Śnieg zaskrzypiał pod jego ciężarem. W jednej dłoni ściskał uchwyt walizki, w drugiej zaś plamiastego kota. Odetchnął głęboko na widok rodzinnej chatki, a biała para popłynęła za jego oddechem ku górze.
Kiedy był tutaj ostatnio?
Czy to były święta rok... czy dwa lata temu? A może urodziny mamy w 2017? Już sam nie pamiętał. Miał wrażenie, że w małym miasteczku czas się zatrzymał. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak to zostawił wylatując do Ameryki. Był wtedy młodym chłopcem, uciekającym za wolnością i marzeniami. A teraz?
Wrócił jako dorosły mężczyzna. Wielki tancerz z Broadwayu - wolny i niezależny.
Choć mimo wszystko onieśmielała go cicha, rodzinna okolica ukryta pomiędzy górami. Splamiony głośnym życiem Nowego Jorku, z zepsutym charakterem, zszarganą niewinnością... czuł się niemile widziany na ziemi spokojnego miasteczka. Niby spełniał marzenia a i tak odnosił wrażenie, iż poniósł porażkę. Było mu wstyd, że na tak długo porzucił rodzinę – w dodatku wyjechał jako dobry, skromny człowiek a wrócił...
Nowy Lee Minho.
Do jego uszu dobiegł znajomy głos. Nadciągał zza sąsiedniego ogrodzenia, więc dłuższą chwilę zajęło mu rozszyfrowanie właściciela. Dopiero, gdy ujrzał drobną postać chłopaka, dźwigającego za sobą choinkę i śmiejącego się radośnie, rozpoznał w nim starego przyjaciela.
Han Jisung. Wciąż tak samo uśmiechnięty.
Serce zaczęło mu bić szybciej i nawet nie zauważył, że w panice wstrzymał oddech. Wszystkie wspólne wspomnienia zalały jego myśli. Czasy, gdy spacerowali razem do szkoły, Minho rozwiązywał za niego matmę a on w zamian czytał mu na głos lektury. Każdy niedzielny poranek, gdy zalegali razem na kanapie i oglądali ulubiony teleturniej Jisunga... starszy udawał, że przysypia ze znudzenia a i tak krzyczał głośno każdą odpowiedź, żeby zrobić drugiemu na złość. Zawsze z nim wygrywał, więc zazwyczaj kończyli skłóceni – choć i tak resztę leniwej niedzieli nie wstawali z miejsca, grając w gry lub słuchając muzyki.
Chłopcy byli nierozłączni. Ich dwie chatki stały samotnie u szczytu pagórka nad całym miasteczkiem, więc od najmłodszych lat byli na siebie skazani. W tych złych i dobrych chwilach nie opuszczali siebie na krok, zawsze szukając rozwiązania jeśli dochodziło do kłótni. Było im ciężko, gdy jeden z dnia na dzień zniknął na drugim końcu globu...
- Minho?
Dźwięk własnego imienia wyrwał go z zamyślenia i dopiero zauważył, że stał tak wgapiony w starego przyjaciela już parę niezręcznych sekund. Brunet rozwarł usta w zdziwieniu, analizując sylwetkę przed sobą. Ledwo rozpoznał tancerza. Niegdyś zwyczajny chłopak teraz przykuwał uwagę wszystkich wokół. Znacznie zmężniał. Jego smukłe ciało ozdabiały mięśnie a luźne bluzy zastąpiły przylegające stylizacje. Nie można było zaprzeczyć, że Minho był wyjątkowo przystojny.
Han Jisung z kolei nie zmienił się ani trochę. Wciąż miał jasnobrązowe włosy z wiecznie przydługą grzywką. Nie urósł nawet o centymetr, pozostając niski i drobny w porównaniu do starszego. Dalej ubierał się w zbyt wielkie swetry i emanował pozytywną aurą.
Minho poczuł przyjemne ciepło, rozlewające się wewnątrz niego, gdy spoglądał na dobrze znany mu widok chłopca, za którym tak tęsknił. Nagle dotarło do niego, że jest w domu.
- Jisung... – wyszeptał z nieśmiałym uśmiechem.
- Wow. – wydusił mniejszy, wciąż w lekkim szoku. – Kopę lat! Ile to już minęło? Z czasem przestałem wierzyć, że jeszcze cię tutaj zobaczę... - rzucił, nieświadomy że w głowie Minho jego słowa obiły się ze smutkiem. – Jak leci?
YOU ARE READING
WARM|minsung
FanfictionMinho wraca na święta do rodzinnego miasteczka i odnajduje ciepło w ramionach dawnego przyjaciela.
