Rozdział 1

49 2 0
                                        

Całą nos spędziłam w kącie. Jest już 7:30 a o 8 mam zajęcia.
Dziś odpuściłam sobie zajęcia w szkole, jak zawsze po takiej 'akcji'.
Musiałam odetchnąć. Wzięłam torbę, spakowałam do niej butelkę czystej i paczkę LM no i oczywiście zapalniczkę , jak zawsze z resztą. Zeszłam na dół, ubrałam buty i wyszłam z domu. Szybkim krokiem, by czasem ktoś za mną nie powędrował poszłam do pobliskiego lasu. Nikt tam nie chodził, wszyscy bali się jego gęstości. Ja wychowałam się w tym lesie. Mam tutaj swoje miejsca.
Usiadłam pod najbliższym drzewem, wyciągnęłam fajki i zapaliłam jedną jednocześnie odkręcając butelkę czystej. Zaciągnęłam się i wzięłam dużego łyka. Oczy miałam jeszcze zaspane i było mi zimno. Olałam to. Siedziałam dalej, czułam na sobie czyiś wzrok. Olałam to i piłam dalej.
Fajka po fajce znikały z opakowania, aż w końcu i butelka i paczka były puste. Doszczętnie wstawiona wstałam i powędrowałam głębiej w las. Natrafiłam na stary, chyba opuszczony dom. Usiadłam na hamaku przed wejściem i się bujałam. Z racji tego, że miałam swoje we krwi zaczęłam się śmiać jak głupia.
Mamy jesień. Z rana i wieczorem jest mgła. Nic nie było widać tylko poszczególne drzewa. Nadal czułam na sobie czyjś wzrok. Znów to olałam.
Po godzinie bujania zrobiłam się głodna. Wstałam więc by iść do domu, jednak całkiem straciłam wyczucie, gdzie właściwie się znajduję. Poszłam więc prosto przed siebie,gdzieś ten las musi mieć koniec, no nie?
Zataczałam się od jednego drzewa do drugiego, nagle znalazłam moją torbę.Wnioskować można, że byłam na dobre drodze do domu. Podniosłam torbę, zarzuciłam na ramię i poszłam dalej przed siebie. Usłyszałam kroki za sobą, odwróciłam się, nikogo nie było. Z powrotem wróciłam na moją trasę, patrząc w ziemię. Nagle na kogoś wpadłam. Był to wysoki chłopak, znacznie wyższy ode mnie. O 1,5 głowy.. Czyli jakieś 40 cm? Może więcej.
-Patrz jak leziesz no.. - Powiedziałam podnosząc na niego wzrok. Miał na sobie białą bluzę i czarne spodnie. Twarz idealnie zasłonięta włosami i kapturem.- No wyjazd, przejść chcę no.- On tylko pochylił się nade mną, powąchał i przepuścił mnie.. Poszłam więc dumna do wyjścia z lasu. Usłyszałam dokładnie co on powiedział.. Mianowicie.. '' Eh, pijana.. Dziś się nie zabawię''. Odkrzyknęłam, że nie jestem dziwką, ale chyba nie o tym mówił..
Gy dotarłam pod dom ujrzałam ojca leżącego na kanapie i matkę krzątającą się po kuchni. Chwiejnym krokiem poszłam do pokoju. Pedofil chyba widział w jakim jestem stanie, bo nie przyszedł do mnie.
Ja od razu jak tylko się położyłam, zasnęłam.

***
Obudziłam się wieczorem, ok godziny 21. Wszyscy już spali, bynajmniej tak się mogło wydawać. Zapaliłam lampkę i ujrzałam, iż na fotelu pod oknem ktoś siedzi. Tym kimś był oczywiście ojciec.
Pisnęłam pod nosem, jednak on zdążył już do mnie podejść.
-Czy ten koszmar kiedyś się skończy?- Zapytałam przez zaciśnięte zęby i strzeliłam mu plaska. -Zostaw mnie, słyszysz?!
Ojciec bez słowa zacisnął swoje łapy na moich nadgarstkach, co bardzo mnie bolało, gdyż miałam tam świeże rany po nożu. On chyba jednak wiedział o co chodzi, bo zaciskał mocniej. Gdy miałam już płacz na wierzchu, puścił mnie i zabrał się do roboty. Tym razem nie rozebrał też mnie. Wolał bardziej, bym zrobiła mu gałę.
Wepchnął mi swojego członka głęboko do gardła, prawie zwymiotowałam. Zaczął poruszać. W pewnej chwili zacisnęłam oczy i szczękę na jego fiucie.. Bądźmy szczerzy..
On runął na ziemię i zwijał się z bólu krzycząc że jestem jakąś pojebaną smarkulą, a nie wiem. Nie słuchałam go. W tym samym czasie wzięłam dużą, pakowną torbę i  wszystkie ubrania z półek w szafie wrzuciłam do niej. Jako tako pamiętałam drogę do tamtego opuszczonego domu. To była moja jedyna szansa..
W biegu zakładałam buty i kurtkę. Wychodząc z domu zapaliłam latarkę wcześniej szczelnie schowaną pod biurkiem. Zapomniałam o moim narzędziu do obrony. Zostawiłam torbę przed domem i wbiegłam na górę. Wyjęłam nóż z szafki i zasadziłam nim ojcu po ramieniu, by obezwładnić go jeszcze na jakiś czas..
Sama wybiegłam z domu i zawieszając torbę na ramieniu udałam się do lasu świecąc latarką drogę. Miałam nadzieję, że natrafię na ten sam dom, co wcześniej. Że ukryję się w nim na jakiś czas. Jednak mój 'pijany umysł' znalazł chyba drogę do Narnii.. Wędrowałam i wędrowałam przez niecałą godzinę, a domu nie było widać.
Nagle przed moimi oczami ukazała się jakaś polana. Na jej środku były ruiny jakiegoś domu. Podeszłam do 'budynku' zachowując bezpieczną odległość. Nagle ujrzałam, że są tam 'drzwi' jakby do piwnicy. Otworzyłam je świecąc na schody i wołając, by się upewnić, że będę tam sama.
Zeszłam bezpiecznie na dół, rozejrzałam się i znalazłam włącznik światła.
-Wow, mają tu światło.- Odparłam rozglądając się po czyimś jak widać mieszkaniu.
Cofnęłam się, by zamknąć rzekome drzwi, gdyż wdawało się do środka zimno.Nie dość, że piwnica sama w sobie była ochłodzona, jeszcze miała być zimniejsza?! O nie.
Położyłam torbę na ziemi wyciągając z niej koc. Ułożyłam się wygodnie na kanapie i próbowałam zasnąć, by w końcu spać spokojnie.
Moja ciekawość jednak wygrała i wstałam by rozejrzeć się po piwnicy.
Znalazłam tu zestaw noży i małą szafę. W niej było kilka białych bluz, takich samych jakie miał ten koleś, którego spotkałam wcześniej w lesie.
-Chyba się nie obrazi, jak przymierzę jedną.- Uśmiechnęłam się sama do siebie zdejmując swoją bluzę. Rzuciłam ją na kanapę wyciągając białą bluzę. Założyłam i wtuliłam się w nią. Była taka ciepła. Ponownie usadowiłam się na kanapie pod kocem pogrążając się w zapachu właściciela bluzy. Sama nie wiem kiedy zasnęłam.

Let's go!Where stories live. Discover now