Leciutka wyspa, niby na kałuży
płytkiej, co niepłytka łza wyżłobiła
Nie widać brzegu, mgła oka nie zmruży
pyłem zlepiła, w dym ustanowiła
wszystkie jasne, znane drogi podróży
Jest przejrzeć mgły knieję, co wszystko skryła
niemożliwym. Kto w tę gorzkość wkroczy, w biel?
Śmiało! Każdy w wyspie zagubi się mgieł.
Wznosi się cicho sfera drżeń mogilnych
snuje bezdenne, ostygłe istnienie
Szeptowi nie przyjdzie rozwiać mgieł zimnych
otulają co do jednego tchnienie.
Tu głodzi nas przestrzeń ciał naszych dymnych
i lęk niepewności nęcący ciemię —
tu jesteśmy swoim nieprzyjacielem
wpatrzeni zawsze w samotne topiele
*
₁₄ ₓ ₂₀₂₀
YOU ARE READING
ataraksja bachiczna
Poetrysłowa bez duszy, puste jak znicze na zapomnianych grobach
