Rozdział 1.

33 4 1
                                        

Wtorkowy poranek. - Siedzę przy kominku muskając kołnierz mojej nowej koszuli.
Dzisiejszy dzień może być trudny, ale co ja na to poradzę?

Poszedłem do łazienki, by umyć zęby i się ogarnąć.
Mam czarne worki pod oczami - pierwsze dobre wrażenie mam w kieszeni.
Wyglądam jak zombie w odświętnym ubraniu, to raczej nie jest zwiastun najlepszego. Zawsze gdy na czymś mi zależy, coś musi pójść nie tak. - Zachowuję się jakbym pierwszy raz tak wyglądał, ale tak nie jest, po prostu teraz jest najlepsza chwila by zacząć się żalić do lustra. Najlepsza.

-Ethan co robisz? - słyszę głos mojej macochy. - jest za dwadzieścia ósma, mam nadzieję że jesteś przygotowany.
-Tak, zaraz przyjdę, myję twarz! - wrzeszczę.
Nic nie odpowiada, słyszę tylko jakiś szmer i dźwięk otwierającej się coraz lodówki.

Wychodzę z łazienki i idę sprawdzić co robi, mam nadzieję że nie-
- Zrobiłam ci kanapkę, spakuj i wsiadaj do samochodu.

No tak, już dawno powinienem powiedzieć że nie lubię tego jej tak zwanego "dżemu".

Jadąc do szkoły gapię się w okno, chociaż nie ma za nim nic ciekawego.
W okno? A czy przypadkiem nie mówi się "przez okno"? Mniejsza... - Kogo to obchodzi? No, wygląda na to, że mnie.
Skarbie, zamknij się w końcu.

Czy to normalne?
Obie formy są poprawne...

Nic nas nie łączyStories to obsess over. Discover now