NADIA
Wybiegam z budynku ze łzami w oczach, nie oglądając się za siebie ani przez sekundę. Chłodne powietrze uderza mnie w twarz, ale nie przynosi ulgi. Wciąż mam wrażenie, że duszę się własnym oddechem, jakby wszystko, co wydarzyło się przed chwilą, zostało ze mną i nie zamierzało pozwolić mi odejść. Słyszę stukot własnych obcasów odbijający się od chodnika, a każdy kolejny krok wydaje się rozpaczliwą próbą oddalenia się od miejsca, w którym po raz kolejny przekroczono granicę, której nikt nigdy nie miał prawa przekroczyć. Zaciskam palce na pasku torebki i przyspieszam, choć nogi mam ciężkie jak z ołowiu. Chcę tylko dotrzeć do samochodu. Zamknąć drzwi. Zasłonić się nimi przed całym światem i choć przez kilka minut udawać, że jestem gdzieś indziej.
Kiedy w końcu znajduję się przy aucie, drżącymi dłońmi wyciągam kluczyki. Nie trafiam nimi w zamek. Próbuję ponownie. Tym razem również bezskutecznie. Przeklinam cicho, czując, jak kolejna łza spływa po policzku. Jeszcze kilka minut temu zrobiłabym wszystko, żeby nikt nie zobaczył mnie w takim stanie. Teraz nie ma to już żadnego znaczenia. W końcu udaje mi się otworzyć drzwi i niemal wpadam do środka. Zatrzaskuję je za sobą, a cisza panująca we wnętrzu samochodu natychmiast wydaje mi się dziwnie głośna.
Opieram głowę o zagłówek i zamykam oczy.
Przez chwilę próbuję po prostu oddychać.
Wdech.
Wydech.
Jeszcze raz.
Nic z tego.
Łzy zaczynają płynąć coraz szybciej, aż w końcu przestaję je powstrzymywać. Zakrywam twarz dłońmi i pozwalam, żeby wszystko, co przez ostatnie godziny trzymałam w sobie, wreszcie ze mnie wypłynęło. Ramiona drżą mi od tłumionego szlochu. Czuję pieczenie pod powiekami i ten znajomy, ciężki ucisk w klatce piersiowej, który pojawia się zawsze wtedy, gdy emocje stają się zbyt duże, żeby pomieścić je w środku.
Na wspomnienie jego twarzy robi mi się niedobrze.
Nie chcę jej pamiętać.
A jednak pamiętam każdy szczegół.
Jego spojrzenie. Ton głosu. Pewność siebie człowieka, który od początku był przekonany, że może mieć wszystko, czego zapragnie. Mnie również.
Przełykam ślinę i odwracam wzrok w stronę bocznej szyby.
Najgorsze jest to, że wiem, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie sekretarka.
Ta myśl wystarcza, żeby po plecach przeszedł mi zimny dreszcz.
— Boże... — szepczę.
Nie chcę nawet kończyć tego zdania.
Nie chcę wiedzieć, co mogłoby się stać.
────────
Zawsze wpajano mi, że istnieją zasady, których w naszej rodzinie nie wolno łamać. Nieważne, czy mi się podobały, czy nie. Nieważne, czy rozumiałam ich sens. Miałam ich przestrzegać, bo takie było moje nazwisko, moje pochodzenie i moje miejsce.
Byłam Nadią Accardi.
Córką Francesco Accardiego — jednego z najważniejszych ludzi w kraju.
Od najmłodszych lat przypominano mi, że nazwisko, które noszę, jest jednocześnie przywilejem i obowiązkiem. Musiałam zachowywać się godnie, znać swoje miejsce, nie przynosić rodzinie wstydu i przede wszystkim być posłuszna. W naszej rodzinie nie zadawało się zbyt wielu pytań. Polecenia wykonywało się bez dyskusji.
YOU ARE READING
ZŁAMANE OBIETNICE
RomancePo tym, co mnie spotkało, sądziłam, że najgorsze już za sobą. Miałam nadzieję, że uda mi się zacząć wszystko od nowa. Istniał tylko jeden warunek, a jego podjęcie okazało się trudniejsze niż sądziłam... W świecie pełnym intryg i niebezpieczeństw, z...
