Rozdział 1

27 7 0
                                        

- Karo! Pospiesz się! - Eric ledwo łapał powietrze - Kurwa Karo bo nas znowu złapią, a ja tym razem nie zamierzam wylądować w pierdlu!

- Zamknij mordę! Przecież biegnę!

Pobiegliśmy w stronę opuszczonej uliczki. Niestety była ślepa. Musieliśmy przeskoczyć przez ogrodzenie żeby stamtąd uciec.
Eric z łatwością wspiął się na duży kontener na śmieci i wdrapał się na starą siatkę, poczym przeskoczył na drugą  stronę ogrodzenia.
Próbowałam naśladować jego ruchy, ale na moje zajebiste szczęście, zahaczyłam spodniami o drut i przecięłam sobie nogę.

- Kurwa - powiedziałam pod nosem - Eric pomóż mi! - warknęłam.
- Eric, kurwa słyszysz mnie?!

Podniosłam głowę żeby sprawdzić czy idzie mi z pomocą. Ku mojemu zdziwieniu Erica nie było.

- Zajebiście - mruknęłam.

Nagle usłyszałam radiowóz policji. Szybko rozglądałam się za małą szparą, w której mogłabym się schować. Wiedziałam, że nie mam szans przeskoczyć przez ogrodzenie z tą raną na nodze.
W ostatniej chwili wpadłam na pomysł. Wskoczyłam do śmietnika.
Modliłam się, żeby mnie tylko nie złapali.

Nie mam pojęcia ile czasu siedziałam w tych śmieciach. Wydawało mi się że niedługą chwilę temu psy odjechały.

Zaczęłam szukać mojego telefonu w czarnej, skórzanej kurtce. Zerknełam na popękany wyświetlacz iPhona.

- Fuck. Jest już 23:39 - westchnęłam - I oczywiście 7 nieodebranych telefonów od mamuśki - przewaliłam oczami.

Po woli wygrzebałam się z śmietnika i wkurwiona wyciągałam paczkę papierosów.
Oparłam się o zimną ścianę budynku i zapaliłam papierosa moją ulubioną żarową zapalniczką z różowym kucykiem Pony. Zaciągnęłam się kilka razy szlugiem.

5 minut później poszłam do monopolowego. Kupiłam pół litra czystej.

Nigdy nie lubiłam sama pić alkoholu. W towarzystwie zawsze lepiej było. Ale, gdy miałam słabe momenty, to często sama łapałam za butelkę.

Przeszłam przez park, pijąc co jakiś czas małymi łykami gorzki trunek.
Skręciłam dwa razy w lewo i raz w prawo, aż dotarłam do mojego ulubionego miejsca.

Taaa... Ulubionego. Raczej zaczęłam częściej tu przebywać niż w domu po śmierci siostry.

W tym opuszczonym bloku nikt nie przebywał. Może dla tego, że ludzie wszystko rozwalili tutaj, a na ścianach jest pełno grafitti.

Wyszedlam po schodach na dach bloku. Z stamtąd jest zajebisty widok na miasto.

Oparłam się o ścianę i powoli zjeżdżając w dół usiadłam na dupie.
Wyciągałam telefon i napisałam do Erica.

Me:
Ale z cb kutas frajerze. Pierdol się!

Odpalilam kolejnego szluga i wylałam trochę wódy na moją ranę.
Syklam z bólu.

Resztę butelki dokończyłam i nawet nie pamiętam kiedy urwał mi się film.

...
Narazie to tyle.
Postaram się dodawać rozdział raz w tygodniu.
I z góry przepraszam za błędy ortograficzne!

AliveStories to obsess over. Discover now