Prolog

28 4 6
                                        

Zmierzchało. Nad budynkami Miasta zachodziło słońce, robiło się ciemno. Szum samochodów powoli ustawał, ludzie wracali do ciepłych i bezpiecznych domów, by odpocząć po ciężkim dniu.

W zapadającej szybko nocy rozbłysły latarnie uliczne rozpraszając mrok. Posadzone przy niewielkim skrzyżowaniu drzewa szeleściły na wietrze, zrzucając przy tym resztki pożółkłych liści. Jesień powoli ustępowała miejsca zimie.

Wtem na granicy rzucanego przez latarnie światła, u wylotu jednej z bocznych uliczek coś się poruszyło. Niewielki wychudzony kształt, przypominający bardziej ulotny cień niż żywe stworzenie przcupnął na skraju drogi. W blasku ulicznej lampy zamigotała para zielonych oczu. Kot rozejrzał się strzygąc uszami, po czym machnął ogonem w stronę z której przyszedł. Z zaułka wysunął się kolejny pyszczek. Za głową ze schronienia wychynęła reszta szczupłej, również wychudzonej kotki, która po chwili dołączyła do towarzysza.

- Dlaczego się tak kulisz, braciszku? Nikogo tu nie ma, rozluźnij się trochę! - na słowa siostry młody kocurek drgnął.
Bez słowa wstał, rozejrzał się jeden ostatni raz i przeszedł przez jezdnię z podkulonym pod siebie ogonem.

Wysoka kotka przewróciła niebieskimi oczami i również przeszła na drugą stronę ulicy, kręcąc niespokojnie głową. Chwilę po tym, gdy jej łapy znów dotknęły chodnika, za jej plecami z głośnym rykiem przejechał samochód.

- Było blisko. Powinnaś bardziej uważać! - mruknął lekko spanikowany zielonooki. Był nieco niższy i bardziej krępy od smuklejszej siostry, dlatego ostrzegawcze spojrzenie, którym ją spiorunował nie przyniosło porządanego efektu, a jedynie parsknięcie śmiechu.
Próbował zachować powagę, ale już po chwili on też się uśmiechał - Ciebie to bawi?

- Wyobraź sobie, że tak, mruku!

Kotka dała bratu kuksańca i ruszyła chodnikiem dalej, machając rytmicznie długim, grubym ogonem.

Niższy przewrócił oczami i chciał za nią podążyć, jednak zamiast tego uniósł głowę do góry i zawęszył. Odwrócił się w stronę stojącej kawałek dalej siostry i zawołał z niepokojem:

- Czuję krew!

- Hę? Krew? Jesteś pewien?

- Tak! Sama sprawdź!

Niebieskooka rozchyliła pysk i posmakowała powietrze - Masz rację - stwierdziła, otwierając szerzej oczy.

- Jak myślisz, co to?

- Nie mam pojęcia... Może to tylko szczur. Powinniśmy wracać.

Jednak kotka pokręciła głową. Rozejrzała się i jeszcze raz zawęszyła.

- Zapach dochodzi z tamtąd - oświadczyła, wskazując koniuszkiem ogona w stronę oddalonej o kilka metrów uliczki, ciemnej i obskurnej, po czym bez słowa ruszyła w tę stronę.

- Nie powinniśmy tam wchodzić! Nawet nie wiesz, co to!

Kocurek próbował odwieść siostrę od pomysłu sprawdzenia źródła zapachu, jednak jego próby spełzły na niczym. Po raz ostatni otworzył pysk, by wyrazić swój sprzeciw, ale zrezygnował widząc niebieskooką u wejścia stojącą już u wejścia do ów ciasnego zaułku. Jęknął cicho i ruszył w stronę kotki, która w tym czasie zdążyła postawić kilka kroków w głąb uliczki. Brat stał u wejścia, wachając się jeszcze chwilę, by po kilku sekundach chwiejnym krokiem podążyć za idącą pewnym krokiem siostrą w głąb zaułku.  Zapach krwi był coraz silniejszy.
Panowała tu upiorna i nienaturalna cisza przyprawiająca o dreszcze dwójkę młodych kotów.

Bez pamięciStories to obsess over. Discover now