Zawsze w szkole mówiono mi, że kiedy umieramy widzimy ciemność, potem widzimy światło co oznacza, że zaczyna się nasza przygoda w czyśćcu, a następnie trafiamy albo do nieba, albo do piekła. Ja natomiast zobaczyłam duży biały napis:
"Koniec gry. Czy chcesz kontynuować?"
Wtedy obudziłam się w swoim pokoju. Byłam przerażona, nie wiedziałam co robić dopóki nie usłyszałam głosów. Od razu je rozpoznałam, to byli moi rodzice z moim młodszym bratem. Do moich uszu dotarł również dźwięk kroków, robiły się one coraz głośniejsze. Mój wzrok padł na ogromną szafę w rogu pomieszczenia, w którym obecnie się znajdowałam. Przebiegłam ten dystans najciszej jak umiałam i weszłam do starej ciemno brązowej szafy.
Usłyszałam jak odchylają się drzwi. Nie mogłam się ruszać, serce w klatce piersiowej biło mi jak szalone. Zaczęli rozmowę, zapłakane głosy rodziny mieszały się z moim nierównym oddechem i kroplami deszczu stukającymi o szybę.
-Dalej czuję jej zapach, tak jakby tu dalej była...-Wyszeptała cichutko mama. Ledwo usłyszałam te słowa. Jedyne co chciałam zrobić w tamtym momencie to wyjść i pokazać im, że tu jestem, jednakże wiedziałam, że nie mogłam. Kilka godzin temu był mój pogrzeb, wszyscy w miasteczku wiedzieli już o tym co się stało.
To jedna sprawa. Druga to taka, że nie zniosłabym ciągłych pytań o to co się stało.
Jeśli zastanawiacie się dlaczego umarłam. Moje życie nie było kolorowe. Moja nowa rodzina adoptowała mnie po tym jak gdy miałam 7 lat moi biologiczni rodzice zaginęli. Nie umiałam sobie z tym poradzić, mieszkałam w małym miasteczku, przez co wieści szybko się roznosiły. Byłam wytykana palcami, słyszałam szepty gdziekolwiek bym nie poszła, nawet w kościele, czy u lekarza. Moi przyjaciele okazali się zwykłymi fałszywcami, którzy chcieli zabawić się w detektywów i znaleźć moich rodzicieli, a potem dostać nagrodę od prezesa miasta, za odnalezienie ich. Szybko się zorientowali, że wiem po co się do mnie zbliżają, więc odpuścili. Takich oraz innych toksycznych przyjaźni było wiele. Nawet nauczyciele, lub staruszki w parku pytały się o wskazówki oraz rzeczy możliwe, że przydatne przy śledztwie, żeby zgarnąć ogromną sumę. Życie tutaj to wieczny konkurs, kto pierwszy ten lepszy, prawda? Nie umiałam wytrzymać wywieranej na mnie presji, wyniszczało mnie to.
Tak więc w 10 rocznicę ich zaginięcia poszłam nad pobliską zamarzniętą rzekę, stanęłam na jej środku i podskoczyłam kilka razy. Lód był grubszy niż myślałam, rozbicie go zajęło mi około 2 minut, aż w końcu usłyszałam charakterystyczny dźwięk pod stopami. Nie minęła sekunda, a znalazłam się pod taflą, w lodowatej wodzie.
Pierwsze sekundy były naprawdę okropne, moje ciało zaczęło się bronić, wydostać się na górę, jednak im bardziej walczyłam, tym bardziej szłam w dół. Niedługą chwilę później zaczęłam powoli odpływać. Przestałam całkowicie słyszeć, coraz to więcej wody dostawało się do mojego organizmu, straciłam przytomność, jednak czułam, że moje oczy pozostały otwarte.
Drastyczne wieści o samobójstwie siedemnastoletniej dziewczyny z cichego miasteczka szybko dotarły do mediów. Nagłówki gazet, wiadomości wieczorne i także te eksmitowane z samego rana były przepełnione coraz to nowymi plotkami. Powód znałam tylko ja, reszta ludzi mogła tylko wnosić swoje podejrzenia na dany temat.
Jak widać. naprawdę nie mogłam pokazać komukolwiek, że żyję. Po około dziesięciu minutach brat z rodzicami postanowili wyjść z mojego pokoju. Odchyliłam drzwi szafy a następnie z niej wyszłam. Nie ciężko mi było zdecydować co muszę zrobić następnie. Musiałam uciec. Znałam na pamięć wszystkie godziny, w których nikogo nie ma w domu. Przeleciałam wzrokiem po kalendarzu. Tata codziennie przychodził do mojego pokoju, tylko żeby zmienić datę, dlatego widząc, że data rocznicy nie jest dłużej zaznaczona, zrozumiałam, że dalej tu przychodzi.
