Rozdział 1

57.7K 985 82
                                        

NADIA

Wybiegam z budynku ze łzami w oczach, nie oglądając się za siebie ani przez sekundę. Chłodne powietrze uderza mnie w twarz, ale nie przynosi ulgi. Wciąż mam wrażenie, że duszę się własnym oddechem, jakby wszystko, co wydarzyło się przed chwilą, zostało ze mną i nie zamierzało pozwolić mi odejść. Słyszę stukot własnych obcasów odbijający się od chodnika, a każdy kolejny krok wydaje się rozpaczliwą próbą oddalenia się od miejsca, w którym po raz kolejny przekroczono granicę, której nikt nigdy nie miał prawa przekroczyć. Zaciskam palce na pasku torebki i przyspieszam, choć nogi mam ciężkie jak z ołowiu. Chcę tylko dotrzeć do samochodu. Zamknąć drzwi. Zasłonić się nimi przed całym światem i choć przez kilka minut udawać, że jestem gdzieś indziej.

Kiedy w końcu znajduję się przy aucie, drżącymi dłońmi wyciągam kluczyki. Nie trafiam nimi w zamek. Próbuję ponownie. Tym razem również bezskutecznie. Przeklinam cicho, czując, jak kolejna łza spływa po policzku. Jeszcze kilka minut temu zrobiłabym wszystko, żeby nikt nie zobaczył mnie w takim stanie. Teraz nie ma to już żadnego znaczenia. W końcu udaje mi się otworzyć drzwi i niemal wpadam do środka. Zatrzaskuję je za sobą, a cisza panująca we wnętrzu samochodu natychmiast wydaje mi się dziwnie głośna.

Opieram głowę o zagłówek i zamykam oczy.

Przez chwilę próbuję po prostu oddychać.

Wdech.

Wydech.

Jeszcze raz.

Nic z tego.

Łzy zaczynają płynąć coraz szybciej, aż w końcu przestaję je powstrzymywać. Zakrywam twarz dłońmi i pozwalam, żeby wszystko, co przez ostatnie godziny trzymałam w sobie, wreszcie ze mnie wypłynęło. Ramiona drżą mi od tłumionego szlochu. Czuję pieczenie pod powiekami i ten znajomy, ciężki ucisk w klatce piersiowej, który pojawia się zawsze wtedy, gdy emocje stają się zbyt duże, żeby pomieścić je w środku.

Na wspomnienie jego twarzy robi mi się niedobrze.

Nie chcę jej pamiętać.

A jednak pamiętam każdy szczegół.

Jego spojrzenie. Ton głosu. Pewność siebie człowieka, który od początku był przekonany, że może mieć wszystko, czego zapragnie. Mnie również.

Przełykam ślinę i odwracam wzrok w stronę bocznej szyby.

Najgorsze jest to, że wiem, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie sekretarka.

Ta myśl wystarcza, żeby po plecach przeszedł mi zimny dreszcz.

— Boże... — szepczę.

Nie chcę nawet kończyć tego zdania.

Nie chcę wiedzieć, co mogłoby się stać.

────────

Zawsze wpajano mi, że istnieją zasady, których w naszej rodzinie nie wolno łamać. Nieważne, czy mi się podobały, czy nie. Nieważne, czy rozumiałam ich sens. Miałam ich przestrzegać, bo takie było moje nazwisko, moje pochodzenie i moje miejsce.

Byłam Nadią Accardi.

Córką Francesco Accardiego — jednego z najważniejszych ludzi w kraju.

Od najmłodszych lat przypominano mi, że nazwisko, które noszę, jest jednocześnie przywilejem i obowiązkiem. Musiałam zachowywać się godnie, znać swoje miejsce, nie przynosić rodzinie wstydu i przede wszystkim być posłuszna. W naszej rodzinie nie zadawało się zbyt wielu pytań. Polecenia wykonywało się bez dyskusji.

ZŁAMANE OBIETNICEStories to obsess over. Discover now