Wyjdź stąd Malfoy i daj mi spokój

519 16 3
                                        

01.09.1995 

- ŚNIADANIE!!! POSPIESZCIE SIĘ BO SPÓŹNIMY SIĘ NA PERON!!! - Pani Weasley wydarła się na całą Norę budząc przy tym Harry'ego. 

Przetarł oczy i przeciągnął się leniwie. Nie chciał jeść przy całej rudej gromadzie. Od jakiegoś czasu znienawidził jeść przy innych. Próbował coś na to zaradzić, ale jedyne co działało to wymykanie się w nocy z pokoju i jedzenie resztek z całego dnia. Nie znał nawet konkretnego powodu dlaczego zaczął odczuwać dyskomfort jedząc przy innych. Tak po prostu się stało i musiał z tym żyć.  

Wstał i w piżamie zszedł na dół do jadalni. Przy stole siedzieli już wszyscy oprócz niego. Usiadł pomiędzy Ronem, a Panem Weasley'em i rzucił okiem na jedzenie. Jajka sadzone, boczek, tosty ociekające masłem, podpieczone pomidorki, to wszystko teraz wydawało się takie mdłe, bez smaku, jakby wyciągnięto z tego jedzenia cały smak i zostawiono śmierdzący obrazek. 

Na jego twarzy pojawił się grymas obrzydzenia, gdy odwrócił wzrok na zawartość talerza Rona. Jak można w siebie tyle wcisnąć!? A rudzielec nawet się nie przejmował, że Molly, Fred lub George upominali go by przyhamował, kiedy wkładał na talerz kolejną i kolejną kiełbaskę. 

Kurwa, czemu ja nie mogę normalnie zjeść? - przeszło Harry'emu przez myśl. 

- Kochaneczku, ty nie głodny? - zapytała Pani Weasley. 

- Oh, nie mam apetytu, tak jakoś. - skłamał gładko. Harry miał apetyt, nawet duży, tylko nie wyobrażał sobie zjeść cokolwiek, bo od razu miał ochotę to zwrócić do sedesu. 

Molly popatrzyła na niego krzywo, ale więcej ani ona, ani reszta osób przy stole nie skomentowała "śniadania" Gryfona. 

***

Harry i Ron znajdowali się już na peronie 9 3/4 wyczekując pociągu. Kilka minut przed godziną 11:00 pociąg dojechał na stację King's Cross, a uczniowie żegnali się z rodzinami, by następnie wpakowywać się do najlepszych przedziałów. Ron jako Prefekt udał się na zebranie w celu przedstawiania zasad i przywilejów, na którym była już Hermiona. Wybrańcowi nie zostało nic innego jak spędzić pół podróży bez swoich przyjaciół. Szukając wolnych przedziałów, chłopaka zaczepiła Ginny, młodsza siostra Rona i zaprosiła go do przedziału, które dzieliła z niejaką Luną Lovegood. Harry wiedział, że Ginny się w nim podkochuje i kiedy usiądzie z nią w jednym przedziale, będzie się do niego kleić, a on wolał towarzystwo jakiegoś przystojnego chłopaka niż żałosną dziewczynę. Grzeczne odmówił i wrócił do poszukiwań. Na samym końcu wagonu znalazł wolny przedział. Z prędkością światła wpadł do pomieszczenia, ułożył kufer i zamknął drzwi zaklęciem. Zasiadł wygodnie przy oknie i postanowił się zdrzemnąć. Ostatnio był bardzo senny i nawet picie hektolitrów kawy nie pomagało. Zamknął oczy i odpłynął. 

Ze snu wyrwał go kobiecy głos. Jakaś starsza kobieta ciągnęła wózek z przekąskami i głosiła wszem i wobec czego by w nim nie miała. Harry na samą myśl o wózku ze słodyczami poczuł ścisk w żołądku, nie ma co się dziwić jak ostatni posiłek jadł w środku nocy, a było już po godzinie 13:00. 

Wstał z siedzenia i sięgnął do kieszeni po kilka galeonów. Otworzył drzwi i po chwili stanęła w nich kobieta z wózkiem. 

- Co podać? - spytała uprzejmym tonem. 

