PONIEDZIAŁEK

4K 189 31
                                        

- Ellie, do tablicy proszę.

Wychwyciwszy swoje imię przestałam rozwiązywać zadanie i uniosłam głowę znad zeszytu. Zauważyłam, że kilka osób znacząco na mnie zerkało. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na nauczyciela. Pan Grey stał przy tablicy i wyczekująco wyciągał przed siebie dłoń z kredą.

Cholera. Znów to samo.

Niepewnie odłożyłam długopis i wstałam. Idąc wolno przez rzędy ławek czułam jak robi mi się duszno. Nogi również odmawiały posłuszeństwa, chcąc wrócić do ławki na samym końcu klasy. Patrzyłam spod grzywki na uśmiechającego się „zachęcająco" matematyka i już wiedziałam, że to nie obejdzie się bez kolejnego wyśmiana moich umiejętności.

Od dziecka nie radziłam sobie z tym przedmiotem. Liczby zawsze mi się mieszały i myliły, a jakby tego było mało po prostu nie potrafiłam zaakceptować bezsensowności wszystkich tych wzorów i przekształceń, które zupełnie do niczego się nie przydawały. Jednak mimo wszystko się starałam. Od kilku lat brałam korepetycje dwa razy w tygodniu. Niestety nie dawało to żadnych efektów czy dobrych wyników w szkole, więc w tym roku postanowiłam sobie radzić sama zamiast wydawać pieniądze za które i tak nie będę lepsza.

Dodatkowym czynnikiem umniejszającym moją pewność siebie był on. Mój cholerny obiekt westchnień od roku. Idealne połączenie atrakcyjności i inteligencji. Pieprzona perfekcja Niall James Horan. Był dobry dosłownie we wszystkim: sport, przedmioty ścisłe i artystyczne. I choć powinnam być zazdrosna, zawsze się czułam przy nim jak ofiara losu, niewypał, wypadek przy pracy. Jakbym urodziła się za wcześnie z nierozwiniętym mózgiem. I choć zasadą jest, że dziewczyny wyobrażają sobie życie ze swoim crushem to ja nie potrafiłam nawet ruszyć wyobraźnią na tyle, aby widzieć moment zwykłej rozmowy. On nie traciłby na mnie czasu.

- Reed, nie mamy całego dnia.

Wyrwałam się z zamyślenia i okazało się, że stoję już pod tablicą z białą kredą w ręce, gapiąc się na wybrany przez pana Grey'a - specjalnie dla mnie - przykład „f". One zawsze są najtrudniejsze.

Otworzyłam usta mimowolnie, patrząc na cyfry, litery i potęgi, starając się przypomnieć sobie od czego powinnam zacząć. Jednak mimo tego, że całą lekcję dokładnie przepisywałam wcześniejsze przykłady, teraz nie potrafiłam przywołać ani jednego z nich. Ten, który teraz miałam rozwiązać być całkiem inny od poprzednich. Miał kilka dodatkowych niewiadomych, których nie wiedziałam jak się pozbyć.

A co jeśli znów się wyłączyłam na chwilę, kiedy pan Grey to tłumaczył? To zdarzało mi się często.

Uniosłam rękę, kiedy nauczyciel odkaszlnął, dając mi brutalnie znać, że czeka na mój ruch. Typowo jak dla mnie jednak na tym się skończyło. Przygryzłam wargę, czując jak płynę na dno, stojąc z uniesioną dłonią, gotowa coś napisać, lecz nie wiedząc kompletnie co.

W końcu się poddałam i opuściłam rękę, robiąc krok do tyłu. Modliłam się, aby nikt nie wybuchł śmiechem.

- Nie wiem jak zacząć - szepnęłam i westchnęłam zawstydzona.

- Jakoś mnie to nie dziwi - powiedział dość głośno jak na osobę chcącą się zwrócić tylko do rozmówcy.

Oczywistym było dla mnie, że nie odpuści okazji, żeby mnie ośmieszyć. Lecz nie tego się najbardziej bałam.

- Nikogo to nie dziwi - dodał Niall, śmiejąc się cicho.

Zacisnęłam dłoń w pięść, pewne łamiąc kredę i spuściłam głowę. Poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż w plecy, choć już dawno powinnam się przyzwyczaić, że mają mnie za tępą blondynkę. Ale ciągłe przypominanie Nialla o swojej osobie wcale nie pomagało mi zachować spokoju. Popadałam tylko w większe zdenerwowanie.

