Pov. Kyle
Około godziny 6:30 budzik obudził mnie jak co dzień.
Wstałem i udałem się w stronę kuchni by w spokoju zjeść śniadanie, którym miała być herbata i kilka kanapek. Czekając na wodę na herbatę zdążyłem przejrzeć kilka mediów społecznościowych. Jedyne o czym obecnie jest głośno to temat epidemii wirusa w Harranie której wybuch miał początek jakiś czas temu podczas igrzysk lekkoatletycznych. Czytając jeden z artykułów na ten temat spotkałem się z pewnym fragmentem , który nie dawał mi spokoju, a mianowicie ,, Globalny Resort Epidemiologiczny zapewnia, że ma wszystko pod kontrolą".
Po zalaniu wrzątkiem saszetki, udałem się w kierunku stołu gdzie mogłem spokojnie spożyć posiłek. Kończąc go odstawiłem naczynia do zlewu, chcąc umyć je później. Wychodząc z pomieszczenia swoje kroki skierowałem w stronę, małej, łazienki znajdującej się koło mojej sypialni. Będąc w środku ,małego pomieszczenia włożonego niebieskimi kafelkami, uznałem ,że najlepszą metodą na dobudzenie się będzie zimny prysznic.
Myjąc zęby przed lustrem usłyszałem dzwonek od telefonu. Wypluwając zawartość jamy ustnej do zlewu udałem się w stronę szafki na której pozostawiłem swój telefon. Odpalając wyświetlacz zobaczyłem dwa nie odebrane połączenia od mojego znajomego Leona. Próbując dodzwonić się do mężczyzny poszedłem w kierunku sypialni by się przebrać. Po kilku nie udanych próbach uznałem ,że spytam go o co chodziło w pracy i skończyłem się ubierać. Równo o 8:00 wyszedłem z mieszkania zamykając je ówcześniej. Wychodząc z domu nic nie wskazywało no to iż ten dzień ma być w jakikolwiek sposób inny od poprzednich, lecz późniejsze zdarzenia zmieniły moje życie.
Za dwadzieścia dziesiąta byłem pod moją pracą. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że jestem już pożądanie spóźniony, ale to nie moja wina, że jakiejś starszej pani rozsypały się zakupy na środku pasów. W połowie drogi, zadzwonił do mnie mój przełożony, który od razu po przyjeździe kazał udać mi się do swojego biura.,,- Szykuje się bura od szefostwa. No tak, jeszcze tego mi brakowało". Przebiegło mi przez myśl, gdy stałem na jednym z czerwonych świateł prawie przed samą placówką GRE. Zaparkowałem swojego srebrnego Mercedesa i udałem się w kierunku wejścia.
Przechodząc przez obrotowe drzwi od razu zaatakowała mnie Melni, sekretarka moje szefa, która kazała mi natychmiast udać się na drugie piętro do pokoju dwieście-siedem, nie szczędząc mi przy tym komentarzy dotyczących mojego dzisiejszego spóźnienia i stroju. Olewając kompletnie dwudziesto-letnią blondynkę udałem się w stronę schodów.
Wspinając się po nich spotkałem się z kilkoma pracownikami, którzy obdarzali mnie współczującym wzrokiem. Zastanawiałem się przez chwilę nad tym, ale uznałem, że musieli słyszeć wywody Mel.
Będąc na odpowiednim piętrze udałem się w kierunku lewego korytarza, gdzie znajdowały się biura.
Stając pod drzwiami odpowiedniego pokoju zapukałem dwa razy. Kiedy otrzymałem pozwolenie na wejście powoli wszedłem do środka.
Pan Miller, czarnowłosy mężczyzna który na oko miał 50 lat, siedział za biurkiem i dość dokładnie analizował moje ruchy. Gestem dłoni kazał mi usiąść na przeciwko, co uczyniłem.
- Jeśli chodzi o to dzisiejsze spóźnienie, mogę zapewnić, że to już się więcej nie powtórzy- odpowiedziałem, mając nadzieje ,że przez to zostałem tu ściągnięty.
- Doceniam, ale nie po to cię tu wezwałem- przerwał mi, kiedy już chciałem zacząć się usprawiedliwiać. Po tych słowach zacząłem się domyślać po co mnie wezwał, ale wolałem nie wyciągać pochopnych wniosków.
- Nie wiem czy pamiętasz, dość nie dawno dostaliśmy rozkaz od górny aby wysłać jednego z naszych najlepszych ludzi do strefy kwarantanny- kontynuował, na co ja tylko skinąłem.
- Po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, wspólnie doszliśmy do wniosku iż to właśnie ty się tam udasz- dokończył, stając do mnie plecami.
