LILITH
Poranek zapowiadał się spokojnie. Ojciec siedział przy stoliku w kuchni z nosem w gazecie "Aleero News" i popijał kawę. Ubrany był w jasną koszulę i czarne garniturowe spodnie. Jego włosy były ciemno szare, a twarz zdobiły okulary. Mama zaś standardowo, jak co ranek, kręciła się przy kuchence przygotowując śniadanie. Miała na sobie skromną, przewiewną sukienkę w kolorowe kwiaty i złote włosy do ramion. Oboje byli Lombaxami, tak jak ja. Moje futerko było śnieżno białe w szare paski na uszkach, a ogon i ręce miałam całkowicie ciemne. Zaś ich umaszczenie było delikatnie ciemniejsze, a ojca wchodziło trochę pod blady beż. Siedziałam cicho przy stoliku i gapiłam się w ekran telefonu. Czas zdawał się stać w miejscu. Chciałam już jak najszybciej pojawić się w Akademii Strażników Galaktyki, w której prawdopodobnie już czekali na mnie przyjaciele.
- Damien! - krzyknęła matka - Ile razy mam was wołać na śniadanie?! - dodała i zaczęła podawać do stołu. Po chwili w kuchni pojawił się Lombax niemal identyczny jak ja. Mój brat bliźniak. Tuż za nim szedł jego przyjaciel. Nieco wyższy Cazar, o ciemnym blado brązowym futrze i czarnych włosach. Nazywał się Yuki. Jak co weekend, jeden nocował u drugiego, by grać w gry komputerowe.
- Dzień dobry! - przywitał się i usiadł.
- Sorki, dopiero skończyliśmy turniej... - dodał Damien obojętnie i wziął do ust tosta odgryzając kawałek.
- A pamiętasz, że przez ten weekend każdy miał do zrobienia prezentację, na temat prawidłowego użytkowania Pyrocitora? - zapytałam ironicznie. Wiedziałam, że nie zrobił. Jakoś nigdy nie przykładał uwagi do zajęć z teorii. Uważał, że jedynie praktyka zrobi z niego najlepszego Strażnika Galaktyki. Gdyby był świadomy, jak bardzo się mylił... Moim zdaniem teoria pomagała w obmyślaniu niekonwencjonalnych rozwiązań ciężkich sytuacji.
- Tak, pamiętam. Zrobiłem. - kiedy usłyszałam odpowiedź brata, to aż mnie zatkało, ale nie okazywałam tego.
- Co? Niby kiedy? - zakpił Yuki, śmiejąc się.
- Dowiesz się później... - Damien spojrzał znacząco na przyjaciela. Czułam, że coś kombinował. Pewnie miał w planach kradzież projektu jakiegoś kujona, który z resztą z łatwością go odda, by nie zarobić w twarz. Niestety, ale mój bliźniak i jego przyjaciel byli z tych, którzy większość swoich problemów rozwiązywali wulgarnym językiem, groźbami, a czasami nawet przemocą. Niestety, skargi do naszych mentorów nic nie dawały, ze względu na brak dowodów na ich zachowania.
- Już to widzę... - prychnęłam. Ten tylko się na mnie spojrzał złośliwie i przewrócił kubek z kawą ojca. Czarna ciecz wylała się prosto na mnie - Zwariowałeś?! - wrzasnęłam waląc pięścią w blat.
- Cholera jasna! - uniósł się rodzic - Czy w tym domu nie może być spokojnie chociaż pięć minut kiedy jesteście razem?! Pięć minut! - trzasnął gazetą po głowie mnie i brata. Yuki tylko dyskretnie chichrał pod nosem, ale z grzeczności pomógł wytrzeć kawę ze stołu naszej mamie. W dzieciństwie, między naszą trójką było dużo inaczej. Dogadywaliśmy się w każdej kwestii, jednak czas sprawił, że się od nich oddaliłam. Nie rajcowało mnie uprzykrzanie życia innym. Z bratem dogadywałam się bez słów, zaś Yukeshi był mi dużo bliższy. Zdenerwowana poszłam do swojego pokoju, żeby się przebrać. Wrzuciłam na siebie jakiś luźny czarny podkoszulek i leginsy. Usiadłam na krześle przy biurku, widząc powiadomienie na ekranie laptopa.
GATI
Jak co ranek. Siedziałam na dziedzińcu akademii w oczekiwaniu na przyjaciół. Dla zabicia czasu, rysowałam w tablecie to, co podsuwała moja wyobraźnia. Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Był to wysoki, szczupły Blarg. Tak jak ja, odziany był w akademicki mundur, tyle że jego był w nieco innych kolorach. Barwa pozwalała Strażnikom nas odróżniać podczas treningów.
- Cześć, Mike. - przywitałam się wzdychając i nie odklejając wzroku od ekranu.
- Co tam znowu rysujesz? - zainteresował się i spojrzał na rysunek.
- Jakieś fioletowe coś. Dziś śniła mi się taka istota i ratowałam z nią świat. - uśmiechnęłam się, gdy dosiadł się do nas Adi. Wysoki, szary Lombax. Jego paski były białe, a brązowe włosy delikatnie opadały na jego zielone oczy.
- Ktoś ratował świat? - zaśmiał się.
- Nieee! - zaprotestowałam - Po prostu mi się coś śniło! - wyszczerzyłam ząbki w szerokim uśmiechu.
- Ktoś widział gdzieś Lili? Jej brat już od dawna maltretuje pierwszorocznych, a po niej ani śladu. - zaczął się rozglądać w oczekiwaniu na odpowiedź.
- Nie. Napisałam do niej chyba z tysiąc wiadomości, ale żadnej odpowiedzi... - wzruszyłam ramionami. Lili lubiła się spóźniać. Zawsze czegoś zapominała i musiała się wracać do domu. Ta jednak po chwili się zjawiła. Była bez mundurka, więc musiało wydarzyć się coś większego.
- Długo na mnie czekaliście? - zapytała, siadając obok nas.
- Kilka minut... - westchnął Mike - Coś się stało? - spojrzał na nią znacząco.
- Nic. Damien wylał na mnie kawę... - zaśmiała się.
- Wiesz... - zaczęłam - Dla nas to nic, ale jeżeli kapitan Sasha zobaczy cię bez mundurka, to może być nie ciekawie... - dalej rysowałam.
- Prezentację wykonałam po mistrzowsku, więc nawet nie zauważy! - Lilith machnęła ręką. Jak dla mnie, czasami była zbyt pewna siebie. Bez słowa wszyscy wstaliśmy.
ESTÁS LEYENDO
Multiverse - Ratchet & Clank
FanfictionPrzez szczeliny między wymiarami, światy zaczynają się ze sobą zderzać i mieszać, co wywoła nie mały chaos. Czasoprzestrzeń również ulegnie zniszczeniu, przez co przeszłość i przyszłość zacznie motać się z teraźniejszością. Fabuła głównie będzie osa...
