Utwór Od Serca

345 7 0
                                        

Pogniecione i zapisane kartki walały się po całym biurku wykonanym z ciemnego, lakierowanego drewna. Spod ich stert wystawała niewielka, wygasająca już lampka, której lekkożółty blask ledwo co oświetlał niewielką część i tak już małej sypialni nie lepiej niż zwykła świeczka. Reszta pomieszczenia byłaby skąpana w mroku, gdyby nie lśniący jasno tej nocy księżyc. Jego blask przedzierał się przez starą, koronkową firankę, wpadając do pokoju. Pachniało drewnem i papierem. Wszechobecną ciszę przerywał od czasu do czasu odgłos smyczka przesuwającego się po strunach skrzypiec, potem skrobania długopisu po kartce, następnie kilkukrotne powtórzenie melodii, a w końcu zmęczone westchnięcie. Przy biurku siedział młody chłopak i usilnie próbował coś skomponować.

Jego oczy, na co dzień ciepłe i brązowe, teraz były zaczerwienione od pracy w nikłym blasku żarówki. Włosy, koloru czekolady, miał zmierzwione i w nieładzie. W zamyśleniu stukał cienkimi palcami o biurko. Mimo późnej pory i małej ilości energii Arthur, bo tak się nazywał, nie mógł pozwolić sobie na sen. Spojrzał za okno, gdzie na nocnym niebie królował księżyc, wierny towarzysz nieszczęśliwych artystów i zagubionych ludzi. Jego światło dotknęło szafki, gdzie stał zegar, trochę książek i zdjęcie w ramce. Przedstawiało ono na pozór zwyczajną klasę - paru futbolistów, irytującą parkę, kujonkę, znanego wszystkim dziwaka (którym oczywiście był Arthur) oraz... ją. Piękną. Popularną. Wspaniałą.

Miała na imię Lauren. Jej błękitne, wesołe oczy sprawiały, że Arthurowi chciało się żyć, a dla jej malionwych ust mógłby przepłynąć ocean. Na zdjęciu były rozciągnięte w uśmiechu. Ach, ile by oddał, żeby ten uśmiech został kiedyś skierowany prosto do niego... Chłopak zdjął zdjęcie z półki i zaczął z urzeczeniem przyglądać się ślicznej, krótkowłosej dziewczynie. Powiódł wzrokiem po jej zgrabnej i kształtnej sylwetce. Chłopcy w jego szkole w pierwszej kolejności zawsze kierowali swój wzrok właśnie na biodra i piersi dziewczyny, ale Arthur nie myślał o niej w ten sposób. Gdyby tylko mógł, traktowałby ją jak księżniczkę. Gdyby tylko nie był klasowym dziwadłem...

Ale postanowił to zmienić. Chciał spróbować przekazać jej to, co czuł. A nie było lepszego sposobu, niż muzyka. Planował dać jej coś, czego słowami nie dało się ująć. Od dłuższego czasu próbował tworzyć utwór właśnie dla Lauren. Nie wychodziło mu to zbyt dobrze, a każdy pomysł po chwili lądował na stercie śmieci. Westchnął i pokręcił głową. Ostatnia próba. Tym razem musi wymyśleć coś na tyle dobrego, by mogła to usłyszeć jego ukochana. Wziął skrzypce w dłoń i skupił się. Tykanie zegara było jedynym dźwiękiem, ale nie zwracał na nie uwagi. Teraz liczyła się tylko muzyka. Niech jego utwór opowie wszystko, co czuł. Niech będzie jak książka, wiersz albo list. Raz po raz zaczął wygrywać poszczególne melodyjki, po czym zapisywał coś na pięciolinii. Tworzył historię.

- Znowu zamierzasz zarwać noc? - za plecami chłopaka rozległ się czyjś głos.

Z mroku wyłonił się nieco starszy od Arthura młodzieniec. Złotawy blask lampki oświetlił jego przystojną, naznaczoną kilkudniowym zarostem twarz, gdy pochylił się nad biurkiem młodszego i z lekkim rozbawieniem spojrzał na porozrzucane wszędzie kartki.

- Powinieneś przestać prowadzić nocny tryb życia - kontynuował, uśmiechając się z lekka.

Był to starszy brat Arthura, Bradley. Jego jedyny przyjaciel, któremu zawsze mógł ufać. Różniło ich pięć lat, ale mimo tego wspaniałe się dogadywali. Sprzeczki między nimi zdarzały się niezwykle rzadko.

- Nie tym razem - młodszy odwzajemnił uśmiech. - Udało mi się stworzyć coś dobrego.

- Mam rozumieć, że chcesz jej to zagrać?

- Spróbuję... Jeśli uda mi się nie spłonąć ze wstydu - mruknął Arthur.

- Będzie dobrze, mówię ci. Ani się obejrzysz, a będzie twoja - mówił Bradley.

Wolne One ShotyHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora