Krople deszczu uderzały o szybę samochodu. Lucjan podpierał dłonią brodę i patrzył tępo w szybę. Policjant siedziący z przodu pukał palcem w kierownicę. Mruknął coś niezrozumiale. Stali w miejscu. Nie mogli ruszyć, bo był jakiś wypadek na drodze, chyba śmiertelny.
Chłopak zastanawiał się jak długo będzie tu siedział. Mieli jechać na komisariat, gdzie przyjadą rodzice. Będą źli. Widział już wściekłe oczy taty i zmartwioną minę mamy, kiedy będą z nim rozmawiać.
,,Już kompletnie zwariowałeś! Co to miało być do cholery jasnej?!,, słyszał głos taty w głowie. Jak miał im to wytłumaczyć?
Policjant odwrócił się. Zmierzył go wzrokiem. Wyglądał nawet przyjaźnie, taki typowy pulchny pan glina zajadający donuty.
-Młody zostań, idę się rozejrzeć-rzucił krótko i wyszedł.
Lucjan nie mógł uwierzyć własnym oczom. Zerwał się. Ten gruby jest naprawdę głupi. Zostawił go tu z otwartymi drzwiami. Wyglądało to podejrzanie. Wiezie złodzieja i zostawia mu otwarte drzwi...
Chłopak nigdy nie przepuszczał okazji i szarpnął klamką starego wozu. Drzwi otworzyły się. Był wolny. Ostrożnie wyszedł i zamknął je cicho. Wyjrzał zza samochodu. Ci najbliżej byli oddaleni o jakieś piećdziesiąt metrów, odwróceni do niego plecami.
Jakie szczęście. Zarzucił plecak i najpierw skradając się, powoli ruszył. Przyspieszył, gdy wszedł na pole i truchtając rozejrzał się za schronieniem. Parę domów stało niedaleko, wyglądały na opuszczone. Założył kaptur. Całkiem już przemókł i było mu zimno.
Po kilku minutach doszedł do jednego z domów. Stanął przed zawalonym płotem. Budynek był ogromny. Okna były powybijane, a ściany pokryte graffiti. Lało coraz mocniej. Wahał się. Przestąpił z nogi na nogę. Buty całkiem przmokły.
Wszedł do domu.
Rozejrzał się, tu przynajmniej nie wiało. Dom był jeszcze straszniejszy w środku. Ściany miały pozdzierane tapety i pełno chuligańskich napisów. Przejechał dłonią po małym stoliczku. Warstwa kurzu unosiła się w powietrzu. Usiadł i zdjął buty żeby wydrzymać skarpetki. Wiedział, że najpierw należałoby przeszukać budynek żeby przypadkiem nie natrafił na bezdomnego albo bandę dzieciaków, ale nie mógł wytrzymać ani chwili dłużej w mokrych butach, chlupoczących gdy chodził.
Wstał i poszedł korytarzem. Schody były zawalone i nie dało się po nich wejść. Przeszedł wejściem do innego pomieszczenia, które poprzednio było kuchnią.
Wył wiatr. Chłopak tego najbardziej nienawidził. Pamiętał jak bał się całe dzieciństwo, tego okropnego wiatru. Wydawało mu się wtedy, że to duchy. Teraz wiedział, że to nie prawda, pomimo tej wiedzy zawsze dostawał gęsiej skórki.
Podniósł jakiś garnek i niedbale odrzucił go widząc, że jest bezużyteczny. Pokręcił się chwilę po kuchni. Nie dostrzegając w niej niczego ciekawego poszedł do najbliższego pokoju. Tu na szczęście nie wiało. Na ścianach wisiały fotografie. Lucjan szedł patrząc na twarzy ludzi.
Wszyscy na czarno-białych zdjęciach mieli ponure miny. Jakaś pani, która wyglądała jak gburowata nauczycielka. Dwójka dzieciaków, bliźniaki w identycznych strojach siedziało wpatrując się tępo w obiektyw. Chłopak zadrżał. Wyglądali niemal jak martwi. Inny mężczyzna jako jedyny miał przerażoną minę. Tak wykrzywiony. Okropny.
Odwrócił się od paskudnych zdjęć. Usłyszał trzask drzwi. Może to wiatr. Wątpił w to. Westchnął i podążył za hałasem.
Wyszedł na inny korytarz. Nie wiało tu. Powietrze było wręcz zatęchłe. Drzwi po jego lewej otworzyły się. Potem zamknęły. Piekielnie skrzypiały. Znowu się otworzyły tym razem zamierając, gdy chłopak je złapał.
-C..co?!- powiedział do siebie oglądając upiorne drzwi. Nie było w nich nic nadzwyczajnego. Poprostu drzwi.
Wyrwały mu się i znowu się zamknęły. Tym razem zmroziło mu krew w żyłach. Nie było żadnego mechanizmu. Przedmiot powtarzał to samo w kółko. Skrzypnięcie, trzask, skrzypnięcie, trzask.
Cofnął się nie rozumiejąc co się dzieje. Skoczył do przodu i biegł. Omal się nie wywrócił, gdy mijał kuchnię.
Zdyszany stanął w zupełnie innym miejscu. Rozejrzał się zdezorientowany. Bardzo podobny korytarz do tego z obrazami jednak tutaj kończył się schodami. Nie myśląc długo wbiegł nimi na wyższe piętro i łapiąc się futryny zahamował.
-Wy to zrobiłyście?!-wrzasnął. Trójka dziewczyn siedzących przy oknie podskoczyła. Po chwili zerwały się.
-Cooo?!- kudłaty, mały pies wyrwał się najmłodszej i szczekając chciał na niego skoczyć, ale zdążyła go złapać.
Blondynka zaklęła.
-Taki moment! Wszystko musisz zepsuć! Gdzie to było?- krzyczała, chłopak kompletnie nic nie rozumiał.
-Co było?
-Duch, powalony idioto! - zimno wpatrywała się w niego. Wycofał się zerkając za siebie.
-Nie bój się jej.-mruknęła rozbawionym tonem ta w czapce z daszkiem siedząca na parapecie.
-Daniela!-warknęła na nią dziewczyna w jasnych włosach. Daniela wzruszyła ramionami i zerknęła na nią. Jej szare oczy mignęły spod granatowego daszku.
~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że się podobało :) Postaram się wrzucać codziennie kawałek.
YOU ARE READING
Tylko do świtu
AdventureNastoletni chłopak Lucjan, został kilka razy złapany na ucieczce ze szkoły. Tym razem było gorzej, złapali go na kradzieży. Na pewno dostałby srogą karę, gdyby nie uciekł i schował się w opuszczonym domu. Trafia tam na grupę nastoletnich poszukiwacz...
