Wiem jak będzie wyglądać mój pogrzeb.
Kobiety przyjdą na czarno, mężczyźni na różowo.
Chcę, żeby było chodź trochę kolorowo.
Nie dla szczęścia ,że mnie tu nie ma.
Lecz dla wnętrza.
Chcę, żeby każdy był szczęśliwy.
Trochę błyskotliwy i sarkastyczny.
Romantyczny, podejrzliwy.
Chcę, żeby każdy wziął to na luzie.
By po tym wypalił blanta i zatańczył na rurze.
A mi zamiast modlitwy czytał ten wiersz.
Którego wierszem nazwać nie mogę.
Bo to nie jest coś co może być drogie.
Bo to moje głupie przemyślenia.
O śmierci i o pogrzebie.
Wracając.
Wyobrażam sobie ,że jestem w niebie.
Siedzę i patrze na was z góry.
Jak podchodzą do trumny maniury.
I kładą mi bukiety z tulipanów.
Za nimi rządek panów.
Bukiet blantów i bananów.
Śmieją się wszyscy i wspominają dobre dni.
Lecz to mi się tylko śni.
Ostatecznie to skończy się tak.
Leżę sama na łące.
W ręce trzymam kolce.
Ktoś podbiega, lecz ucieka.
Z dnia na dzień widzę jak moje ciało się rozkłada.
Zrezygnowana myśle, że wielka ze mnie łamaga.
Nikt mnie nie chce i nie pamięta.
Bo jestem przeklęta.
YOU ARE READING
Egzystencja
PoetryZa mało czasu spędzamy na myśleniu o istotnych problemach, a nasz mózg przepełniony jest głupotami. Trudno będzie ci zrozumieć moją egzystencje, bo ja sama jej nie rozumiem, nie jestem nawet pewna czy tutaj jestem i dlaczego.
