1. Nie ma przypadków, są tylko znaki.

371 15 1
                                        


 Skończyłam studia, mam 22 lata, czas na jakieś konkrety.

Praca? Może kolejne studia? Magisterka w podobnym kierunku, podyplomówka z trychologii? Na cokolwiek się zdecyduję – muszę się przeprowadzić, przecież w moim „mieście" nie ma na co liczyć.

Póki jestem młoda i mam chęć pójdę jeszcze na studia, może zacznę je łączyć z pracą... Gdańsk i trychologia? A może wyjadę do Krakowa i zacznę życie zupełnie na nowo... Jestem introwertykiem, ale nie samotnikiem, samotności chyba nie zdzierżę. Może Warszawa? Zawsze pociągały mnie większe miasta, wiele możliwości i ulice tętniące życiem nawet po 22.

Właściwie... czemu nie, mam tam kilka znajomych osób, może uda mi się z kimś z nich zamieszkać. Kierunek na pewno jakiś znajdę. Zadzwonię do Luny, ostatnio coś mówiła, że współlokatorzy działają jej okrutnie na nerwy.

- Hejka, co tam, masz chwilę?

- No hej Sandra, fajnie, że dzwonisz, ale pozwól, że oddzwonię za chwilę. Dopiero weszłam do domu, jak zwykle cała przemoczona i zdyszana, rozpakuję zakupy, wysuszę się i dam znać!

- Spoko, chciałam zapytać o współlokatorów, myślę o przeprowadzce...

- Czekaj! CO? GDZIE? DO WARSZAWY? O cholera, kiedy, czemu? Poprawiłaś mi wieczór! Gdzie będziesz mieszkać? Szukasz tu pracy czy co? Będziemy razem piły, to jest plan!

- Spokojnie! To tylko pomysł, mam mały zarys w głowie, nie wiem do kiedy masz umowę, ale pomyślałam, że możemy nawet razem zamieszkać, duet z nas wybuchowy, ale chyba nie wysadzimy domu. Idź się przebierz pechowcu, bo się przeze mnie rozchorujesz!

- OMG JASNE! Mów mi tylko...

2 miesiące później, dworzec, Warszawa Centralna

Boże, czy ja podjęłam na pewno dobrą decyzję.. przecież ten kierunek studiów nie jest w moim typie, nikomu jeszcze o tym nie powiedziałam, boję się reakcji. Dam sobie radę w dużym mieście? Ciekawe czy poznam kogoś ciekawego. O, ile dzieciaków przede mną, brrr, jak ja nie lubię dzieci... Gdzie ta Luna? Miała mi pomóc z tymi torbami... - tyle myśli w jednej chwili zajmowało moją głowę

- Halo! Gdzie tak pędzisz - usłyszałam znajomy zdyszany głos - nie mogę Cię dogonić, dawaj walizy i przywitaj się tu ze mną! Już teraz jesteś skazana na moje towarzystwo czy Ci się to podoba czy nie!

- Głupek! Hej! Ale się cieszę! Jakieś plany na dziś? Jak pomożesz mi się rozpakować to szybciej wyskoczymy gdzieś!

- No pewnie, masz to jak w banku! A o miejsce się nie martw, ja już coś znajdę! Boże, te bachory jechały z Tobą? - Obie nie cierpiałyśmy dzieci. Małe, wrzeszczące stworzenia.

- Na szczęście nie, weźmy taksówkę, ja zapłacę, jestem zmęczona już tą komunikacją..

Wieczorem wyszłyśmy do baru, piłyśmy, rozmawiałyśmy. Bardzo mi się podobała atmosfera, ludzie byli otwarci i uprzejmi, mega tolerancyjni mimo różnych kolorów skóry i języków – nikt na siebie nie warczał, w przeciwieństwie do trzody dziejącej się w mniejszych miastach, w których miałam „przyjemność" mieszkać. Poszłyśmy potem na karaoke, dałyśmy niezły popis, ale to głównie wina ilości wlanego w siebie alkoholu, trochę przesadziłyśmy z jego ilością...

Koło 1 w nocy wracałyśmy do domu piechotą, liczyłyśmy, że dzięki temu szybciej wytrzeźwiejemy. W końcu rano każda z nas musiała stanąć na nogi i być w formie na pierwszy dzień studiów. Minęłyśmy jakiegoś dzieciaka, zaśmiałyśmy się znów, że nawet w nocy nękają nas te maluchy i... olśniło mnie, kurwa. Jest środek nocy, co do cholery. Zawróciłam momentalnie i podeszłam zostawiając Lunę.

- Cześć, mam na imię Sandra, a Ty? Dlaczego o takiej porze idziesz sam, zgubiłeś się?

- Yyy.. Tata mówił, żebym nie rozmawiał z obcymi.

