Biegłam, trzymając na rękach omdlałą siostrę. Z każdym krokiem miałam coraz mniej sił, a moje nogi błagały o chwilę odpoczynku. Za plecami słyszałam przytłumione odgłosy wściekłości Śmierciożerców, które mobilizowały mnie do dalszego wysiłku. Piekący ból w płucach sprawił, że po policzkach spłynęły mi łzy. Byłam na skraju wyczerpania. Tylko siłą woli trzymałam Lily w żelaznym uścisku, bojąc się, że nie wytrzymam i ją upuszczę.
Mijały sekundy, które wydawały mi się godzinami. Poczułam ulgę, kiedy w oddali ujrzałam nasz namiot. To była jedyna szansa na ratunek.
To tylko parę metrów! – powtarzałam niczym mantrę.
Przyspieszyłam, kładąc wszystko na jedną kartę. Jeżeli zauważyliby mnie zanim dostałabym się w obręb zaklęcia, byłoby po wszystkim.
— Gonić ją! —usłyszałam znajomy głos.
Musieli złamać urok i wznowić pościg.
Odwróciłam głowę, sprawdzając czy Śmierciożercy są w zasięgu wzroku. Nie byli. Wpadłam do namiotu, modląc się, żeby Zaklęcie Fideliusa zadziało. Położyłam na podłodze siostrę, dziękując, że nie jest wyrośniętą jedenastolatką. Chwyciłam różdżkę i niemal szeptem wypowiedziałam formułki innych zaklęć ochronnych.
Serce biło mi jak oszalałe, a ręce niemiłosiernie drżały. Strach opanował mnie do reszty, biorąc we władanie moje ciało. Mogłam tylko czekać i się modlić. I to było w tym wszystkim najgorsze.
— Bombarda!
Obudził mnie huk. Roztrzęsiona w panice podniosłam się z łóżka, rozglądając się po pomieszczeniu. Byłam w swoim pokoju, w swojej pościeli, a wydarzenie ze snu jeszcze się nie wydarzyło. Opadłam na poduszki, starając się wyrównać oddech.
W sypialni panował półmrok, co znaczyło, że dzień jeszcze się na dobre nie rozpoczął. Westchnęłam i opatuliłam się ciaśniej kołdrą, próbując wymazać z pamięci obrazy wizji. Byłam wyczerpana. W ostatnim czasie mój dar przybrał na sile, a ja widziałam rzeczy, których nie chciałam widzieć. Których nie powinnam widzieć.
Nawet sen nie przynosił mi ulgi.
Nie mogąc opanować swoich myśli, wstałam. Gołe stopy zderzyły się z zimną podłogą, powodując u mnie dyskomfort. Otworzyłam okno, wpatrując się w las rosnący przed domem. Mimo połowy sierpnia, w powietrzu czuć było zbliżającą się jesień. Mgła leniwie unosiła się nad wzgórzem, delikatnie łaskocząc wrzosowisko. Promienie słońca wyglądały zza horyzontu, czyniąc ten widok jeszcze bardziej mistycznym.
Potrzebowałam chwili spokoju, jednakże przez wzgląd na wczesną godzinę, nie chciałam budzić reszty domowników. Zresztą, nie zniosłabym współczujących spojrzeń babci.
Zagryzłam wargę. Odkąd rozniosły się wieści, że Sami Wiecie Kto naprawdę wrócił, wśród czarodziejów rozpętała się istna psychoza strachu. Starsze pokolenie, które pamiętało horror sprzed szesnastu lat było przerażone. Robili zapasy żywności, rzucali na swoje domostwa dodatkowe zaklęcia. Życie społeczne umarło, każdy stał się podejrzany.
Spojrzałam na zegarek. Wskazówki pokazywały 5:43. Związałam włosy w kucyk, ubrałam starą koszulę i jeansy, a spod łóżka wygrzebałam trampki. Nie spojrzałam nawet w lustro, musiałam się przejść, bo inaczej miałam wrażenie, że zwariuję.
Wzięłam plecak i schowałam do niego portfel. Na kartce papieru napisałam informację gdzie się wybieram oraz o której wrócę. W głębi duszy przygotowałam się na awanturę, której miałam doświadczyć w momencie powrotu.
Cicho, tak żeby nikogo nie obudzić, otworzyłam drzwi pokoju i na palcach przeszłam przez korytarz. Pamiętając, że trzeci stopień schodów skrzypi, ostrożnie zaczęłam schodzić. Odetchnęłam, kiedy znalazłam się na dole. Skierowałam kroki do kominka, zanurzyłam rękę w glinianym naczyniu biorąc garść proszku Fiuu i weszłam do środka
— Na Pokątną! — powiedziałam, wyraźnie artykułując zgłoski. Otoczyły mnie ciepłe zielonkawe płomienie, a salon rozmył mi się przed oczami. Świat zawirował, zapach popiołu wdarł się w moje płuca. Sekundę później wylądowałam w Dziurawym Kotle, budząc swoim przybyciem Toma, który musiał przysnąć na taborecie przy barze.
- Wybacz Tom, ja tylko przejazdem – mruknęłam, przepraszającym tonem.
Wyszłam z kominka, próbując otrzepać się z pyłu i sadzy, co niewiele pomogło. Rozejrzałam się po pustej knajpie, w środku był tylko jeden, śpiący w kącie, klient. Nie zaskoczyło mnie to, raczej zasmuciło. Mimo iż nie byłam typem rozrywkowej osoby, lubiłam przebywać w wesoło gaworzącym tłumie, obserwując całą sytuację z boku. Pusty Kocioł był smutnym i nieco żałosnym widokiem.
- Do zobaczenia – powiedziałam, nie czekając na odpowiedź barmana.
Wyszłam na zewnątrz, napawając się zapachem Londynu. Różdżką wystukałam kod na ceglanej ścianie. Byłam ciekawa co zastanę po drugiej stronie. Nagły świst za moimi plecami sprawił, że machinalnie odwróciłam się.
Z zielonych płomieni wyszedł Draco Malfoy. Oczy zaszły mi mgłą, a ja wiedziałam, że tracę kontrolę nad umysłem. Ostatkiem świadomości oparłam się o ścianę, żeby nie stracić równowagi.
Usłyszałam jedno słowo.
Crucio!
Chciałam tylko umrzeć.
KAMU SEDANG MEMBACA
Przepowiednia Strachu / Draco Malfoy
Fiksi PenggemarRok 1997. Czarny Pan powrócił. W świecie czarodziejów zapanowała panika i chaos. Ataki Śmierciożerców stawały się coraz bardziej zuchwale. Tylko Hogwart jawił się jako ostatni bastion spokoju i bezpieczeństwa. Nikt nie był pewien przyszłości. Oprócz...