Noc minęłą mi dłużej niż się tego spodziewałam. Obmyślałam plan ucieczki, każdy najmniejszy szczegół był dla mnie najważniejszy. Nie mogłam niczego przegabić, ryzykuję swoim drugim życiem. Mam naprawdę dużo do stracenia.
Słysząc kroki około szóstej nad ranem, wyskoczyłam z cieplutkiej pościeli biorąc ją razem ze sobą, ponieważ było zimno i wpełzłam pod lóżko. Przesiedziałam tam dłuższą chwilę wiedząc dokładnie, że około piętnaście minut później wychodzi mama, a następnie mój brat, który tego dnia zaczynał szkołę godzinę wcześniej niż zazwyczaj. Po usłyszeniu jak zamki w drzwiach przekręcają się, wdrążyłam mój plan w życie.
W sekundę wydostałam się spod łóżka o mało co nie przewracając się o pościel, w którą były zawinięte moje długie nogi. Z komody wyciągnęłam za dużą bluzę i zwykłe czarne spodnie. Wykonałam swoją typową poranną rutynę, po czym stwierdziłam, że na mnie już czas. Przed wyjściem z pokoju zwinęłam spod książek moje oszczędności i czarną maseczkę. Wirus nie daje nam spokoju, a ludzie ciągle umierają. Prezydent nic z tym nie robi, poza rozkazem noszenia maseczek, a zakażeń jest coraz więcej.
Wyjść musiałam przez okno, które zawsze było uchylone nie ważne czy była to wiosna, czy zima, musiało być otwarte. Dlatego też nie miałam większego problemu z wydostaniem się. Mieszkałam w niewielkim jednopiętrowym domku w lesie przy trawiastej dróżce. W końcu mieszkanie na parterze się w czymś przydało. Nie byłam typem osoby, która wymyka się w nocy z domu, żeby spotkać się z przyjaciółmi. Jestem prawie pewna, że było to spowodowane brakiem jakichkolwiek znajomych.
Obeszłam dom dookoła, przez co znalazłam się przy dróżce. Zaczęłam nią podążać zastanawiając się co powinnam zrobić. Nie brałam telefonu, mogliby mnie łatwo namierzyć. Po chwili wymyśliłam pierwszy punkt na mojej liście.
1. Zmień całkowicie swoją fryzurę.
Wybrałam się więc do pierwszego lepszego sklepu uważając na to, żeby nikt mnie nie zobaczył. Patrząc na wielkość miasteczka, było tam bardzo dużo ludzi, jednak było dopiero wpół do ósmej, więc supermarkety były pozamykane. Kradzieże nie zdarzały się tam często, nie było potrzeby montowania alarmów, ani kamer. W krótkim czasie znalazłam się na tyle sklepu, po otworzeniu drzwi kluczami zapasowymi jednej z pracowniczek, które kiedyś "pożyczyłam". Nie wymykałam się w nocy do przyjaciół, ale wymykałam się żeby szukać rzeczy, które jakkolwiek mogłyby mi się kiedyś przydać. Jak widać, przydały się. Dokładnie wiedziałam co i gdzie się znajdowało, więc po trzech minutach byłam już w łazience dla pracowników farbując moje jasnobrązowe włosy na czerwono i malując się w sposób co najmniej do mnie nie podobny. Z myślą, że jestem gotowa postanowiłam udać się w bezpieczne miejsce.
"Pole złotych myśli'. Była to dosyć mała, kwiecista polana, na którą przychodziłam zawsze gdy musiałam coś przemyśleć jak sama nazwa wskazuje, albo gdy miałam wenę i musiałam wylać emocje na papier, w ciszy i spokoju. Droga do niej znajdowała się w lesie, tam też się udałam.
Przechodząc przez ostatnie metry lasku ujrzałam pewną postać na środku pola, była to kobieta. Miała jasnobrązowe włosy, na sobie miała beżową sukienkę w kwiaty.
Gdy podeszłam bliżej, przyjrzałam się kobiecie oraz jej sukience. Stojąc niecały metr od niej w mojej głowie pojawiła się myśl. To nie są kwiaty, a wiśnie.
Tylko jedna osoba w tym cichym miasteczku taką miała...
-Mama?- To słowo wydostało się z moich ust, jednak nie zdążyłam zobaczyć jej twarzy, ani usłyszeć odpowiedzi. Wszystko stało się ciemne a jedyne co widziałam to wielki biały napis:
Koniec gry. Czy chcesz kontynuować?
Dziękuję za przeczytanie mojej krótkiej opowieści! Jeśli Ci się spodobała, polub, skomentuj oraz udostępnij, a ja wstawię resztę nowych opowiadań. Anne Emma Blossom!
YOU ARE READING
Continue
Teen FictionKrótka opowieść o dziewczynie, która zamiast do czyśćca, nieba czy piekła w ciemności ujrzała napis "Koniec gry. Czy chcesz kontynuować?". TW: Może pojawić się temat samobójstwa, ucieczki z domu, śmierci oraz życia po śmierci. Jeśli Ci się spodoba...
