Rozdział 1

37 5 4
                                        

Siedziałam w samochodzie z moją "matką". Taa właśnie. To ostatnie chwile kiedy będę mogła zobaczyć ten jej fałszywy ryj.

- Ale wiesz ze będziesz mogła dzwonić?

Taa, jasne. Wiecie czemu musiałam wyprowadzić się od niej i zamieszkać z ojcem? Którego z resztą też nie widziałam od 5 lat. Ma teraz swoją rodzinę, pełno gówniaków i teraz ja też mam być jej częścią.
Ale wracając do matki. Po rozwodzie z ojcem przez większość czasu była sama. Nie miała nikogo na stałe, tylko od czasu do czasu przeprowadziła do domu swoich fagasów. Aż poznała go
- mojego ojczyma. Jest obleśnym azjatą który "nie będzie mieszkał pod jednym dachem z pomiotem innego mężczyzny". Tak, dobrze słyszeliście, to właśnie dlatego się przeprowadzam.
Zastanawiacie się może dlateczego moja mama z nim jest? Powód jest oczywisty. Gość jest nadziany i sypie kasą na prawo i lewo. Jest z moją matka chyba tylko dla jej urody, która jest powiem że idealna.

Ale ja i tak mam ładniejszą.

Spojrzałam przez okno próbując przypomnieć sobie jakiś element przyrody, który powie mi czy jesteśmy blisko domu ojca. Ale jak bym miała go poznać? Przecież nigdy tam nie byłam.

Nagle zobaczyłam. Matka zaparkowała obok domu, przed którym stała cała rodzinka.
A wszyscy rudzi. Co to za zbieg okoliczności że ojciec poznał akurat rudą babkę. Przez co całą ich rodzinka jest rudymi wredotami. Rude fałszywe.

Ale Roxy przecież ty też jesteś ruda.

Ale wracając, przygładałam się im chwile i żałowałam że nigdy nie miałam takiej rodziny.

Tata obejmował ramieniem swoją żonę, która trzymała ma rękach ich roczną córeczkę. Widać było jej brzuszek, jest w kolejnej ciąży.
Obok nich stał dwuletni chłopczyk, który trzymał za rękę mojego tatę. Był trochę speszony ale co się dziwić, dzisiaj pierwszy raz widzi swoją siostrę. Trzyletnia dziewczynka wraz z czteroletnią siostrę machały w naszą stronę. Naprawdę uroczo pff...
I najstarszy z gromadki pięcioletni rudzielec, to właśnie po jego narodzinach ojciec stwierdził że ta rodzina jest ważniejsza a o córce może najwyżej zapomnieć.

Wysiadłam z samochodu. Ojciec wraz z Sindy zaczęli do nas pochodzić z uśmiechami chyba przyklejonymi do ryjów. Oni zawsze się uśmiechali.
Gadali coś zahaczając mnie ale ja ich nie słuchałam. Ignorował mnie przez te pięć lat to i ja mogę go poignorować przez ten rok aż nie osiągnę pełnoletności.

Jakby nigdy nic wyminełam ten cały cyrk i skierowałam się do ich domu. Przepraszam, naszego domu.... żenada. Zdałam sobie sprawę że tak naprawdę nigdy tutaj nie byłam. Nie marzyłam o niczym innym tylko znaleźć mój pokój i położyć się spać. Nie mam najmniejszej ochoty słuchać teraz wrzasków bachorów.

Weszłam na piętro bo zakładam że to tam będzie znajdował się mój pokój.
Otworzyłam pierwsze drzwi. Pokój wyglądał na dziecięcy a w dodatku chłopięcy. Pewnie musiał być Briana albo Justina.
Otworzyłam drugie drzwi tym razem panowały w nim baśniowe klimaty. Wszystkie ściany w różu i porozrzucane różnego rodzaju pluszaki. Dwa łóżeczka obok siebie. Były podpisane - Jessica i Vanessa. Czyli pokoik siostrzyczek.
Następny pokój także był chłopięcy więc odpusciłam sobie oglądanie go. Następnym pokojem była sypialnia moim kochanych rodziców. Zakładam że spała tu także Angelica, bo w rogu stało łóżeczko. Zostały ostatnie drzwi. Dom był wielki gdyż tata jest bogaty dlatego cieszyłam się ze mimo tylu wpadek tak szybko odnalazłam mój pokój.

Otworzyłam drzwi. W pokoju panowała biel, haber oraz czerwień.
Ściany pokoju, trzy były habrowe i jedna biała. W rogu pokoju znajdowało się czerwone łóżko z białą pościelą jednak poduszki były czerwone. Przy ścianie znajdowała się wielka biała szafa a obok niej drzwi, do których podeszłam. Znajdowała się tam moja prywatna łazienka. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Mar 26, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Five DirectionsWhere stories live. Discover now