1

167 1 0
                                        

Wszystko było dobrze póki nie pojawiła się ONA
Znieczulona, straszna, przebiegła, wychodzona.
Na początku przymilała się do mnie
Cichutko, pomalutku, niepotrzebnie.
Nie dostrzegałam jej w pierwszej chwili, prawdę mówiąc do tej pory nie przyznałabym się, że ją widzę. Taka już jestem...popierdolona, nierozumiana, szurnięta, czy jak tam wolicie. Ale może to i dobrze. Lubię tłumić emocje w sobie, lubię trzymać się na dystans od innych. Większość ludzi nie wie jaka jestem, ja nawet tego nie wiem do końca. Może dlatego chowam się pod peleryną mroku, aby nie widzieć słońca. Może i zwariowałam - tak mówi moja mama - ale ja tego nie widzę, bo ONA zasłania mi oczy. Zdaje mi się, że jest dobrze, zdaje mi się, że dam radę, ale prawda jest taka, że nie mam już siły...jestem taka słaba. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale ja wiem dobrze co siedzi we mnie. ONA we mnie siedzi. Przyszła prawie 3 lata temu i nie chcę się odczepić, suka... Przyzwyczaiłam się w sumie do NIEJ, nie powiem, spoko z niej kumpela. Przyjaciółeczka, psiapsiółka...na każdym kroku mnie pilnuje i nie widzę w tym nic złego, ale moi rodzice tak. Mówią, że nie miałam problemów i musiałam je sobie wymyśleć. Mają rację...chyba. Myślałam tak na początku i to nie było ok. Teraz to wiem. Przez NIĄ się kłócimy (ja oczywiście jej bronię). Nie powinnam tego robić i dobrze o tym wiem. Więc czemu to robię? Tak naprawdę to nie mam pojęcia, taka już jest ta choroba. ONA po prostu jest straszna. Przeraża mnie tym, że istnieje. Tym, że jestem jedną z jej marionetek. Mi to nie przeszkadza. Jestem głupia, bo powinnam walczyć z nią, ale trudno. Kiedyś mówiłam to słowo cały czas...''trudno''. Wkurwiało to moich rodziców. Za każdym razem, ale trudno. Poddałam się już dawno i trudno. Nic na to nie poradzę. Jestem na NIĄ zła, ale nie tak bardzo jak na siebie. Napisałam kiedyś o tym list, list pożegnalny. Do Rodziny. Nigdy go nie przeczytali. Mam go nadal przy sobie... Czeka na odpowiedni moment, ale na razie nie mam nastroju na umieranie...może jutro, za tydzień, miesiąc, 2 lata. Kto to wie? Ja na pewno nie... Może tylko ONA wie. Wykończy mnie kiedy będzie chciała, więc tylko ona to wie. Tylko tego jednego w życiu jestem pewna...tylko tego. I niczego innego. Moja psiapsiółka wtedy odejdzie razem ze mną i pójdzie do innej osoby, którą będzie męczyć i niszczyć...aż zostaną tylko resztki...KOŚCI...i nic więcej. SAME KOŚCI. Żadnego życia. Tylko KOŚCI. Trudno. Takie życie. A raczej śmierć. Jedni umierają, bo swoje już przeżyli, drudzy, bo kochali swój kraj, inni jeszcze umierają, bo chcą. Ja jestem tym człowiekiem, który umrze przez anoreksję. I nie przeszkadza mi to. TRUDNO. Tak musi być i nic tego nie zmieni. Nawet ja sama. I to jest w porządku. Nie mam nic przeciwko temu.
Pisząc to mam czerwone policzki. Nienawidzę tego. Piekące policzki...co to w ogóle kurwa jest. Tylko tak wydostaje się ten ogień, który siedzi wewnątrz mnie. Krew buzuje wewnątrz mnie. Wszytsko tam buzuje. Organy, które są ściśnięte. Ze względu na brak dostarczanego jedzenia, skurczony żołądek nie daje mi żyć. Wkrótce minę narządy zaczną trawić same siebie i to jest ok. Trudno. Mi to pasuje. Tak jak to, że lubię się ranić. Ale nie chodzi mi o podcinanie żył. Na to jeszcze przyjdzie pora. Lubię patrzeć na krew. 6 lat temu powiedziałam mamie, że mam leci mi krew z łydki, bo zahaczyłam o gwóźdź. Prawda jest taka, że specjalnie wbiłam go sobie w miejsce obok kości piszczelowej. Mam dużo blizn tego typu. Prawie tyle ile siniaków każdego lata i to jest ok. Trudno. Taka już jestem i to akceptuję w 100%. TAK, akceptuję swój charakter, ale nie do końca wygląd. ONA mówi, że jestem ohydnym potworem, który nie ma prawa wyjść na światło dzienne. I to jest spoko. TRUDNO...

Nie wiem co dokładnie mam powiedzieć o tym ''opowiadaniu'', "rozdziale"(szczerze nawet nie wiem jak nazwać taką formę pisania, ale musicie mi to wybaczyć). Opisuję tutaj głównie moje myśli na temat anoreksji, ale także są tam, wzmianki z mojego życia.

P.S. zapomniałam dodać - z góry przepraszam z jakikolwiek błąd.

Something about everything... Histórias para pegar e não largar. Descubra agora