Wozy wolno toczyły się, koło za kołem, obładowane najróżniejszymi towarami. Woły ryczały, narzekając na palące słońce, które niemiłosiernie świeciło u szczytu swej wędrówki. Kupcy znów planowali kolejną wyprawę po całym kontynencie, na szczęście już bez twojego udziału.
Szłaś powoli z boku karawany, przymrużając oczy, z założonymi za głowę rękami. Po sześciu latach nieustannej podróży, walki z rozbójnikami, złodziejami, natrętami, nieuczciwymi handlarzami i wszelkimi innymi osobnikami, mogącymi zakłócić spokojny przebieg misji handlowej, wreszcie wracałaś do domu.
Słyszałaś plotki o tym, że wioska została zaatakowana, a Trzeci Hokage zginął, broniąc swoich ludzi przed Orochimaru. Bardzo żałowałaś, że nie mogłaś być na pogrzebie, by godnie go pożegnać. Przypomniałaś sobie te wszystkie chwile, gdy nacierał ci uszu za zbytnie zuchwalstwo, i uśmiechnęłaś się mimowolnie. Miły, dobry, starszy człowiek.
W końcu zauważyłaś swój cel. Bramy Wioski Ukrytego Liścia stały otworem, a dwóch shinobi pilnowało wejścia.
Gdy karawana wreszcie dojechała, natychmiast zabrali się za przeszukiwanie wozów. Pokiwałaś sennie głową, chwaląc w duchu ich przezorność, lecz była to tylko czysta formalność. Zdjęłaś z twarzy zbłąkany kosmyk swoich [kolor] włosów i ruszyłaś za kupcami. Teraz czas, by zapłacili. Obiecali spory procent od całego zysku z wyprawy, a wiedziałaś, że nie było tego mało. Co więcej, ostrzegłaś ich, że jeśli którykolwiek spróbuje oszukiwać Konohę, będzie miał z tobą do czynienia. A widzieli co potrafisz przez te sześć lat.
-- TIME SKIP --
Zastukałaś w drzwi prowadzące do gabinetu Hokage.
- Wejść! - Usłyszałaś mocny, żeński głos. Zdumiona uniosłaś brwi, ale posłuchałaś. Twoim oczom ukazała się postawna, pewna siebie kobieta o blond włosach związanych w dwie luźno zwisające kitki. Oczy Hokage były brązowe, pełne siły i determinacji. Natychmiast jednak jej duma znikła, gdy przywódczyni Wioski Ukrytego Liścia spojrzała na stertę papierów, w których tonęło biuro. Wyminęłaś zręcznie wszystkie stosy kartek i skłoniłaś się lekko kobiecie.
- [Imię] [Nazwisko]. Wypełniłam misję - powiedziałaś cicho i wręczyłaś dokument zawierający cel, przebieg i wynagrodzenie ze strony kupców. Tsunade sięgnęła po naczynie z sake i łyknęła zdrowo. Zakrztusiła się jednak, gdy doszła do kwoty, którą zyskała właśnie Konoha. Zakaszlała i spojrzała na ciebie niepewnie.
- Nie wkradł się żaden błąd? - Spytała zachrypniętym głosem.
- Nie, Hokage-sama. Osobiście dopilnowałam, aby wszystko się zgadzało - rzekłaś nieco znużona. Po takim czasie poza wioską naprawdę chciałaś już odejść do domu. Zauważyłaś jednak, że przywódczyni waha się jeszcze. Następnie zaczęła szukać czegoś w przestarzałych papierach zamkniętych w biurku, aż w końcu wyciągnęła twoją teczkę.
- [Nazwisko], jest coś, co muszę z tobą omówić. Z tego co jest tutaj napisane, twój dom został doszczętnie zniszczony przy ataku na Konohę, a z racji tego, że cię nie było, nikt nie kwapił się, by go odbudować - odchrząknęła zakłopotana i zmarszczyła brwi. - Co więcej wynika stąd, że twoi rodzice zginęli tuż przed twoją wyprawą, a Trzeci Hokage wysłał cię, byś nie mogła pogrążyć się w zbytniej rozpaczy. Jak się czujesz?
Zachowałaś obojętny wyraz twarzy, jednak głos zdradzał, że jesteś poirytowana.
- Hokage-sama, z całym szacunkiem, ale nie zamierzam o tym rozmawiać. Jeśli idzie o mój dom, mówi się trudno. Teraz wszystko, co pozostało mi po rodzicach, to dobre wspomnienia i moje życie - znów się skłoniłaś i odwróciłaś, zamierzając wyjść. - Będę musiała z kimś zamieszkać.
Westchnęłaś cicho i pchnęłaś drzwi.
-- TIME SKIP --
Cały twój dobytek znajdował się w dużym, [ulubiony kolor] plecaku, który niosłaś.