Chłopak spiął się cały, a ręce zaczęły mu drżeć. Co ma kupić, żeby ta babka nie uznała go za jakiegoś grubasa, tak jak na pierwszym roku? 

- Eee, chwileczkę. - wyjąkał. 

- Mi się nigdzie nie spieszy, zawsze najlepiej rozsądnie wybrać. - uśmiechnęła się. 

Może paszteciki dyniowe? Nie, zawsze sprzedają je w wielkich paczkach. To wezmę fasolki wszystkich smaków! Ehh po chuja mi one, prędzej się zrzygam niż się najem, poza tym nie mam 11 lat. A czekoladowe żaby? Są niewielkie i dają dużo energii, taak idealny wybór. 

- Poproszę jedną czekoladową żabę. - oznajmił dumny ze swojego wyboru. 

Kobieta skinęła głową i podarowała mu czekoladową żabę w kanciastym, niebieskim opakowaniu. 

- To będą 2 galeony. 

Wybraniec szybko jej zapłacił i znów zamknął się w przedziale. Sprawdził czy oby na pewno zamknął drzwi i usiadł z zamiarem zjedzenia żaby. 

Wyciągnął z kieszeni kartonik i poobracał go w rękach. Na tyle opakowania widniała tabela kalorii i wartości odżywczych. Zaciekawiony przeczytał całą tabelkę. 

530 kcal w 100g!? Co jest kurwa! 

Chłopak znał się mniej więcej na tych sprawach. Nie raz słyszał w Pokoju Wspólnym, na Wielkiej Sali czy na zajęciach, jak dziewczyny pierdoliły o zdrowym i niezdrowym jedzeniu, jego makro i innych pierdołach, aż dziwne, że tak mu to zapadło w pamięć, ale jeżeli zechce schudnąć będzie wiedział co robić. 

Momentalnie ode chciało mu się jeść. Postanowił otworzyć opakowanie tylko po to, żeby zobaczyć jaką kartę doda do swojej kolekcji. 

Podekscytowany już wyciągnął czekoladę, która wierciła mu się w dłoni, aby ujrzeć jakiego czarodzieja zastanie na karcie, kiedy... usłyszał szarpnięcie, a potem poczuł jak ktoś wszedł do jego przedziału. 

- Marne te twoje zaklęcie zamykające Potter. - zadrwił Malfoy. - poza tym nie możesz od tak się zamykać, ooo zajadasz smutki? - zaśmiał się krótko widząc żabę w ręku nastolatka. - Jak będziesz się tak odżywiać, ludzie pomylą cię z Crabbe'em lub Goyle'em. 

Harry od razu rzucił żabą w kąt, a ta następnie zwiała przez otwarte okno. Powstrzymał wypływające z zielonych oczu łzy i popatrzył z wyrzutem na ślizgona. Naprawdę wyglądał tak źle? Nigdy nikt mu nie powiedział, że jest gruby. Przytył przez te wakacje? Może przydałoby się skorzystać z rad jego koleżanek z Gryffindoru i przejść na dietę?

- Odczep się, sprawdziłeś przedział i możesz już sobie iść - odparł lekko drżącym głosem.

- Problem w tym, że nie chcę iść Potter. - po zobaczeniu pytającego wzroku Wybrańca dodał - czemu wyrzuciłeś tę żabę? Tylko żartowałem. - powiedział spokojnie. 

- I tak nie chciałem jej jeść. 

- A ty co, odchudzasz się? Anoreksję masz?

- Anoreksję?

- Nie rozśmieszaj mnie gryfiaku, nie wiesz co to anoreksja? 

- Wyjdź stąd Malfoy i daj mi spokój. 

- Jak sobie życzysz królewno - powiedział i wyszedł z przedziału. 

Harry posłał w jego stronę środkowego palca i oparł głową o okno zamykając oczy, wciąż był zmęczony, ale postanowił, że nie będzie już drzemać tylko przygotuje się na ucztę powitalną. 

W trakcie ubierania szaty zastanawiał się co to za cała anoreksja, nie wpadło mu nic do głowy. 

No nic poszukam w bibliotece, albo spytam się Hermiony, warto wiedzieć o co osądza cię twój wróg publiczny numer dwa. 

Cinnamon Roll | DrarryWhere stories live. Discover now