Prolog

179 1 5
                                        


Noc była dziś wyjątkowa ciemna...ze wszystkich stron rozprzestrzeniała się gęsta mgła. Z dala zobaczyć można było tylko księżyc z wielkości cienkiego rogala, który dawał niejakie światło odbijające się tajemniczo w pobliskiej kałuży wody.

Bursztyn podniósł wzrok  patrząc z zatroskaniem na czarne niebo na którym trudno dojrzeć byłoby choćby jedną małą gwiazdę. Westchnął głęboko, po czym po dokładnych oględzinach wokół siebie zdjął z grzbietu małą szarą kulkę. Drobinka pisnęła ze strachu, z całej siły kurczowo podtrzymując się gęstej sierści ojca. Bursztyn jednak jeszcze bardziej odepchnął małą. Futrzana kulka potoczyła się w dół mrocznej ścieżki do lasu. Młody kocur poczuł jakby wszystkie smutki w tym samym czasie dopadły jego serce. Chciał biec , wziąć małą z powrotem. To była jego jedyna pociecha, jedna z tchnień radość i miłości. 

-Nie!-krzyknął do siebie, a jego głos odbił się wokół echem.  Wbił pazury w ziemie dysząc głęboko. Nagle poczuł krople wody spadające z chmur, ruszył wiatr, kocur nie poruszał się jednak. Stał z rozpaczą patrząc przenikliwym wzrokiem w las.

,, To dla Ciebie"-pomyślał 

-Dla Ciebie Lipowe Serce!

Słowa, które wypowiedział zadudniały mu w uszach. Gwałtownie spuścił łeb. Był przemoczony miał potarganą sierść a krople deszczu spływające po pysku zmoczyły się ze łzami. Gorączkowo myślał na dalszą przyszłością. Dla niego już samego nie było żadnej nadziei. Jedynie ta mała cudowna i śliczna  jego córka , mogła powstrzymać go od żalu i wypełnić pustkę po stracie Lipowego Serca. 

Dlatego jeszcze bardziej cięższe i okrutniejsze miało być to pożegnanie. Ilekroć będzie musiała przeżyć malutka. Sama zziębnięta w lesie, rządzącym swoimi prawami,  w lesie zamieszkującym przez okrutne  dzikie i wściekłe koty. Ale taka było jej prośba, i jego obietnica.

,,Oddaj ja lasu! Niech wychowają ją  dzikie koty tam mieszkające. Och! Teraz przed samą śmiercią wyznaje ci Bursztynie... Moje prawdziwe imię to Lipowe Serce! Żyłam kiedyś w stadzie zwanym klanem  Mgły pośród innych. Uciekłam dla ciebie wiedząc że w klanie nie mogłabym być z tobą...ale moje serce należy...należało do klanu aż po dziś dzień. Obiecaj mi że zrobisz!"-powiedziała mu w ostatniej chwili życia, podnosząc ociężale wzrok na ukochanego.

Teraz nagle zdał sobie sprawę z słów partnerki. Poczuł chwilowy spokój. Minęło już chwile czasu. Podniósł głowę, w oddali zaczęło świtać. Słońce nieśmiało prawie nie widocznie wysuwało pierwsze nieśmiałe promienie zza gór. Bursztyn wyprostował się i rzucił ostatnie przelotne spojrzenie w las. Wiedział, że już nigdy tu nie wróci.

-Żegnaj!-powiedział cicho, po czym wycofując się, potężnymi susami zaczął biec.  Opuszczając polane...na zawsze.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------







zdj. grafika google

Coś od autorki ;p

-Postaram się dokończyć tę powieść, a nie tak jak z innymi ....ZAKOŃCZYĆ W POŁOWIE hah <3

-Sumiennie (ehem: POSTARAM SIĘ) dodawać rozdział max w odstępie tygodnia C:

-Raczej nie popełniam błędów ortograficznych (RACZEJ xD) Ale jeśli zdarzy się taka sytuacja proszę o wybaczenie :3

-Styl pisania (tak jak zaznaczyłam w opisie książki) wzorowany być może na stylu pisania autorki ,,WOJOWNIKÓW"  Erin Hunter C:

I chyba tyle hah <3 bajoo i miłego czytania :D


,,Aż po świt&quot; cz 1Stories to obsess over. Discover now