odpowiedziałam już bardziej pewnym głosem
- Chodź z mną. Wyprowadze cię z tąd.- Człowiek który właśnie chciał mi pomuc ściągnął kaptur z pod którego wyłoniła się bardzo ładna twarz około 12 letniego chłopaka. Miał brązowe włosy, a w zasadzie odcieniu hebanu i oczy zielone ,które zasłaniała ostro przycięta grzywka. Jego skóra była napewno gładka w dość jasnym odcieniu. Wyciągnął w moją stronę rękę którą bez wachania mu podałam i wyprowadził mnie na polane na którą miałam dotrzeć. Nie był tam sam. Byli tam też inni chłopcy... tylko chłopcy i mężczyźni.
Przychodząc na polane automatycznie każdy wzrok został zwrócony na mnie ,a następnie na chłopaka ,który mnie przyprowadził. Na mnie patrzyli z niedowierzaniem, na niego z pogardą ale też z honorem. Owinął mnie swoją peleryną którą miał na sobie i kazał usiąść w gronie jego kolegów na kocu.
- Przepraszam że wcześniej się nie przedstawiłem ale jestem Joojoo ale starczy Jj- powiedział chłopak.
- Poznaj moich przyjaciół. Fei i Soobin
- Ja jestem Hijo. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Dlaczego tutaj jest tak dużo osób?- zapytałam
- To ty nie wiesz co jest dziś ?!- odpowiedział pytaniem na pytanie zszokowany Fei.
- Chyba nasza koleżanka zapomniała że dziś pierwszy dzień wiosny. - odpowiedział na spokojnie Soobin
- A no tak ,ale nadal mnie zastanawia dlaczego tu jest tak dużo osób... a w szczególności mężczyzn.
- Bo to taka część pikniku. Wcześniej były także kobiety ale na pierwszej części. No ten cały piknik to taki zwyczaj w śród rodzin arystokrackich. Najpierw zbiera się na krawędziach miasta bardzo dużo rodzin z dziećmi i wyrusza parada w strone pobliskich wiosek. Jest ona bardzo chuczna i kolorowa. Następnie zatrzymujemy się na takiej polanie i zaczynają się różnego rodzaju konkuręcje sportowe, a w tym samym czasie młode dziewczyny podziwiają pokazy a kobiety szykują jedzenie. - ciągnął rozmowę Soobin
- Dobra dobra ale jakim cudem mnie zauważyłeś Jj? - zapytałam
- Rzuciłaś mi się w oczy przechodząc tuż koło polany więc najpierw to zignorowałem ale potem postanowiłem ruszyć za tobą bo pomyślałem że się zgubiłaś - odpowiedział Jj.
I takim o to cudem siedziałam w lesie cały dzień a do domu wróciłam przed północą.
Następnego dnia Jj przyszedł po mnie co mnie zdziwiło ,ponieważ się nie umawialiśmy aby po mnie przyszedł. Zabrał mnie owiele dalej niż byliśmy wczoraj. Jj umiał jeździć konno a także dobrze znał sztuki walki i dobrze potrafił strzelać z łuku. Ale o tym dowiedziałam się dopiero jak zabrał mnie na strzelnice. Na szczęście byliśmy tam tylko ja, on i jego przyjaciele. Jak to potem powiedział nie było by za przyjemnie gdyby ktoś się zobaczył dziewczynę z łukiem i to nie taką którą umie już strzelać tylko taką która się dopiero uczy.
I tak znalazłam swoich przyjaciół. Co ważne pierwszych w całym moim życiu przyjaciół.
Jakoś pół roku później chłopaki przychodzili po mnie co tydzień i zawsze zabierali w jakieś ciekawe miejsce. Pewnego dnia Jj się mnie spytał
- A ty masz jakieś swoje ulubione miejsce na tej planecie? Bo my w zasadzie wszystkie ciekawsze ci pokazaliśmy już i nie wiemy gdzie się możemy zabrać - powiedział Jj
- W zasadzie to jest jedno takie... tylko nie wiem jak tak to teraz wygląda... dawno tam nie byłam- odpowiedziałam i ruszyłam w stronę łąki. Wchodząc na nią widziałam że coś się zmieniło ale nie wiedziałam co. Jakby się energia zmieniła ale to nadal nie było to. Spojrzałam na stary klon jakoś dziwnie liście pożółkły. W środku lata! Chłopakom się bardzo spodobało a jako że wzieli z sobą liny postanowiliśmy urządzić sobie z drzewa bazę.
Zaczęło się ściemniać. Niestety Soobin i Fei musieli już wracać do domu a Jj został jeszcze przez chwile z mną.
- Umiesz chyba wianki robić? - zapytał się mnie Jj podczas tego jak sama go robiłam
- A nie widzisz co teraz robię?
- A chciała byś mnie nauczyć? - zapytał jakby i tak wiedział że ja się za chwilę go spytam czy by nie nauczyć go. Kiedy skończyliśmy wianki pomiędzy pogaduchami między sobą, zebrała się nagła ulewa dlatego szybko wsiedliśmy na konia i pojechaliśmy do mnie do domu. Jj przenocował u mnie, ponieważ ulewa nie ustawała a nie było by bezpiecznym aby wracał teraz sam do domu tylko by zmókł i się przeziębił.
Podczas tego jak mój przyjaciel sobie spał wyciągnęłam pamiętnik i siadłam do biurka żeby zacząć snuć opowieść. Opowieść o tym co się dzieje w moim życiu. Dawałam mnóstwo przypisów związanych z wróżkami i księżniczkami a także wątkami miłosnymi. Ale nie takim że to ja coś do niego czuję tylko takimi typowymi dla nie odwzajemnionej miłości z mojej strony oczywiście.
ESTÁS LEYENDO
~Try city~ [inspirowane rp]
Novela JuvenilOdrazu mówię że przypadkiem wpadłam na pomysł napisania tej opowieści i wszystko jest na podstawie moich doświadczeń z rp czyli jakie to se rp nie wymyśliłam. Wracając do tego o czym jest książka to będzie mowa o przyjaźni, pierwszej miłości, jak pr...
![~Try city~ [inspirowane rp]](https://img.wattpad.com/cover/299391054-64-k1940.jpg)