Przeprowadzka

6 0 0
                                        

Wysiadłam z samochodu, po wielu godzinach męczącej drogi. Warto było przesiedzieć prawie osiem godzin dla tych widoków. O tej porze roku Dawson mieniło się złocistymi kolorami. Opadające liście nadawały czaru całej okolicy.
Stanęłam przed średnim, jednorodzinnym domkiem. Złoto-czerwone liście zlatywały na jego dach, z ciemnobrązowej dachówki. Z zewnątrz przypominał zimową chatę, która tylko czekała na pierwsze opady białego puchu.
Siostra energicznym ruchem, prawie wywaliła drzwi od samochodu. Podbiegła do domu i krzyknęła:
- Ale czadowy, nie tak jak ty sister.- pełna radości wbiegła do środka, nie zwracając uwagi na naszych sąsiadów, patrzących z ciekawością, co się święci.
Rodzice znaczącym wzrokiem, spojrzeli po sobie i zaczęli wypakowywać nasze rzeczy. Podeszłam do nich, pytając się:
- Pomóc wam w rozpakowywaniu bagażnika?- delikatnie uśmiechnęłam się do nich. Opierając się na samochodzie.
- Nie trzeba, skarbie. Idź zobacz swój pokój, ale pamiętaj że, masz pilnować Abigail.- Pogroziła palcem, pokazując że się nie wymigam od niańczenia. Zrezygnowana odwróciłam się, w stronę domu.
Kiedy weszłam, zrobiłam rekonesans po pomieszczeniach. Już trochę było w nich mebli, ale nie wszystkie jeszcze przyjechały.
Weszłam na górę. Stare schody z drewna dębowego, delikatnie zaskrzypiały pod moim ciężarem.
Na korytarzu było troje drzwi oraz okno, na jego końcu. Jedne prowadziły do łazienki, drugie do pokoju Abigail, a trzecie do mojego. Delikatnie uchyliłam, te do mojego pokoju i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Ściany były w kolorze mleka, a podłoga z jasnego drewna.
Przy oknie, stało biurko z moim nowym plecakiem- prezentem urodzinowym do rodziców. Pod ścianą stało wielkie łóżko z pudrowo-różową narzutą i miękkimi poduszkami. W rogu pokoju stała szafa z lustrem, a obok biblioteczka.
Zmęczona podróżą, walnęłam się na łóżko, cała zatapiając się w jego miękkości. Chwilę tak poleżałam, aż uznałam, że jestem głodna.
Leniwym ruchem zeszłam z raju na ziemi, i ruszyłam w stronę kuchni.
W lodówce, jak zawsze nie było nic ciekawego, więc zamykałam ją i otwierałam kilka razy. Nagle do pomieszczenia, wparowała siostra, chwyciła ostatnie jabłko, dziwnie się na mnie patrząc i powiedziała:
- Jeśli jest ci gorąco mogę ci dać wiatrak, nie musisz wachlować się lodówką.- Zaśmiała się ze swojego żartu, wychodząc. Że też nie pomyślałam o owocach, ale jestem głupia. Z pustym brzuchem wyszłam z domu, żeby obeznać się z okolicą.
Po paru godzinach zlokalizowałam już: dwa place zabaw, cztery kawiarenki, jedno kino i park.
Właśnie minęłam jakiś sklep, ale nie wzięłam ze sobą pieniędzy, więc tylko mogę patrzeć jak ludzie coś pałaszują, brawo ja.
Zrezygnowana usiadłam na ławce, spuszczając głowę, co wywołało lawinę bląd włosów na moją twarz. Zaczęło się zciemniać, więc dopadł mnie mały straszek, że już nigdy nie wrócę do domu.
Padł na mnie czyjś cień, co wywołało u mnie zdziwienie. Podniosłam głowę i zobaczyła grupkę chłopaków, dziwnie patrzących się na mnie. Jeden z nich podszedł do mnie, złapawszy mnie za kolana i mocno je rozszerzył. Dlaczego założyłam sukienkę?! Spanikowana zaczęłam szukać pomocy wzrokiem, lecz nikogo nie było w pobliżu. Chciałam zepchnąć jego ręce, ale on tylko umocnił uścisk. Tego już nie wytrzymałam. Zaczęłam wierzgać, przez co jego koledzy podbiegli, żeby mnie trzymać. Łzy leciały mi bezwiednie z oczy, z ust wydobyło się ciche szlochanie. Mężczyzna zdenerwowany całą sytuacją, położył mi rękę na ustach i szepnął:
- Ciii, za chwile będzie po wszystkim- uśmiechnął się, pokazując białe zęby. Chwile później oberwał w głowę.
——————————————————
                  KOMENTARZ?
                  GWIAZDKA?

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 25, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Innocent lifeStories to obsess over. Discover now