Pod białymi frezjami

13 0 0
                                        

Opadł na kolana I ujął jej nieruchomą głowę w dłonie. Patrzył, jak z sekundy na sekundę coraz bardziej blednie, a pasma jej jasnych włosów, jego szlafrok i białe kafelki łazienki zaczynają się pokrywać gęstą, lepką czerwienią. Klęczał tak, nieruchomo, co chwila sprawdzając, czy oddycha, jakby nie mogąc uwierzyć, że umarła. Że on ją zabił.

Gdy wracał do domu, tylko ciepłe światło latarni zalewało ulicę cichą, ale nigdy nie śpiącą. I chociaż do pracy dojeżdżał, czasami celowo zostawiał samochód na parkingu i robił sobie długi spacer. Tą popołudniową jesienią mimo jeszcze względnie wczesnych godzin słońce chowało się już przed zimnem za horyzontem, a on - na owo zimno wychodził, by pół godziny spędzić w otoczeniu wyłącznie rwącego wiatru i własnych myśli.

W domu świeciło się tylko światło w łazience. Anastasia zazwyczaj brała o tej porze wieczorne kąpiele. Lubiła wtedy zapalać wonne świece, wrzucać do wody musujące kule, które zamieniały wannę w malinowe jezioro, na którego powierzchni pływały delikatne płatki róż. Więc chcąc ogrzać się w ciepłej wodzie i ramionach ukochanej wrzucił na siebie szlafrok leżący luzem w sypialni i otworzył drzwi łazienki.

Ale Anastasia się nie kąpała. Siedziała skulona, wciśnięta między ścianę a wannę i płakała. Tuż obok niej leżały dwa opróżnione pudełka Relanium. Przykucnął przy niej i starał się z nią porozumieć, ale ona wydobywała z siebie co chwile tylko krótkie, spazmatyczne „przepraszam". Drżała i kurczowo ściskała jego dłoń, a źrenice jej co chwila wędrowały w górę przepełniając oczy bielmem. Wciąż w amoku jej i własnym, nie wiedząc co zrobić gładził ją tylko po udzie i próbował uspokoić. W końcu wziął ją pod ramiona i przeciągnął pod toaletę. A kiedy wsadził jej palce w gardło nad toaletą, wydusiła z siebie w końcu, że go zdradziła, i nie chce ze sobą żyć. Wstał wtedy w szoku, zacisnął szczękę, a w jego głowie był tylko nietłumiony niczym potok złości. Na przeciwko niego oczy jej, przepełnione strachem, których zobaczyć nie mogł przez zamglony szałem wzrok. Potem popchnął ją na lustro. Wystarczająco mocno, żeby przestała oddychać.

Kiedy w końcu otrząsnął się z letargu, zaczął płakać. Płakał nad nią, a jego łzy spadały na jej sine już wargi, które co chwilę pocierał delikatnie, całował, szeptał do nich, żeby się obudziła. Pudełka po lekach położył na szafce, odłamki szkła posprzątał i wyrzucił, a martwą Anastasię przeniósł do ogródka. Zakopał ją pod jej ulubionymi białymi frezjami, które rosły kępką dokładnie w jego epicentrum. List, który zostawiła w łazience przeczytał i w złości zmiął, a potem przekazał policji, która przyjechała na jego wezwanie.

Noc spędził pod krzakiem białych frezji.

Pod białymi frezjamiDes histoires addictives. Découvre maintenant