- A więc to tak - mruknęłaś do siebie, przemierzając wioskę. - Po tych wszystkich latach nie mam gdzie się podziać. Smutne.
Uśmiechnęłaś się zmęczona. Na szczęście za tę wyprawę wpadło ci niemało grosza do kieszeni, taki dodatek od kupców. Postanowiłaś zajrzeć do Ramen Ichiraku. Z całą pewnością miska gorącego dania ci pomoże. A przynajmniej nie zaszkodzi.
Kiedy tam dotarłaś, zauważyłaś chłopca o jasnych włosach, jedzącego ramen w niesamowitym tempie. Na blacie urosła już całkiem spora góra pustych naczyń. Obok niego siedział Jōnin o odstających we wszystkie strony srebrnych włosach i zasłoniętym ochraniaczem lewym oku. Shinobi z niemałym przerażeniem patrzył na blond chłopaczka, który z całą pewnością zjadł już więcej, niż sam ważył.
Przekrzywiłaś lekko głowę, poznając w starszym przedstawicielu płci męskiej Kakashiego, Kopiującego Ninja. Nie śpiesząc się podeszłaś do baru i usiadłaś na najdalszym stołku od nich. Jōnin spojrzał na ciebie, niby przypadkiem, ale zatrzymał wzrok na dłużej, jakby cię oceniał. Zignorowałaś go i zamówiłaś ramen i sake. Jedzenie było jak zwykle wyborne. Zabrałaś się za alkohol. Przez całą wyprawę tylko on dotrzymywał ci towarzystwa w samotne wieczory, kiedy to skończyłaś wartę, ale nie mogłaś spać. Pociągnęłaś zdrowy łyk i westchnęłaś, rzucając zmęczone spojrzenie na dwójkę innych klientów. Kakashi próbował powstrzymać podopiecznego od dalszego jedzenia.
- Oi, Naruto! Obiecałem, że zapłacę, ale nawet moje fundusze mają limit! - Powiedział lekko ochrypłym głosem.
- Ne, Kakashi-sensei! Obiecałeś, że jeśli będę dziś dobrze trenował, będę mógł zjeść ile chcę, a chcę jeszcze więcej! - Odparł chłopak i zamówił kolejną miskę. Uśmiechnęłaś się, słysząc to i kończąc swoje sake. Pochyliłaś głowę udając, że zastanawiasz się nad kolejnym zamówieniem, ale tak naprawdę chciałaś poznać zakończenie tej zwykłej na pozór sytuacji.
- Skończyłem! - Krzyknął Naruto odstawiając pustą miskę z westchnieniem. - Więcej nie zmieszczę.
- To dobrze, bo i tak wydam wszystkie swoje pieniądze - odparł Jōnin, smutnie kiwając głową.
-- Kakashi POV --
"Nigdy bym nie powiedział, że Naruto może zjeść aż tyle, a znałem go przecież już jakiś czas. Na moje nieszczęście wciąż rósł, więc jego apetyt dorównywał wygłodniałemu wilkowi. Co ja mówię! Żaden wilk nie jadłby tak wiele, ani nawet cała wataha."
Kiedy stos naczyń rósł, do baru dosiadła się kobieta o [Długość][Kolor] włosach. Przez chwilę przyglądała się nam swoimi [Kolor] oczami i zajęła się swoim jedzeniem. Ja natomiast wróciłem do Naruto. Z żalem wyciągnąłem pieniądze z zamiarem zapłacenia, gdy nagle przybyszka zatrzymała moją rękę.
- Zapłacę za was - powiedziała i wyłożyła dokładnie odliczoną zapłatę na blat. "Czyżby już od jakiegoś czasu liczyła, ile potrzeba pieniędzy?"
- Nie mogę tego zaakceptować, nie wypada - zacząłem z zakłopotaniem, ale ona mi tylko przerwała.
- Nie marudź, gdy ktoś za ciebie płaci - na jej znudzonej dotąd twarzy pojawił się zniewalający uśmiech. - My, shinobi (i kunoichi, jeśli ktoś bardzo lubi podział na męskich i żeńskich ninja), powinniśmy sobie pomagać.
Na mojej twarzy malowało się z pewnością zdumienie. Wymieniłem spojrzenie z Naruto, który do tej pory patrzył na kobietę z lekko otwartymi ustami. Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale kiedy przeniosłem na nią wzrok, napotkałem pustkę. Odeszła już całkiem spory kawałek, nim zdołałem wyłowić ją w tłumie. Jej wypchany, [ulubiony kolor] plecak wyróżniał ją lekko spośród ludzi. Potarłem kark, zastanawiając się nad jej zachowaniem. Właściciel Ramen Ichiraku zgarnął zapłatę, dziękując za wstąpienie.
