Deszcz, wiatr i mrok. Każdy dzień w miasteczku Richmont był podobny. Po chodnikach chodzili ludzie, po ulicach jeździły auta, a drzewa kołysały się w cichym tańcu. Przechodnie szli przed siebie, nie zatrzymując się choćby na chwilę. Zegar tykał wywołując presję, która rosła z sekundy na sekundę. Wszyscy się spieszyli. Gdzie?
Problem w tym, że nie wiedzieli. Pragnęli po prostu uciec od rzeczywistości, jednak ta nadal biegła za nimi. Mieszkańcy, choć wydawaliby się wspólnotą byli sobie całkiem obcy. Nikt nie zwracał uwagi na drugą osobę. Jedynie, gdy czerpał korzyści z wzajemnej racji.
Z nieba lały się łzy smutku i rozpaczy. Ciemność nadchodziła wielkimi krokami. Słońce odeszło, zabierając ze sobą barwy, teraz już szarego świata.
Pracownicy czekali na koniec zmiany, klienci na efekty spotkań. Każdy czegoś żądał, nie dając w zamian nic wartościowego. Każdy dążył do celu, depcząc komuś po piętach. Każdy chciał być widziany. Nikt jednak nie był sprawiedliwy.
Nikt nie szukał wsparcia, którego wszyscy potrzebowali...
_________________________
Ranek nastał bardzo szybko, powodując, że mrok schował się między koronami drzew. Wszystko powoli budziło się ze snu. Słońce nadal jednak ukryte było za ciemną kotarą. Climbersi, jak zawsze krzątali się w kuchni, robiąc przy tym niemałe zamieszanie. Na meblach stały puste opakowania, po różnego typu produktach spożywczych. Lodówka pikała, co oznaczało, że zbyt długo była otwarta. W powietrzu unosił się zapach spalenizny, a na stole stały puste talerze.
- Harry!- krzyknęła pani Climbers, wołając syna na śniadanie. Chłopak jako jedyny, preferował samotność. Lubił bowiem przesiadywać wraz z nurtującą ciszą, która była dla niego głośna. Rodzeństwo uważało go za dziwaka. Od małego lubił czytać obszerne książki lub rozwiązywać logiczne zagadki. Dla innych było to trudem, dla niego samego czystą przyjemnością. Szesnastolatek był dość zamknięty w sobie. Często się zastanawiano, co jest tego powodem. Odpowiedź jednak ukryta była gdzieś w głębi.
- Nie przyjdzie- odezwała się Anna- pewnie znowu robi krzyżówki jakichś zwierząt, albo co lepsza ludzi- prychnęła z wyczuwalną kpiną. Matka spuściła lekko głowę, a na jej twarzy zagościł smutek.
- Jego wybór, więcej dla nas- powiedział Drake- najstarszy z wszystkich dzieci pani Courtney. Nie był jednak jej ulubieńcem. Ona jako jedyna wierzyła w Harrego. Chciała, aby otworzył się na świat i znalazł przyjaciół. Wcale nie było jej miło słyszeć obelgi kierowane w jego stronę. Climbersi byli dużą rodziną. Mama, ojciec i piątka dzieci. Pan Chris pracował od wczesnego ranka, aż po późny wieczór, by zapewnić rodzinie godny byt. Dzieci szły na uczelnię, bądź do szkół. W domu zostawała jedynie pani Courtney, która pilnowała porządku i wykonywała swoje obowiązki. Tak bardzo dziwne było to uczucie, kiedy była całkiem sama w domu pełnym dźwięków. Przez kilka godzin słyszała tylko bicie własnego serca i głośne tykanie zegara. Tym razem nie było inaczej. Wszyscy rozeszli się w swoją stronę, nawet skryty Harry. Kobieta sprzątnęła pozostałości po posiłku i włączyła telewizor, w którym codziennie leciały wiadomości. Głównie dzięki temu dowiadywała się o sytuacji, jaka panowała w kraju i w mieście. Słuchała z uwagą słów, które wypowiadała dziennikarka. Słów, które wywołały w niej strach i panikę.
W dzisiejszym dniu policja dokonała szokującego odkrycia. W jednym z parków znaleziono ciało. Zwłoki należały do nastolatka, którego tożsamość pozostaje nieznana. Dziecko miało zmasakrowaną twarz, w której brakowało kilku elementów. Na kończynach znajdowały się ślady metalowego łańcucha, a szyja otoczona była cierniem, którego kolce zraniły skórę dziecka.
Climbers przełknęła nerwowo ślinę szukając wkoło telefonu.
Prosimy jednak o zachowanie spokoju. Nie możemy wpadać w panikę. W szkołach, kinach i innych miejscach, które codziennie są przez nas odwiedzane służba zapewni bezpieczeństwo. Śledztwo zostało wszczęte, więcej informacji w godzinach popołudniowych. Dziek...
Kobieta wyłączyła telewizor i drżącymi rękami wystukała odpowiedni numer. Jej szczęka nerwowo drgała, a serce biło szybciej, jakby uczestniczyło w wyścigu o życie. Zegar ucichł, powodując, że pani Courtney słyszała tylko własne myśli.
Pierwszy sygnał...
Drugi sygnał...
Trzeci...
- Halo?- odezwał się głos po drugiej stronie
- Chris..- wyjąkała żona Climbersa- oglądałeś dzisiejsze wiadomości?- zapytała, stukając palcami o blat drewnianego stołu
- Nie, właśnie miałem zamiar. Coś się stało?- cisza- kochanie?- kobieta potrząsnęła głową i wróciła do rozmowy
- To znowu się dzieje..- odparła, a strach który jej towarzyszył był coraz to większy- On wrócił..-
- Kto wrócił? Skarbie, zaczynam się martwić- powiedział Climbers z wyczuwalnym przejęciem
- Pustelnik. Znowu zawitał do Richmont- To wystarczyło, aby pan Chris zrozumiał dziwne zachowanie swojej małżonki. Teraz obydwoje byli nieobecni. W słuchawce nastała cisza. Wszystko wkoło zamarło. Pozostały jedynie puste oczy, wpatrujące się przed siebie. Dusza, która wołała ratunku.
- To niemożliwe- stwierdził mężczyzna- on nie żyje od dobrych pięciu lat. T-to nie może być prawda. Słyszysz Courtney? To jakieś cholerne nieporozumienie!- krzyknął, a po policzku kobiety spłynęła szkarłatna łza. Przetarła mokre miejsce, pociągając lekko nosem.
- Chris..- zaczęła- robi dokładnie to, co jakiś czas temu- wyjąkała, powoli dochodząc do siebie.
Po rozmowie świat matki piątki dzieci się zmienił. Nie było w nim już radości z życia. Nie było w nim nadziei na lepsze jutro. Towarzyszył jej jedynie strach, odbijający się w tych smutnych, pustych oczach. Towarzyszył jej ból, zadawany przez człowieka, który dawniej zadał jej głębokie rany. Po jakimś czasie zostały one odkryte. Jedynie krew zaschła, zostawiając po sobie ciemne strupy.
YOU ARE READING
Pustelnik
Teen FictionW miasteczku Richmont każdy ma jakieś sekrety. Niektóre skryte bardziej, drugie mniej. Co się więc stanie gdy wyjdą one na jaw? Czy mieszkańcy będą potrafili spojrzeć sobie w oczy ten ostatni raz? Czy zło, które na nich czyha przerośnie wszystkie wy...
