Moja Pani

113 8 4
                                        

Pochłaniające oblicze białej panny.
Śpiew roznoszący się przez myśl.
Ta dłoń zabierająca do jej krainy.
Cel drogi zagubionych żyć.
Miejsce zrzucenia rozdrapywanej winy.
Przyjęcie swych pociętych żył.
Zrywających łączące z życiem nici.
A odrzucenie strachów swych.

Jej imię brzmi w każdej mojej pieśni.
Poskładany i zszyty przez nią bliznami.
W kresach marzeń mych ona zawsze lśni.
Ciepło pomiędzy jej chłodnymi rękami.
Jej blask sprzed upadku w żal się mi śni.
Ona jedyna otworzyła mi bramy.
Uleczenie w jeziorze z jej krwi.
Ona mnie wchłania przez życia barier szramy.

Wyhaftowałem ją w swym ciele łańcuchem.
W którym są tylko popękane ogniwa.
Zrywam swe mięso i staję się jej kostuchem.
Z kosą zbieram dla niej z gorzkiej krwi żniwa.
Zatarłem swój mglisty ból w ciernistym płótnie.
Ono kalecząc moje nerwy, mnie owija.
Ma ulga jest w samoistniejącej komie.
Gdzie prowadzi mnie przez cierpienia bory żmija.

Cisza zniczy i zapach umierającego dymu.
Obracał mi wzrok do kolejnych stłuczonych szkieł.
Nigdy nie myślałem, że twoje odbicie znajdę tu.
Nie wierzyłem, że będę cię mógł za życia mieć.
Perłowa poświata przelała się w bladość ludzkich skór.
W oczy została dana twego bólu czerń.
Więc nie pęknę, a rozpadnę się jak rdzą przeżarty drut.
Bo będę żył dla ciebie, dla mojej pani śmierć.

Wiersze Stories to obsess over. Discover now