Pierwsze spotkanie

10 2 0
                                        

Z sekundy na sekundę, czułam jak moje tętno przyspieszało i nabierało na sile. W ślad za biciem serca, głębsze stały się też oddechy. Zauważyłam, że mimowolnie wbijam paznokcie w jego plecy, więc wkłułam je jeszcze mocniej czerpiąc przyjemność z uczucia pękającej skóry pod moimi palcami. Chwilę później poczułam ciepło które rozeszło się po całym moim ciele, zostawiając dreszcze na skórze. Z moich ust instynktownie zaczęły wydobywać się wysokie, nieśmiałe jęki, podczas gdy on już od jakiegoś czasu wydawał z siebie ciche pomruki. Czułam niewiarygodne spełnienie, błagałam w myślach, by nie przestawał. Czułam jak moje palce stały się w pewnym momencie wilgotne, a gdy otworzyłam oczy, dojrzałam cienką stróżkę krwi spływającą z jego boku. Nie minęło wiele czasu nim fale obezwładniającej ekstazy przeszyły na wylot moje ciało niczym bełty wystrzelone z kuszy błogości, a zaraz potem eksplozja rozkoszy która wybuchając nieco poniżej pępka, w sekundę, zalała całe ciało salwą intensywnej przyjemności.
Gdy już było po wszystkim, ja, półsiedząc paliwszy papierosa pokazując swoją wyższość nad tym żałosnym stworzeniem który upodlony, leżąc pode mną, nawet nie opiera się umniejszaniu jego męskości, czułam swego rodzaju dumę wiedząc, że po raz kolejny nie poczuję nawet cienia wyrzutów sumienia szlachtując tego podczłowieka. W istocie, mówiąc podczłowiek, zwykle mam na myśli po prostu gorszą połowę gatunku ludzkiego, potrzebną tylko w momencie reprodukcji. To zabawne jak bardzo gloryfikowane są ich poczynania, a nasze tak podle umniejszane. Zresztą od zawsze dziwiło mnie jak to możliwe, że ten odrażający patriarchat funkcjonuje już od tylu tysiącleci. Na szczęście, pojawiłam się ja.
Zakładając rajstopy i zapinając mankiety marynarki, przeszło mi przez myśl, że ten osobnik nie był tak bezwartościowy jak mogło się wydawać, trzeba przyznać, że jego technika była wprost imponująca i pozwolił mi przez chwilę zapomnieć w jak bardzo obrzydliwym akcie właśnie uczestniczę. Ta myśl jednak, odeszła równie szybko jak się pojawiła i bez przeszkód mogłam przejść do zakończenia naszej krótkiej, acz intensywnej znajomości. Zwykle nie mam w zwyczaju bawić się jedzeniem, bo w końcu mama bardzo dosadnie wpajała mi do głowy zasady savoir vivre'u, ale tym razem, miałam nieprzypartą ochotę jeszcze chwilę się z nim podroczyć. Wyjęłam sztylet z kieszeni marynarki upewniając się uprzednio, że moja ofiara nadal jest w objęciach morfeusza. Usiadłam okrakiem na jego kroczę, jednak w sposób który nie zaburzyłby snu mojego słodziaka. Zaczęłam delikatnie muskać ostrzem skórę brzucha, z każdą chwilą jednak przykładałam go coraz mocniej. Byłam pod wrażeniem głębokości jego drzemki, albowiem zarówno sen jak i skóra zostały przerwane w tym samym momencie. Z chwilą gdy otworzył oczy, ujrzał prawdziwą mozajkę szkarłatu krwi i oliwkowego brązu skóry na powierzchni swojego brzucha.
Okropnie mnie jednak irytuje ich zniewieściały krzyk więc ukracam go jeszcze zanim się pojawi. Tym razem zdecydowałam się na finezyjne usztywnienie jego karku 15-sto centymetrowym kutym platynowym ostrzem, ale oczywiście nie jestem na tyle ograniczona, żeby zostawiać w jego ciele czegoś stukrotnie cenniejszego niż on sam, więc szybko wyjęłam sztylet pozwalając jednocześnie pościeli zakwitnąć głęboką czerwienią, po czym mój język sugestywnie przejechał po klindze noża. W końcu nie mogłabym nazywać się koneserem bez uprzedniego skosztowania bukietu, hmmmm... czyżbym wyczuła nutę agrestu? Doprowadziłam do czystości narzędzie zbrodni, dbając aby nie ubrudzić kieszeni marynarki, napawając się radością przygotowań do uczty.
Zbyt głośna muzyka zawsze działała mi na nerwy, ale musiałam się poświęcić, bo głód coraz bardziej dawał o sobie znać. Rozglądałam się po sali szukając potencjalnej osoby która zaspokoi moje potrzeby. Po jakimś czasie ja sama znalazłam się na celowniku dwóch osobników którzy na oko, starczyliby na tydzień ucztowania. Kokieteria nie była w ich przypadku nawet potrzebna, te dwa goryle o ilorazie inteligencji o ujemnej wartości wpadały prosto w moje sidła nawet nie wiedząc co ich czeka. Stwierdziłam jednak, że bardziej zależy mi na jakości pokarmu, gdyż już po wstępnych oględzinach wiedziałam, że nie są najlepszym wyborem na pełnowartościowy posiłek. W końcu tak często w telewizji ostrzega się przed sztucznie nadmuchiwanym mięsem. Zdecydowałam więc, że poszukam czegoś bardziej odpowiadającego moim standardom. Gdy już chciałam się rozglądać za czymś pożywniejszym poczułam delikatnie muśnięcie na moim przedramieniu, odwracając się dojrzałam czarującego (jak na podczłowieka), schludnego, jegomościa na w przybliżeniu 4 dniowe zapasy dobrej jakości mięsa, który z pewną dziwną gracją, nachylał się w kierunku mojej szyi, aby, jak mniemam poczuć zapach moich owocowych perfum.
- Czyżbym wyczuł nutę agrestu? - To był mój szczęśliwy dzień.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 23, 2020 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Krew i agrestStories to obsess over. Discover now