- Siadaj Reed, nie mam dzisiaj na ciebie czasu - oznajmił pan Grey i odwrócił się do biurka, aby sprawdzić obecność, jak zwykle pod koniec lekcji.

Wzięłam oddech aby uspokoić zesztywniałe pięści i odłożyłam kredę na jej miejsce. Tak jak się spodziewałam, była przełamana na trzy części. Spuściłam głowę i najszybciej jak się dało wróciłam do ławki. Dość długą chwilę zajęło mi przywrócenie się do stanu używalności, jednak nie mogłam powstrzymać się przed zerknięciem na Nialla, który leniwie opierał głowę na dłoni i kreślił coś na marginesie.

Oh, jak ja chciałabym to rozumieć. Chciałabym być taka mądra jak on.

Nim się obejrzałam zadzwonił dzwonek, więc spakowałam się szybko i ruszyłam za kilkoma uczniami w stronę stołówki. To nie tak, że byłam kompletnym alienem. Po prostu typem osoby przyjaźniącej się z wszystkimi po trochu. Nie przeszkadzał mi brak najlepszych przyjaciół, bo po części uważałam, że na nich nie zasługuję. Już dawno temu zdałam sobie sprawę, że moje kompleksy i brak wiary w siebie są stanowczo zbyt duże, ale niewiele mogłam na to poradzić. Ilekroć starałam się udowodnić sobie, że jestem inteligentna, szłam na lekcję matematyki, gdzie pan Grey i Niall skutecznie utwierdzali mnie w fakcie, że jestem tylko chodzącą pomyłką.

Nigdy nie sądziłam, że można zakochać się w kimś, kto nie odwzajemnia tego uczucia. I oto byłam. Zakochana w chłopaku dla którego znaczyłam tyle co hamburgery z McDonalds, których notabene nie jadał. Czyli dla niego mogłoby mnie nie być.

Kiepsko u mnie z pozytywnym myśleniem.

Wchodząc na stołówkę od razu kupiłam kanapkę z serem i jabłko. Stres podsycał mój apetyt. Rozejrzałam się za jakąś znajomą twarzą. Na środku pomieszczenia dostrzegłam dwie dziewczyny z którymi miałam chemię, więc nie czekając dłużej przysiadłam się do nich i spytałam jak mija dzień. Zaczęłyśmy luźną pogawędkę i tak minęła mi cała przerwa. Dziewczyny trochę odciągnęły mnie od wcześniejszej kompromitacji, która zawsze się mnie trzymała jeszcze przez kilkanaście minut po wyjściu z sali pana Greya i dałam radę wytrzymać przez resztę lekcji.

Później siedziałam kilka godzin na kółku artystycznym, gdzie próbowałam jakoś rozwijać swoje umiejętności rysowania ołówkami. Kiedy miałam trzynaście lat rodzice często powtarzali mi, że jeśli będę dużo ćwiczyć to mogę malować bardzo profesjonalne portrety. I choć wiedziałam, że jest cień szansy iż mówili to tylko dlatego, że byłam ich dzieckiem to postanowiłam spróbować. W końcu były za to punkty do zachowania, a pan Stiefvater zawsze swoimi komplementami potrafił poprawić mi nastrój, powtarzając „na ocenach życie się nie kończy".

Jednak wracając wieczorem do domu, nie mogłam powstrzymać się od odtwarzania w głowie tych złych wydarzeń z całego dnia. Taka już byłam. Wredne wspomnienia wracały wypalając dziury wewnątrz mnie. Czasem miałam wrażenie, że już nikogo w życiu nie pokocham, ponieważ moje serce będzie za bardzo zniszczone.

Mimo ogłuszającej muzyki ze słuchawek mój umysł wciąż potrafił przywoływać głos Nialla mówiący „nikogo to nie dziwi" jak i wszystkie inne komentarze, którymi mnie zaszczycił w tym roku szkolnym. Nie rozpłakałam się, nie mogłam. Byłam tylko zmęczona.

Chciałabym kiedyś poczuć jak to jest być perfekcyjnym.

*

Hej, tęskniliście?

Miał to być oneshot, ale wyszedł za długi i jest ff.

Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. :)

ROZDZIAŁY PUBLIKOWANE CO 2 DNI.

Blackout • NH • Book 1Stories to obsess over. Discover now