- Słusznie, masz mądrego tatę, chociaż w kwestii gadania, a gdzie on teraz jest? Powiedz jak się nazywasz, co się stało? - pytałam dalej

- Staś, mam ma imię Staś. W sumie trochę nabroiłem w domu, chciałem się schować przed tatą jak wróci i wyszedłem na spacer, ale pomyliły mi się uliczki i...trochę się zgubiłem. Możesz zadzwonić do taty? Przyjedzie po mnie? - dzieciak kompletnie przestraszony, widać, że dobrze mu z oczu patrzy i jest opanowany jak na sytuację w której się znalazł, sympatyczny z twarzy.

- Okej, znasz numer do niego? Zmarzłeś? Chodź z nami, mieszkamy 3 minuty drogi stąd, zrobimy Ci ciepłą herbatę i tata przyjedzie, na pewno się martwi.

- Znalazła się dobroduszna, przypominam, że rano musisz wstać... - wtrąciła się Luna.

Wzięłyśmy Stasia do siebie, zrobiłam mu kanapki i herbatę, dawno tak szybko nie wytrzeźwiałam. Do ojca zadzwoniłam, oczywiście zmartwiony szukał syna, najpierw mu nawtykałam o odpowiedzialności, a dopiero na koniec podałam swój adres. Jeszcze trochę go pouczę jak przyjdzie, nie będzie tak łatwo, co to za ojciec, który zostawia samo dziecko w domu, a gdzie była matka tak poza tym?

W tym czasie Luna poszła spać, wcale jej się nie dziwię, że była trochę zła na mnie, ale...mam dobry uczynek na koncie. Dzieciak się trochę otworzył, porozmawialiśmy, polubiliśmy się, nawet mnie przytulił.

2:40, dzwonek do drzwi

Staś wcześniej położył się w moim pokoju, przykryłam go kocem i gotowa na starcie oraz pierwszy monolog umoralniający (sprawdzę się czy faktycznie nadaje się na swoje studia...) idę otworzyć drzwi.

- Dobry wieczór, wie Pan co mogłoby się... - spojrzałam na niego i zamarłam. To nie może być prawda, przecież... Te ciemne oczy, ta trzydniowa broda i uśmiech... 

- Dobry wieczór, Rafał jestem. Dziękuję Pani za zaopiekowanie się młodym. Przysięgam, że taka sytuacja się nie powtórzy, to pierwszy i ostatni raz, niech Pani zachowa to dla siebie, proszę tego nigdzie nie zgłaszać.

O kurwa, zaraz zaraz, co się dzieje. To moja pierwsza noc w tym mieście i czy w moich drzwiach w środku nocy stoi Rafał Trzaskowski? Czy jego syn śpi w moim łóżku? Zamknij buzię i mu odpowiedz kretynko...

- A więc tak to wygląda, to nieźle... słabo u Pana z odpowiedzialnością chyba. Proszę wejść, zrobiłam Stasiowi kanapki, wypił herbatę, ogrzał się. Szedł główną ulicą, niech Pan się cieszy, że zainteresowałam się nim ja, a nie policja czy jakiś psychol. - dobrze, że ułożyłam sobie wcześniej co mam powiedzieć, choć moje nawtykanie nie wyszło ani trochę.

- Wiem wiem, naprawdę to jednorazowa sytuacja... Mogę go wziąć? Gdzie on jest?

- Proszę, ten pokój po prawo, tylko ostrożnie, śpi.

- Dziękuję jeszcze raz. Nie wiem jak się odwdzięczę. - wszedł do pokoju i obudził młodego, skierowali się ku wyjściu, więc postanowiłam się pożegnać

-  Cześć Stasiu - przytulił mnie znowu, cóż. - A co do odwdzięczania się, proszę pilnować syna to wystarczy, dobranoc.

- Dobranoc - Odpowiedział Rafał przekraczając próg z dziwnym uśmiechem, a może to ja sobie dopowiedziałam...

Nie mogłam długo zasnąć. Jeszcze 2 lata temu byłam w nim szaleńczo zakochana, dałabym się zabić za takie spotkanie, chwilowe, gdziekolwiek. Tymczasem teraz on po prostu był w moim domu, a jego syn... O Boże, powinnam powiedzieć Lunie? Może lepiej nie, ona sama długi czas leczyła mnie z tego uczucia. Czas spać.

***

Rano wstałam totalnie niewyspana. Jadłyśmy z Luną śniadanie rozmawiając o tym co nas czeka pierwszego dnia. Nie chciałam wnikać w szczegóły z nocy, powiedziałam, że dzieciak bezpiecznie odebrany. Ona nie stresowała się aż tak jak ja, w końcu nowy kierunek, nowi ludzie, nowe miasto, eh... Dostałam SMS-a. zwykle nie używam telefonu w czyimś towarzystwie, ale teraz każda nowa informacja z uczelni mogła być na wagę złota.

673 873 291

Dzień dobry. Jak się mogę Pani odwdzięczyć? Proponuję popołudniową kawę i spacer. Będę miał okazję się trochę wytłumaczyć. A jeśli zmieni Pani o mnie zdanie to może też zaliczymy kolację. RT

- Sandra co jest? Mówię do Ciebie... coś się stało? - spojrzałam przerażona na Lunę. Chyba jednak będę musiała jej się przyznać.

Oops I trzask it again...Where stories live. Discover now