- Oglądam ich już od piętnastu minut, i oficjalnie ogłaszam ten dzień za zepsuty. - Zdegustowana Hermiona wskazała na Lavender klejącą się do Rona
- Też miło ciebie widzieć. - Zaśmiała się Ginny, dosiadająca się do śniadania.
- Co mamy pierwsze? - Spytał przysypiający Harry.
- Zielarstwo z panią Sprout. - Odpowiedziała Ginny. - A ty co taki zaspany? - Zwróciła się do wybrańca.
- Zaspany, bo wczoraj Fred i George podmienili mu herbatę na Ognistą Whiskey. - Nie mogła powstrzymać śmiechu Hermiona. - To była dłuuuga noc.
- Tak? A mam przypomnieć kto w zeszłym roku zamiast Veritaserum, stworzył Eliksir Przeczyszczający i wymiotował przez tydzień? - Potter triumfalnie popatrzył na dziewczynę, dumny ze swojej wypowiedzi.
- Aleart... - Zezłoszczona Hermiona wycelowała różdżkę w Harrego, niestety przerwała jej Lavender, która zdecydowała, ze woli jednak ratować przyjaciółkę, niż obściskiwać się z Ronem.
- Spokój! Harry, lepiej się napij wody, bo tak się wczoraj upiłeś, że musiałyśmy ciebie zaklęciem lewitacji przenieść do dormitorium. A ty Hermiona, uspokój się, bo od stresu będziesz mieć więcej zmarszczek. - Uśmiechając się, scenicznie pokazała na czoło.
- Ełj, a wły njie jecie? - Spytał z buzią zapchaną jajecznicą Ron.
- Maniery! Wstyd mi za ciebie Ronaldzie. - Westchnęła Ginny, po czym nałożyła sobie na talerz ciasto marchewkowe.
- Hah, pospieszcie się, bo macie tylko piętnaście minut, do patrzenia na drące się Mandragory. - Znikąd pojawili się Fred i George.
- Skąd wy... - Hermiona była wyraźnie zdziwiona obecnością bliźniaków. - A z resztą... - Zaśmiała się i nałożyła na swój talerz grzanki.
Przyjaciele dokończyli śniadanie, a właściwie próbowali jeść słuchając Lavender, ustalającą kolor kwiatów na weselu jej, i "Ronusia-pimpusia". Pod koniec Dumbledore mówił coś o balu Halloweenowym, ale przyjaciele nie byli na tym za bardzo skupieni, no chyba że Ron, który modlił się żeby nie przyszło mu znowu tańczyć z McGonagal.
🍰🍰🍰
Gdy siódmoroczni wyruszyli w stronę Cieplarni, na dworze było już dość jasno. Po drodze spotkali Neville'a targającego ze sobą jakieś roślinki, które podobno miały zmieniać swój kolor w obecności Ślizgonów - to przynajmniej zrozumieli. Jak co poniedziałki, zajęcia mieli z Krukonami, którzy czekali na nich z kwaśnymi minami, co było zrozumiałe, bo spóźnili się jakieś piętnaście minut. Gdy starali się zająć miejsca niezauważeni przez ms. Sprout, nauczycielka opowiadała o rodzajach roślin wodnych. Lekcja minęła w miarę sprawnie, pomijając fakt, że Cho musiała odprowadzać Terrye'go Boota do pani Pomfey, bo ten zaciął się aqualilusem. Reszta dnia poszła już w miarę pomyślnie, a po kolacji wszyscy zdecydowali, że spotkają się w pokoju panny "Wiem Wszystko", wiewiórki i Barbie, czyli książkowych Hermiony, Ginny i Lavender. Około godziny 21, do pokoju zapukali Fred i George, a po dziesięciu minutach dołączyli również Potter i Ron.
- Butelka? - Zaproponował jeden z bliźniaków.
- Och, jak zwykle. Chociaż to się nigdy nie nudzi. - Odparła Ginny, namierzając wzrokiem wolną butelkę. Od razu podała ją Lavender, tym samym uniemożliwiając jej zaciekłe prowadzenie konwersacji, a właściwie klejenie się do Rona.
- Poczekajcie moment! - Szybko poinformowała Hermiona. Wyjęła ze skórzanego paska swoją różdżkę, po czym energicznie nią machnęła wypowiadając jakieś słowa. - Rzuciłam zaklęcie które nie pozwala kłamać. - Wytłumaczyła.
- No po prostu świetnie... - Westchnął Harry, który zawsze był obsypywany tymi najgorszymi pytaniami.
Lavender chrząknęła dwa razy na znak, że jest gotowa, po czym zakręciła przedmiotem. Ku jej rozczarowaniu wypadło na Ginny.
- Wybieram pytanie.
- Dobrze... To w takim razie... Robiłaś to już? - Po chwili namysłu, zadowolona z siebie dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
Bliźniaki posłali sobie spojrzenia, a po chwili zaczęli uważnie przyglądać się ich siostrze, chcąc wyczytać z jej mimiki, jaka będzie odpowiedź.
- Em... Ja... - Ginny nie wiedziała co odpowiedzieć, speszona sytuacją. - Um... No, tak... - Odparła jeszcze bardziej zawstydzona niż przed momentem.
- Ginevro Weasley! - Krzyknął George, śmiejąc się tak, że Hagrid prawdopodobnie go usłyszał ze swojej chatki.
- Ginny! - Ron zawtórował wyraźnie zdziwiony, i niezbyt pozytywnie nastawiony.
- Oj, zejdźcie z dziewczyny... - Zaśmiała się Hermiona, próbując uratować sytuację, co niezbyt jej na ten moment wychodziło.
- Dobra, następne pytanie! Z resztą, nie wiem co to was tak dziwi, nie mam już pięciu lat. - Wycedziła oburzona, po czym zakręciła butelką.
- No, Ron, co wybierasz? - Spytała jego siostra, po tym jak przedmiot wykręcił właśnie jego.
- Wyzwanie już niech będzie... - Odparł.
- Musisz pocałować Lavender. - Powiedziała z uśmieszkiem który w domyśle miał znaczyć "masz za swoje".
Skrzywiony Chłopak popatrzył pod kątem na dziewczynę, która po usłyszeniu zadania, zaczęła się ślinić.
- No dziubeczku, nie bądź taki, przecież i tak wiesz, że musisz to zrobić. - Lavender przypomniała chłopakowi o zaklęciu, które zostało rzucone na wszystkich przed grą.
Ron niechętnie wstał, po czym wolnym krokiem skierował się w stronę Lavender. Dziewczyna od razu się na niego rzuciła, wpijając się w jego usta.
Później padło jeszcze kilka głupich zadań, lecz reszta zaliczała się do tych "w miarę normalnych". Finalnie, gra skończyła się koło godziny 1, gdyż Harry zaczął się obawiać o to, że Snape mógłby zastać ich nie w łóżkach...
YOU ARE READING
Ekipa Gryffindoru // Hogwart
Teen FictionEkipa Gryffindoru, paczka przyjaciół, albo jak ktoś woli "Bliznowaty, Mrs. "Wiem Wszysko", Rudzielec, Mama ekipy, Barbie i dwa przygłupy.
