I

131 10 6
                                        

Młody mężczyzna tak jak zawsze o godzinie dziesiątej pije swoją drugą kawę wraz z kolegami z pracy. Może na stole było trochę biednie, ale za to kawa należała do jednej z najdroższych kaw w Korei Południowej.Wziął kolejny łyk, rozkoszując się smakiem oraz aromatem, który unosił się od filiżanki.

 — Ten dzień byłby doskonały, gdyby przestało padać — przerwał ciszę Minhyuk, który patrzył na swojego przyjaciela, biorąc łyk ciemnego napoju.

— Dla mnie może padać. Nikt nie jest w stanie zepsuć mi tego dnia.

Odkręcił głowę w stronę otwartego balkonu, z którego było widać odbijające się krople deszczu o płytki i barierki. Wtedy gwałtownie otworzyły się drzwi od ich pomieszczenia, uderzając o ścianę z wielkim hukiem.

— Chyba nie każdy ma taki przyjemny dzień, jak co niektórzy — skomentował Jooheon, przenosząc swój wzrok na Yoo.

 — Jakbym mógł tylko podnieść rękę na tego gówniarza...

— Podniesienie na niego rękę jest równe zwolnieniu — powiedział Hyunwoo, wchodząc do pomieszczenia.

—  Ta dziewczynka jest niemożliwa. Mówisz jej, aby uspokoiła się, a tu uderza cię i ucieka jak najdalej. Jak nic jest to wychowywanie bezstresowe — wyjaśnił rozgoryczony.

— Sam się zgodziłeś na to. Było nie wychylać się, tak jak ja to zrobiłem — powiedział zadowolony Kihyun.

— Jeszcze ciebie coś gorszego spotka, zobaczysz. Moja mama zawsze wmawiała, nie wolno śmiać się z cudzych nieszczęść, bo same cię dopadną — rzucił Hoseok, bawiąc się krzyżykiem na szyi.

— To nazywa się Karma — powiedział Hyungwon, podchodząc do niego. Jego mina wyrazie mówiła, że Hoseok to kretyn, jeśli nie znał takiego określenia.

— Co ty masz na szyi? — zapytał Changkyun, Wona, pokazując na szyję.

— Właśnie o tym mówiłem.

Zrzucił z siebie marynarkę i podwinął rękawy od białej koszuli. Ukazał tym samym kolorowe malutki, zrobione przez najmłodszą z rodu Yi. Część mężczyzn śmiała się z niego, a druga część zareagowała na to w obojętny sposób.

— Dobrze, że ja tylko robię za ochroniarza pana Yi — zaśmiał się nerwowo Hoseok.


 — To farby dostosowane do ludzkiego ciała, szybko zmyjesz — poinformował Minhyuk, patrząc z bliska na krzywe "dzieła", które znajdowały się na jego rękach i szyi.

— Chyba przestało padać — powiedział Kihyun, wstając z wygodnego krzesła.

Do pomieszczenia wszedł starszy lokaj, rozglądając się po mężczyznach i szukając tego jednego konkretnego. Jednak jego podeszły wiek, sprawia, że nie do końca może, rozróżnić rozmazane postacie z takiej odległości.

— Yoo Kihyun, proszony do gabinetu Yi Seonghana. Razem ze swoją małżonką czekają na ciebie i chcą, żebyś przyszedł niezwłocznie — mówił to z teatralną miną, jak i tonem głosu.

— Uuuu...

Wszyscy spojrzeli na przelęknięty Kihyuna. Młody mężczyzna miał tak duże oczy, że teraz z łatwością mógł się porównać do sowy. Niepewnie kierował się za starszym mężczyzną, który zmierzał do gabinetu. Młodszy zastanawiał się, czy zrobił coś złego?. Z tą myślą wszedł do środka, widząc małżeństwo, dla którego pracuje już dobre pięć lat. Jednak nadal boi się o utratę tej pracy.

 — Państwo chciało ze mną rozmawiać? — zapytał pewnym tonem głosu, aby nie pokazać, że jednak czegoś się obawia.

— Kihyun, mamy ostatnio bardzo trudny okres, o czym doskonale wiesz — zaczęła kobieta, podchodząc do niego w eleganckiej sukience.

Venetian Mirror | Yoo Kihyun | Donde viven las historias. Descúbrelo ahora