- Skarbie chodź już, zaraz przyjedzie ciocia Carmela z dziewczynkami -  to nie jest za wesoła wiadomość, ale niestety nie jestem jedyną wnuczką mojego kochanego dziadziusia.

- Ale dlaczegooooo? - specjalnie przedłużyłam ostatnie słowo wywracając się plecami na moją ukochaną pościel w kwiatki, odgarnęłam delikatnie moje brązowe włosy z twarzy. 

- Kochanie wstań, pognieciesz sukienkę od cioci Dority. - Mówi i ostrożnie podniosła mnie za dłonie, a ja stanęłam na puchatym dywanie tuż przy łóżku. Klęknęła przede mną i poprawia piękną różową-białą sukienkę, czułam się w niej jak prawdziwa księżniczka. Górna część sukienki była biała do tego pokryta piękną koronką, jej ramiączka delikatnie opadały i spoczywały na  moich ramionach. Dolna część była cudowna miała delikatny materiał który unosił się za każdym razem gdy się kręciłam.

- Jak to się nazywa mamo? - dotknęłam  tego materiału i patrzę na nią.

- To jest tiul skarbie - mówiła dotykając czubka mojego noska.

- Nakładaj buty i musimy już iść -  Dźwięk dzwonka rozbrzmiał po całym domu.

Już są, mówiłam sobie w głowie, wstałam i dopiero teraz zauważyłam jak pięknie wyglądała moja mamusia, miała długą do ziemi czerwoną sukienkę z podobnego materiału jak moja, górna część sukienki miała dużo cekinów i zdobień a jej ramiączka mają piękne złote wykończenia. Swoje czarne włosy miała rozpuszczone, przez co pięknie się pokręciły, ale najbardziej moją uwagę skupiał wisiorek, który swobodnie wisiał na jej szyi. Jest dość gruby, na zewnątrz ma zatopiony  bardzo malutki kwiat czarnej róży.

Podeszłam do szafki nocnej i wzięłam swoje czarne balerinki, usiadłam na łóżko, ostrożnie podwinęłam swoją sukienkę, nakładając tym samym buty. Stanęłam powoli na podłogę, robię kilka kroków, są troszkę nie wygodne, ale dam radę. Oglądałam się po pokoju, nigdy nie było tu tak czysto, zwykle Sonia nie dawała by na to aby był tu porządek. Ale wykorzystali to, że ona śpi, niestety nie potrwa to za długo.

Powoli podeszłam do drzwi i przy nich stanęłam, ostatni raz patrzę na nią, jest chyba tylko wtedy urocza kiedy śpi, ale kiedy tylko otworzy oczy to się staje po prostu diabełkiem. Odwróciła głowę w moją stronę, ale oczy miała dalej zamknięte. Cicho mruknęła i podrapała się po nosku, dłoń położyła tuż przy skroni i dalej słodko spała. Jej czarne włosy delikatnie opadały po jej kremowej sukni i chowały się pod wiśniowym kocykiem którym była okryta.

Otworzyłam drzwi, po chwili słysząc rytm jednej z piosenek, nie mogę przypomnieć sobie jej tytułu, ale ma bardzo szybkie tępo.

Szłam w kierunku salonu przez bardzo długi korytarz. Był w delikatnych jasnych barwach, był podobny do wschodu słońca,  dużo jaśniejszy od cytryny,  ale podczas zachodów zmieniał się w kolor przypominający grejpfrut. Na ziemi były wyłożone kwadratowe jasno-brązowe płytki w których znajdował się jeszcze rąb, moje buty stukały po nich jakbym chodziła w tych wysokich butach mojej mamy. Na ścianach widniały portrety rodziny, pułki z pucharami zdobytymi przez mojego starszego braciszka. Tak, mojego braciszka.. Teraz już go z nami nie ma, pewnego dnia kiedy się obudziłam, zobaczyłam mamę i tatusia, siedzieli zapłakani na sofie w salonie. Powiedzieli mi, że już nie chciał z nami tu być i postanowił uciec. Minęłam kilka par drzwi do ogromnego pokoju rodziców, gdzie jest największe  i najwygodniejsze łóżko o którym można tylko marzyć, do łazienki, garderoby i do magicznego składzika, gdzie dało się znaleźć pełno rupieci. 

Muzyka w głośnikach brzmiała coraz głośniej w salonie, minęłam doniczkę z jakimś wielkim kwiatkiem i ukazała mi się moja rodzina oraz ciocia Carmela z tymi wrednymi dziewczynami Adaliną, Adelitą oraz Adelaidą, nie przepadałam za nimi najbardziej z całej rodziny. I nigdy nie byłam w stanie ich rozpoznać, nie rozumiem jak oni odróżniają te trojaczki, nie dość, że tak samo wyglądają, są tak samo ubrane to jeszcze mają identyczne głosy.

My panic roomDonde viven las historias. Descúbrelo ahora