- Dobrze- Nie powiem wkurzyłem się. Nie pragnąłem zginąć tak szybko. Ale i tak nie mogłem nic zrobić ,,Wyruszysz za dwa dni Kyle..."- rzucił, podając mi teczkę. Dowiedziawszy się najważniejszych informacji opuściłem gabinet trzaskając drzwiami. A jednak, oni naprawdę chcą dać mi bilet w jedną stronę do strefy kwarantanny. Teraz rozumiałem wzrok tych ludzi. Nie byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy. Naprawdę nie uśmiechał mi się trafić do miasta całkowicie odciętego od świata zewnętrznego. Wychodząc z budynku udałem się bezpośrednio w kierunku parkingu. Stając przed moim autem, poczułem czyjąś rękę na moim barku. Odwracają się w stronę właściciela ręki zobaczyłem mojego przyjaciela.
Bardzo dawno się nie widzieliśmy, przez co byłem zdziwiony wiedząc, że ma on lewą rękę w temblaku.
-Witaj Kyle- powiedział podając mi rękę którą lekko potrząsnąłem.
- Ta cześć, dawno się nie widzieliśmy-odpowiedziałem, przy okazji wrzucając teczkę na tylne siedzenie.
-Śpieszysz się gdzieś?-zagadnął, próbując zobaczyć co wrzuciłem do auta.
- Szczerze, to nie.
- Co powiesz na pójście do baru?, wiesz porozmawialibyśmy.
- W zasadzie czemu nie.
Wspólnie udaliśmy się w stronę wyjścia z parkingu.
Zmierzające w kierunku lokalu dowiedziałem się ,że wybity bark to pamiątka po ostatniej misji, na którą został wysłany cztery tygodnie temu.
Siedzieliśmy w lokalu już z dwie godziny. Rozmawialiśmy na różne tematy starając się nie poruszać tematu pracy. Dobrze wiedziałem, że Leon w przeciwieństwie do mnie nie lubi pracy w GRE i pracuje tam tylko dlatego, że mu płacą.
- Kyle, dlaczego na parkingu wyglądałeś jakbyś ducha zobaczył?- zapytał
- ....- nie odpowiedziałem, nie miałem ani ochoty, ani czasu na tłumaczenie mu mojego zachowania.
- Kyle, staruchu. Ile się już znamy?
- No już parę naście lat będzie.
- Właśnie, dlatego nie rozumiem dlaczego czasami zachowujesz się jak dzieciak.
- Co masz na myśli?
- Znamy się taki szmat czasu, razem kończyliśmy szkołę wojskową. Naprawdę myślisz, że po takim czasie znajomości będę cię zmuszał do odpowiedzi na pytania, które ewidentnie tobie nie leżą?
- Heh...
- A tak odbiegając od tematu. Podobno nasze szefostwo ma wybrać jakiegoś frajera do dania mu biletu w jedną stronę do strefy kwarantanny. O bracie, gdybyś tylko wiedział, że ten ''frajer'' siedzi przed tobą. Podobno wybraniec będzie miał odzyskać ważny plik, którym ma być lek na tego wirusa. Ale tak szczerze mówiąc mam wrażenie iż ten cały plik jest tylko przykrywką. A ty co o tym sądzisz?
-.... - Plik? Właśnie plik?! Tylko skąd ja będę wiedział gdzie go znaleźć a co najlepsze jak on wygląda? Rany dlaczego nie przeniosłem się wtedy z Barrym do tej specjalnej jednostki policji? Może teraz siedział bym w swoim biurze i czytał czyiś raport, ale byłbym bezpieczny. A teraz co, zostały mi dwa dni do wylotu.
- Kyle? Kyle do cholery, słuchasz mnie?! - dopiero teraz zdałem sobie sprawę że Leon coś do mnie mówił.
- Wybacz, po prostu zacząłem się zastanawiać kogo wybiorą- błagam cię uwierz w to, uwierz, proszę cię uwierz.
- Rozumie Cię, żaden z nas nie chciałby tam się znaleźć.
-Co u Agaty? - zagadnąłem, licząc iż uda mi się zmienić temat rozmowy.
- Dobrze, chociaż ostatnio nasza mała Helenka jest coraz bardziej niecierpliwa by pojawić się na tym świecie- odpowiedział, żwawo gestykulując. Co za szczęściarz z niego. Ma żonę a za jakiś czas też i córkę. Ma do kogo wrócić po ciężkim dniu. Może jeśli uda mi się wrócić też spróbuję założyć rodzinę? Lata lecą a ja cały czas jestem sam.
Po siedzieliśmy jeszcze trochę i wspominaliśmy stare czasy. Do momentu dostania ważnego telefonu od naszej sekretarki. Pożegnałem się z Leonem wstałem i udałem się w stronę wyjścia.
~~~~
Po parunastu latach gdzieś w odmętach znalazłam tę książkę i uznaję, że warto by było dać jej jeszcze jedną szansę. Zobaczymy jak się przyjmie....I do następnego moi drodzy.
YOU ARE READING
Dziewczyny ze Slumsów |Dying Light|
Teen FictionCo się stanie gdy pewnego dnia do drzwi Wieży zawitają pewne nietypowe dziewczyny . Jak zmieni się życie mieszkańców Wieży ? Czy ludzie którzy mieli zginąć przeżyją ?
