-Tak mamo, wiem- przewróciłam oczy.
-Dobrze, dobrze ... ale jesteś pewna że wszystko zabrałaś? - mama (jak to mama) pytała się mnie już od dobrych 10 minut o wszystko.
-Ta-
-A szczoteczka do zębów? Na pewno ją masz? -
-Mamo ... wszystko mam. Na 100 proc
-A telefon masz? - przerwała mi w połowie zdania, co jest oznaką że się bardzo denerwuje.
-Serio? Oczywiście że mam. Chce ci przypomnieć że mam 20 lat. Już wiem jak się pakować, wiec przestań, prosze- z tych nerwów zaczyna już naprawdę zadawać głupie pytania.
-ehh ... nie wiem wiem. Ale jestes już dorosła i będziesz studiowć ... i to tyle kilometrów od domu ... Boże, mogę się założyć że zapomniałaś ..- w jej piękne zielone oczach zalśniły łzy,
-Mamo, niczego nie zapomniałam.-
-Dobrze, dobrze ... martwię się po prostu. Moja mała Miranda wylatuje na studia. Nie mogę w to uwierzyć- uśmiechnęła się, a jedna łza spłyneła po jej policzku
-Przecież będę cie odwiedzać- też poczułam podejrzaną ciecz w oku.
-No tak, ale to już nie będzie na samo ... wiesz, że będę tęsknić? -
-Wiem, mamo. Ja tez będę bardzo tęsknić. - przytuliłam się do niej. Mnie tez było ciężko się z nią rozstawać. W końcu przez ostatnie 20 lat jest moim największym wsparciem.
Lot 17 który odlatuje z Londynu do Nowego Yorku niebawem wystartuje. Pasażerów tego lotu prosimy o wejście na pokład.- rozległo się z głośników
-Muszę iść- odkleiłam sie od mojej rodzicielki z smutnym uśmiechem na twarzy.
-Wiem..tylko pamiętaj, zadzwonić, jak już będziesz na miejscu. Kocham cię, córeczko ...-
-Ja ciebie tez, mamusiu ... i obiecuje że zadzwonie.
-Uważaj na siebie! -
-Będę! Pa! - pomachałam jej i po raz ostatni spojrzałam. Jej włosy w kolorze brudnego blondu upięte był starannie w luznym koku. Zielone oczy wpatrywały się we mnie z niesamowicie silną miłością i dumą, a cała jej postawa pokazywała że będzię bardzo za mną tęsknić. Odmachała mi i starła pojedyńcze łzy, które wkradły sie na jej twarz.
Zajełam wyznaczone miejsce i rozejrzałam się wokół. Wszystko było urządzone w btązowych, cielistych i waniliowych kolorach, co nadawało całości przyjemny klimat.
Dzień dobry, drodzy pasarzerowie! Dziękujemy za wybranie naszych linii lotniczych i życzemy udanego lotu.- rozległo się z głośników. W tym samym momencie wyszła miła strewardessa i zaczeła tłumaczyc co do czego służy i tak dalej.
Wyjrzałam przez okno. Samolot zaczął się powoli wzbijać w powietrze. Chwile pózniej widzam już piękny krajobraz Anglii. Mleczno białe chmury leniwie poruszały się po niebie, a słońce świeciło lekko swoje promykami. Uśmiechnełam się sama do siebie.
I oto jest. Dorosłe życie stoi przede mną otworem razem z przyjemnościami i problemami jakie ze sobą niesie.
Siadłam wygodniej i wyjełam książkę. - „Ania z Zielonego Wzgórza" - mruknełam cicho do siebie. Wiem że w moim wieku już się nie czyta takich książek, ale to jest jedyna książka, dzięki której czuje spokój. Kiedyś tata mi ją często czytał. Może to dla tego była dla mnie taka wyjątkowa? Nie wiem ale sądzę że mogłoby mieć wpływ na moje uwielbienie do lektury.
12 godzin pózniej ...
W końcu. Samolot powoli schodzi do lądowania, a moje oczy łapczywie patrzą na wszystko, co się dzieje z oknem. Samochody, budynki, ludzie, to wszystko wygląda tak samo a jednak inaczej.
Dziękujemy za przelot nasze liniami. Mamy nadziejęje że miło upłyneła państwu podróż. - rozległo się z głośników, po czym każdy zaczął wstawac i kierować sie do wyjścia z samolotu.
Moje nogi już nieco zdrętwiały od siedzenia ale radość i podekscytowanie wzieło góre nad zmęczeniem.
Po odebraniu walizek wyszłam z lotniska szybko złapałam taksówkę i podałam dokładny adres.
Po dotarciu na miejsce odebrało mi mowe. New York University był wielkim budynkiem. Wokół zajmujący się kręcili się studenci oraz profesorowie, którzy załatwiali coś w gmachu.I ja będę tu uczęszczać. Dalej nie mogę w to uwierzyć.
Tuż koło budowli znajdował się akademik, w którym będę na razie mieszkać. Weszłam zrobić to. Tu również wszędzie kręcili się studenci.
-Pokój 352, pokój 352- mruczałam przeciskając się przez tłum i wypatrując mojego pokoju.
-W końcu! - krzyknełam przed drzwiami. Powoli je otwożyłam.
Od razu po wejściu po prawej stronie była kuchnia a ciut dalej toaleta. Dosłownie na wprost był nie wielki ale przytulny salon. Po drugiej stronie były dwa pokoje.
-Hej- aż podskoczyłam kiedy zobaczyłam ciemno skórą dziewczynę z kręconymi blond włosami, ktora właśnie wyszła z jednego z pokoii.
-Hej- odpowiedziałam
-Jestem Sofie- wystawiła rękę
-Miranda- uścisnełam ją lekko.
-Wygląda na to że będziesz mieszkać-
-Nie na wygląda-
-dobra, to ty się nie krępuj rozpakuj się i tak dalej a ja idę zrobić jajecznice. Też chcesz? -
-Po prosze, dosłownie umieram z głodu- uśmiechnełam się co odwzajemniła.
-Okej. Jak coś, potem będę mógł ci pomóc -
-Dzięki-
Coś czuje że polubię dziewczyne dziewczyne.
~~~~~~~~~~
Hej, to moja pierwsza opowieść więc mam nadzieję że przyjmiecie ją miło.
Zostaw coś po sobie
Do następnego
