Partners in crime. Not the wo...

De mia_just_mia

80.4K 5.9K 1.8K

[[ Partners in crime - część 1 ]] Dwójka chłopaków z bogatych rodzin zostaje porwana. Porywacze chcą tylko pi... Mais

1.
2.
3.
4.
5.
6.
7.
8.
9.
10.
11.
12.
13.
14.
15.
16.
17.
18.
19.
20.
22.
23.
24.
25.
26.
27.
28.
29.
30.
31.
32.
33.
34.
35.
36.
37.
38.
Podziękowania

21.

1.7K 145 25
De mia_just_mia

No to następny 😁 teraz w końcu powinnam się pojawiać tutaj częściej




Harry'ego obudził wystrzał. Był zlany potem i rzucał się po całym łóżku, bo Louis, ten morderca, którego widział w nocy, nie dawał mu spokoju. Wiedział, że do końca życia tego nie zapomni i pewnie do końca życia będzie budził się z krzykiem.

Nie miał pojęcia, dlaczego to jego to wszystko spotykało, przecież chyba nie był aż takim złym człowiekiem, żeby w ten sposób go karać. On tylko lubił sobie czasami poimprezować, to chyba nie było coś najstraszniejszego, ludzie robili przecież dużo gorsze rzeczy.

Niechętnie zaczął wygrzebywać się z kołdry, w którą był tak zaplątany, że ledwie umiał się z niej wyswobodzić. Musiał się naprawdę cholernie rzucać, skoro tak się zaplątał, a przecież nigdy nie miał czegoś takiego. Zawsze, w całym swoim życiu, spał spokojnie, ale nigdy wcześniej nie widział śmierci człowieka.

Kim musiał być ten psychopatyczny szatyn, że zrobił to bez najmniejszego zastanowienia? Jego ręka nawet nie drgnęła, kiedy pociągał za spust.

W końcu Harry'emu udało się wyswobodzić i od razu ruszył w stronę ich niewielkiej i przytulnej łazienki. Potrzebował długiego prysznica, jakby jakimś cudem uwierzył, że woda będzie w stanie zmyć z niego to wszystko i pozwolić mu zapomnieć. Tylko przez chwilę stanął przed lustrem, bo nie miał zamiaru na siebie patrzeć. Wyglądał, jakby nie spał co najmniej tydzień, a do tego w jego oczach nadal błyszczało przerażenie.

Ściągnął z siebie wszystkie ciuchy, które od wczoraj jeszcze miał na sobie i wyrzucił je do kosza. Nie chciał tego wiedzieć, ale prawdopodobnie była na nich jeszcze zaschnięta krew tamtego człowieka. Odkręcił wodę, odczekał, aż temperatura będzie odpowiednia i w końcu wszedł pod prysznic. Pozwolił się wodzie obmywać, gdzieś w głębi ducha naprawdę licząc na jakieś jej magiczne właściwości, które pozwolą mu zapomnieć.

Nie miał pojęcia, ile tam siedział, ale w końcu wyszedł, owijając biodra ręcznikiem, teraz jedynie musiał wykonać te wszystkie łazienkowe czynności, zanim stąd wyjdzie. Niall był naprawdę miły, że zadbał o te wszystkie potrzebne rzeczy. Po raz kolejny przejrzał się w lustrze i wydawało mu się, że tym razem wyglądał trochę lepiej.

Pewnie po następnych dwudziestu minutach wyszedł z łazienki, po czym przeszukał szafki, starając się znaleźć jakieś ubrania dla siebie, jednak wtedy coś na podwórku zwróciło jego uwagę. Teraz już nawet nie obchodziło go, co na siebie ubierał, po prostu chwycił przypadkowe ciuchy, zakładając je w pośpiechu, bo jak najszybciej musiał znaleźć się na dole.






Kierowca zaparkował samochód przed domem i Yair gdzieś w głębi ducha cieszył się, że tutaj przyjechał, do domu swoich przyjaciół. Tak dawno tutaj nie był, że ledwie tu trafili. On i jego ludzie wysiedli akurat w momencie, w którym na schodach pojawił się blondyn.

