Koniec okazuje się początkiem

14 1 1
                                        

Tw: samookaleczenie, samobójstwo

Znacie to uczucie kiedy człowiek wie że to jest koniec? Ja go nie znałem do tej pory.  Brało się z jednego nieszczęsnego wydarzenia. Jedno wydarzenie, jedna chwila może zmienić wszystko. Jeden dzień mimo szczęśliwego początku może mieć złe zakończenie. Nie chciałem tego. Nie zdążyłem się nawet pożegnać. Nie zdążyłem powiedzieć zwykłego pa czy tylko pomachać ręką. Uczucie końca przeważały wyrzuty sumienia. Nie wytłumaczyłem się z tego co chciałem. Nie powiedziałem zdań, które mogłam żałować, a były ważne. Nie zrobiłem nic kiedy najbliżsi byli na dnie. To wszystko mnie męczyło, wykańczało. To uczucie że nie zrobiłeś czegoś ważnego było przy mnie. I nie opuszczało przez długi czas.

Ale pewnie się zastanawiacie jak ja tu w ogóle trafiłem. Jak dotarłem do końca. I otóż jest odpowiedź.

Niespodziewanie.

~~~~~~~~~~~~~~

Dźwięk telefonu skutecznie wybudził mnie ze snu. Wzdychając odebrałem połączenie, kątem oka patrząc na godzinę 3 w nocy.

- Hi - powiedziałem ledwo kontaktując.

- Przepraszam Cię, na prawdę, przepraszam - mówiła mi moją najlepsza przyjaciółka z przerażeniem w głosie.

- Ej, ej, ej - wydudkałem - Co się stało? - zapytałam szybko.

- Ja-ja-ja - jąkała się - Ja przepraszam powiedziała i się rozłączyła.

No i tu mój tygodniowy spokój szlag trafił. Tak, moi przyjaciele mieli problemy. Tak, moi przyjaciele chcieli się zabić, dosłownie tak jak ja kilka lat temu. Ale czemu tego nie zrobiłem? To akurat opowiem kiedy indziej.

Wzięłem szybko byle jakie spodnie i je założyłem. Koszuli nie zmieniałem, bo już spałem w niej. Zabrałem telefon, klucze i wyszłem. Tak na prawdę nie wiedziałem gdzie iść. Wyszłem z domu pod wpływem impulsu. Dodatkowo nie miałem ani okularów ani soczewek co utrudniało mi szukanie jej. Wzięłem telefon do ręki i odpaliłem Snapchata. Na szczęście miała włączoną lokalizację. Zaczęłem biec na wskazany adres. W trakcie próbowałem dzwonić kilka razy, ale nie odbierała.

Dobiegając do jej mieszkania spodziewałem się zamkniętych drzwi, a były otwarte. Wszedłem do mieszkania i bez namysłu zaczęłem patrzeć gdzie może być. Przeszłem do jej sypialni, gdzie spędzała większość czasu, gdy źle się czuła. Już z futryny drzwi zauważyłem, że potwornie leje deszcz, ale to mnie teraz nie obchodziło. Świecące światło od łazienki przykuło moją uwagę.

- Alex, jesteś tam? - zapytałem próbując otworzyć drzwi. Jednak te były zamknięte.

- Alex, proszę Cię otwórz drzwi - powiedziałem proszącym głosem lecz odpowiedziała mi głucha cisza.

- Zamierzam to wywarzyć Alex - powiedziałem tym razem po może pół minucie.

Nie wiele myśląc wyjęłem nożyk z mojej kieszeni, zawsze go tam noszę, i zaczęłem grzebać coś przy zamku. Po chwili już poszło. Wszedłem do łazienki, a to co tam zobaczyłem zamroziło mi krew w żyłach.

Na podłodze zobaczyłem ciało mojej najlepszej przyjaciółki jak i zarazem największego wsparcia. Była blada jak ściana, na nadgarstkach miała głębokie cięcia. Rzuciłem sie na kolana obok niej i sprawdziłem puls. W tym momencie zrozumiałem jedno. Byłem za późno.

~~~~~~~~~~~~~~

Zostałem sam w mieszkaniu najlepszej przyjaciółki. Sam z jakimiś kopertami. Kopertami, które zrobiła właśnie ona. Zanim jeszcze cokolwiek innego zaczęła robić. Chciała dać nam wyjaśnienie. W mieszkaniu byłem sam. Więc dlaczego zwracałem się w liczbie mnogiej. Bo było kilka osób, których w dalszym ciągu nie miałem odwagi poinformować. Jej brat, jej mama, nasz przyjaciel, jej chłopak i ja. Nie pozwalałem dopuścić do siebie myśli, że jej tu nie ma. Nie umiałem.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 22, 2022 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Dzień jak co dzieńStories to obsess over. Discover now