-Prolog-

6 1 0
                                        

Nowy Jork, 12 Maja 1928 Roku

Nicholas siedział na swoim ulubionym skórzanym fotelu, popijając whisky z lodem i spoglądając w tlący się kominek . Wsłuchiwał się w nuty „Take me to the land of jazz", które leciały gdzieś za nim.

-Joanne, idę wyprowadzić Felixa na dwór. Będę za dwadzieścia minut.

-Tylko się nie spóźnij.-Podeszła do niego i złożyła lekki pocałunek na jego wargach.-Kocham cię.

-Też cię kocham, za dwadzieścia minut będę z powrotem.- Założył swój szyty na miarę płaszcz, zawołał psa i wyszedł z mieszkania kierując się po klatce schodowej na dół, a następnie do parku po drugiej stronie ulicy. 

Zdarzały się w jego życiu momenty kiedy myślał, że cała jego dwudziestotrzyletnia egzystencja nie ma sensu.Miał piękną narzeczoną, która kochała jego i wydawało się, że on kocha ją. Świetną pracę, która dawała mu wystarczającą płacę aby utrzymać rodzinę, którą razem z Joanne chcieli założyć. Jednak w jego duszy nadal czegoś brakowało. Nie wiedzieć jednak czego. Potarł swoje zmarznięte dłonie, gdyż ten wieczór okazał się wyjątkowo chłodny i zagwizdał, chcąc zawołać swojego psa, ten jednak nie wracał, przez co Nicholas musiał wejść w ciemny zakamarek parku, którego lampy nie oświetlały. Felix leżał na ziemi i obserwował przez chwilę właściciela, po czym przeniósł wzrok na coś za nim. Nicholas odwrócił się i napotkał dwóch mężczyzn ubranych na biało.

-Mogę w czymś pomóc panowie?. - Zapytał robiąc krok w tył i chowając czerwone z zimna ręce do kieszeni w płaszczu.

-Witaj Nicholasie, wybacz późną porę ale byliśmy trochę zajęci. Jestem Mark, a to jest Spencer. -Odezwał się ten wyższy i podszedł jeszcze bliżej.-Mamy parę spraw do obgadania i trzeba się śpieszyć bo nie ma czasu.

-Panowie wybaczą ale nie wiem kim jesteście, więc pozwolicie, że wrócę do domu. Narzeczona czeka z kolacją i zapewne się niepokoi. 

- Nie ma takiej możliwości drogi Nicholasie, byś wrócił do domu. Maeve na nas czeka. Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie, ale teraz naprawdę trzeba już ruszać.- Mężczyzna, którego Nicholas zapamiętał jako Mark'a wyciągnął z pod marynarki broń. Nicholas zaczął się cofać, póki nie natrafił na ceglaną ścianę, kończącą uliczkę. Nie miał już żadnej drogi ucieczki, przed strzałem. Mark strzelił w jego stronę, a oczy Nicholasa zamknęły się bez ponownej możliwości otworzenia. No cóż ... przynajmniej nie w tym życiu.


  N.A.N.M

The Ghost BoyStories to obsess over. Discover now