– Niall – odezwał się, uśmiechając się do dawno niewidzianego przyjaciela.

– Yair, miło cię znowu widzieć – powiedział Horan, rozkładając ręce, żeby przytulić krótko mężczyznę. – Louis mówił, że dzisiaj przyjedziecie, ale nie spodziewaliśmy się was tak szybko. Wejdźcie.

Zaprosił wszystkich do środka, a kilku ochroniarzy rozglądało się wokół uważnie. Dobrze wiedział, że Yair teraz już nigdzie nie rusza się bez ochrony, przecież już dawno miał nie żyć, a on nie dość, że jeszcze chodził po tym świecie, to miał teraz swoją własną mafię. Nawet cieszył się, że Louis go wtedy oszczędził, zyskali przez to lojalnego przyjaciela.

– Nic się tutaj nie zmieniło – zaśmiał się Yair, wchodząc do środka i rozglądając się uważnie po salonie.

Był prawie taki sam, jak go zapamiętał, tak samo miły i przytulny, całkowicie w stylu Nialla, tej najbardziej dobrej duszyczki spośród nich.

– Jedynie na piętrze – odpowiedział blondyn, lekko się z nim drocząc. – Napijecie się czegoś? Może jesteście głodni po takiej długiej drodze? – zapytał.

Liam przyglądał się całemu zajściu, siedząc na kanapie, nie wiedział, skąd nagle wzięła się tutaj około dziesiątka mężczyzn, a tym bardziej nie rozumiał, dlaczego Niall tak obskakiwał jednego z nich, czuł jednak, że to albo musiał być ich przyjaciel, albo ktoś od kogo są bardzo zależni, ewentualnie ktoś, kto ma im w czymś pomóc.

– To Liam – przedstawił Niall, kiedy wzrok tamtego zatrzymał się na siedzącym na kanapie przed telewizorem Payne'ie.

– Liam? – zapytał Yair. – Czyli to on jest sprawcą tego całego zamieszania, o którym opowiadał mi Louis.

Horan zaśmiał się.

– Tak, właściwie tak – potwierdził.

Liam spiął się. A więc tak go tutaj postrzegali. Nie wiedział, czemu Malik jeszcze go nie zabił, ale mógł to zrobić, skoro uważał go za taki problem. Chociaż... No dobra, on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego jeszcze żył i wcale nie był tym zachwycony.

– Siadajcie, zrobię wam coś do picia albo do jedzenia – odezwał się znowu blondyn. – Louis i Zayn powinni zaraz przyjść, byli na górze.

Praktycznie jak na zawołanie Louis pojawił się u szczytu schodów, a zaraz za nim Zayn. Szatyn zszedł szybko, ale Malik był jeszcze za bardzo poobijany, żeby dotrzymać mu kroku i powoli zszedł na dół, trzymając się mocno poręczy, żeby nie upaść. Nadal wszystko go bolało i funkcjonował głównie na lekach przeciwbólowych. Starał się jednak czymś zajmować, głównie malowaniem, bo to wystarczająco dobrze sprawiało, że nie myślał o bólu, praktycznie go nie czuł, kiedy siedział zamknięty w swojej pracowni i skupiał się na nakładaniu farby na płótno.

– Yair – odezwał się. – Miło cię widzieć.

– Ciebie również. Louis opowiadał mi o wszystkim, Azael nieźle cię urządził, ale teraz będziesz w stanie mu się odpłacić. Mam dla was to, o co prosiliście – oznajmił.

W końcu właśnie po to tutaj przyjechał, spełnić ich prośbę. Można powiedzieć, że teraz tak naprawdę w końcu mógł się odwdzięczyć za to, że Louis nie pociągnął wtedy za spust. W końcu życie za życie. I miał cholerną nadzieję, że ten plan się powiedzie, a jeszcze lepiej byłoby, gdyby przy okazji pozbyli się Azaela, ich wspólnego wrzodu na tyłku.

Liam nadstawił uszu, obserwując czwórkę siadających mężczyzn, kiedy cała reszta nadal stała w salonie i wyglądała jak typowi ochroniarze, którzy obserwowali otoczenie. Nie zdziwiłby się, gdyby część z nich stała jeszcze przed domem. Wszyscy wyglądali, jakby o nim zapomnieli, więc naprawdę postanowi podsłuchiwać na tyle, na ile będzie w stanie i ktoś nie przypomni sobie o jego obecności. Nic jednak nie zdążył usłyszeć, bo zanim rozmowa się zaczęła, Harry zbiegł po schodach, wpadając do salonu i zwracając na siebie uwagę każdego.

– A to kto? – zapytał Yair, wstając i podchodząc do chłopaka, żeby przyjrzeć mu się uważnie, zanim jednak zdążył się zbliżyć, Louis zareagował odruchowo i stanął pomiędzy nimi, dobrze znał słabość swojego przyjaciela.

Yair spojrzał na niego zaskoczony.

– Och... Rozumiem – odezwał się, patrząc znacząco na Louisa i uśmiechając się pod nosem. – Mogę chociaż poznać jego imię?

– Harry – powiedział Tomlinson. – Który nie powinien tutaj być, podobnie jak Liam, prawda? – zapytał, wbijając spojrzenie w Stylesa.

Harry odruchowo zacisnął zęby. Nienawidził tego człowieka, a tym bardziej nienawidził go od ostatnich kilku godzin.

– Nie słucham morderców – odezwał się.

Louis odruchowo złapał go za rękę i wykręcił ją tak, że Harry skrzywił się z bólu, po czym pchnął chłopaka z powrotem w stronę schodów, z których przed chwilą zbiegł.

– Na górę – nakazał. – Liam, ciebie też to dotyczy.

Harry zachwiał się, przytrzymując poręczy i kiedy odzyskał równowagę, chciał ponownie rzucić się na tego szatyna, ten cholerny morderca nie będzie mu mówił, co ma robić, jednak kiedy się do niego obrócił, Liam zatrzymał go.

– Chodźmy – powiedział, a Styles spojrzał na niego zaskoczony.  – Chodźmy – powtórzył, ciągnąc chłopaka na górę. – Będziemy podsłuchiwać stamtąd – wyszeptał Harry'emu na ucho.

Ten przytaknął cicho i pozwolił się zaprowadzić do pokoju, demonstracyjnie zatrzasnął za nimi głośno drzwi, dobrze wiedząc, że zaraz i tak się wymknie. Coś się działo i on musiał się dowiedzieć co, a patrząc na Liama, ten również.

Louis usiadł na kanapie obok Malika.

– Niepokorny ten chłopak – zaśmiał się Yair.

– Bardzo – odpowiedział mu Tomlinson. – Doprowadza mnie do szału. Czy ktoś z twoich ludzi może ich przypilnować? Na pewno będzie próbował podsłuchiwać.

Yair skinął na jednego z mężczyzn, który przytaknął i od razu ruszył na górę.

– Więc... – odezwał się Yair. – Przejdźmy do rzeczy.

Continue lendo

Você também vai gostar

4.6K 588 32
Oskar, e__s - 18- letni chłopak, który podbija minecraft pvp, Oktawia - 17- letnia dziewczyna, która mieszka na przeciwko. On uwielbia gry, ona wo...
8.4K 1.2K 48
Felix od zawsze wiedział, że nie jest taki jak inni. Ukrywał największy sekret swojego życia - był Feniksem. Istotą, która posiadała moc ognia, ale n...
95.1K 3.5K 50
"Mówili mi, żebym trzymała się z dala od Draco Malfoya, szkoda, że nikt nie powiedział mojemu sercu" Draco Malfoy. Arogancki, zimny i niebezpieczny...
6.5K 105 100
Druga przetłumaczona książka 😙 Orginalna wersja autorstwa: Ashley Trecartin. https://m.fanfiction.net/s/10254646/1/Bethyl-Drabbles-II0
Wattpad App - Desbloqueie funcionalidades exclusivas