Prolog: S̵̙̈͋ź̸̨̯c̴z̸ę̷̰̋ś̸͓̽c̷̣̲̫͙͕̱̀͑̏̓̊̄̀͌̚̕i̷̞͕̊̂̄̇̐́̿e̶̎̊͑̓͘... Boleść

45 1 1
                                        

Budzik zadzwonił, oznaczało to godzinę ósmą, typowa godzina, o której wstaję w wakacje.

Otworzyłem oczy, mój wzrok jak co dzień uchwycił biały pokój, w którym panował duży bałagan.

- Ale syf, powinienem to kiedyś posprzątać - pomyślałem sobie, po czym przetarłem oczy.

Podniosłem się z łóżka, ubrałem, a następnie poszedłem się ogarnąć do łazienki. Spojrzałem w lustro, jak zawsze, ujrzałem swoją bladą twarz, ciemne, niemal czarne, średniej długości, w dużym nieładzie, włosy, których niektóre kosmyki opadały mi na czoło i nos.., trójkątna, łagodna twarz z pieprzykiem pod lewym okiem,  głęboko zielone oczy i średniej wielkości usta, przypominające jakieś rozmemłane serce. Mama często powtarzała, że jestem atrakcyjny, ale czego innego się spodziewać po mamie? Według mnie wyglądałem jak przeciętny 18-latek - no dobra, jeszcze nie 18-latek, ale za tydzień już tak...

Po umyciu się, wychodząc z mojej łazienki, spojrzałem na skrzypce leżące przy moim biurku do komputera, moje hobby, a zarazem moja przyszłość.

Kocham muzykę z całego serca, zamiłowanie do instrumentów strunowych przejąłem po mojej mamie, dużo gra na gitarze i skrzypcach, kiedyś grała też na shamisen, dopóki się nie zepsuł. Uczyła mnie grać od najmłodszego, a ja kochałem słuchać jej jedwabistego głosu i pięknych piosenek, które mi grała, jednocześnie tłumacząc mi znaczenie poszczególnych strun czy oznaczeń nut. Moją ulubioną nutą od zawsze była szesnastka, z jednej strony jest to dla wielu bezużyteczny fakt, ale dla mnie, mimo wszystko jest ważne. Zawsze przed zagraniem jakiegokolwiek utworu, gram jedną szesnastkę, większość ludzi tego nie pojmuje, ale jakimś sposobem uspokaja mnie to i dzięki temu nie stresuję się tak bardzo.

Po krótkiej refleksji, ubrałem się w moje codziennie ciuchy, czarny krótki rękawek i jeansowe spodnie, i zszedłem na dół. Po drodze musiałem minąć pokój rodziców i mojej siostry, była strasznie wkurzająca, ale i tak ją kocham, nudno by mi bez niej było.

Po zejściu na dół, do mojego nosa doszedł zapach śniadania robionego przez moją mamę, pachniało jak naleśniki, wszyscy w rodzinie zawsze je uwielbiali, zwłaszcza z nutellą na wierzchu.

Wszedłem do dużej kuchni, która mieniła się w odcieniach bieli, w sumie tak jak cały dom, moi rodzice mieli bzika na punkcie "czystego wyglądu", przez co większość mebli i ścian były białe, jedynie pokój mojej siostry był w odcieniach pudrowego różu. 

Jak się spodziewałem mama stała przy kuchence, tata bawił się z Sally, naszą golden retriever, była ulubienicą wszystkich znajomych, chociaż jak to bywa z tą rasą, była strasznie niecierpliwa i niespokojna, co w sumie dodawało jej uroku. Nie widziałem jedynie mojej siostry. W salonie, który łączył się z kuchnią był włączony telewizor z bajkami, ale dziecka jak nie było tak nie ma.

- Dzień dobry synek - powitała mnie mama z uśmiechem, który gościł na jej lekko już pomarszczonej twarzy, jej ciemne włosy były oświetlane przez promienie słoneczne wpadające przez okna, a jej niebieskie oczy piękne komplementowały słoneczną poświatę przykrywającą jej twarz.

- Hej mamo, cześć tato - odpowiedziałem z uśmiechem, jednocześnie witając się z tatą.

- Hej Mark - odpowiedział szybko, spojrzał się na mnie swoimi zielonymi oczami i skinął głową, po czym wrócił do zabawy się  Sally.

- Gdzie jest Rose? - zapytałem się, gdyż zazwyczaj widuje ją przy telewizorze, albo przy psie.

- Pani Hackle przechodziła obok, więc postanowiła wziąć ją na ciasto, które upiekła swoim wnukom - odpowiedziała mama - czyli w sumie mamy ją z głowy na kilka godzin, bo pewnie będzie chciała się pobawić z innymi dziećmi - po chwili dokończyła.

Struny Mego SercaWhere stories live. Discover now